REKLAMA

Widzowie i krytycy pożarli się o ten film. Obejrzysz, nigdy nie zapomnisz

W zeszłym roku Lynne Ramsay, reżyserka znakomitych „Musimy porozmawiać o Kevinie” i „Nigdy cię tu nie było”, zaprezentowała nam swoje najnowsze dzieło. „Zgiń kochanie” to film, który spolaryzował widownię i krytyków - a to zazwyczaj oznacza co najmniej interesujący seans. Tak jest w istocie. Warto skorzystać z faktu, że obraz wreszcie trafił do streamingu, więc nie trzeba za niego dodatkowo płacić.

zgin kochanie gdzie obejrzec
REKLAMA

Film „Zgiń, kochanie” Lynne Ramsay powstał na podstawie wydanej w 2012 r. powieści argentyńskiej pisarki Ariany Harwicz pt. „Die, My Love”. Co ciekawe, książka trafiła do Jennifer Lawrence nie za sprawą jej agenta czy studia, tylko Martina Scorsesego. Reżyser przeczytał ją w swoim prywatnym klubie książki i uznał, że główna bohaterka jest idealną rolą dla Lawrence. Wysłał powieść do jej firmy producenckiej Excellent Cadaver, a aktorka niemal natychmiast się nią zainteresowała. I z miejsca zapragnęła, żeby film wyreżyserowała właśnie Ramsay.

Filmowczyni początkowo nie była przekonana - między innymi dlatego, że historia kojarzyła jej się z tematami, które już wcześniej podejmowała. Ostatecznie jednak znalazła dla niej własny klucz: zamiast robić film przede wszystkim o depresji poporodowej, postanowiła nakręcić „szaloną, nieokiełznaną historię miłosną”. Czy jej się to udało? Tu zdania są podzielona. Tak czy inaczej, już po premierze Ramsay irytowało nagminne sprowadzanie obrazu właśnie do opowieści o poporodowej traumie. Jej zdaniem to tylko jeden z wielu elementów historii.

REKLAMA

Zgiń, kochanie - czyli weekendowa polecajka filmu z serwisu streamingowego CANAL+

Zgadzam się - „Zgiń, kochanie” niewątpliwie dotyka szerszej grupy tematów. Jest również - między innymi - o pożądaniu, frustracji, samotności, macierzyństwie, kreatywności i rozpadającej się relacji (a przy tym wszystkim, owszem, próbuje rozprawić się z poporodowymi stereotypami). Dla mnie sercem całości jest właśnie rozpad uczucia - choć współcześnie wszystkim wydaje się oczywiste, że problemy komunikacyjne i unikanie rozmów to zabójstwo dla każdego związku, choć jesteśmy tego świadomi i powtarzamy to sobie nawzajem, koniec końców wciąż nie potrafimy ze sobą rozmawiać. „Zgiń, kochanie” portretuje ten problem w sposób bezbłędny. 

Grace (Lawrence) i Jackson (Robert Pattinson) przeprowadzają się z Nowego Jorku do odziedziczonego domu na odludziu. Początkowo wygląda to jak romantyczna próba rozpoczęcia nowego życia: mają przestrzeń, prywatność i możliwość stworzenia własnego świata z dala od ludzi. Grace jest pisarką, Jackson muzykiem, a między nimi istnieje bardzo silna, seksualna więź. Sytuacja zmienia się po narodzinach ich dziecka. Grace zaczyna coraz mocniej odczuwać izolację, frustrację i poczucie utraty dawnego życia, a jej relacja z Jacksonem zaczyna się rozpadać.

Ramsay nie funduje klasycznego dramatu o młodej matce, która „nie radzi sobie z macierzyństwem”. Próbuje natomiast zanurzyć się w doświadczeniach Grace - jej gniewie, seksualności, zazdrości, poczuciu uwięzienia i narastającym psychicznym chaosie. Granica między tym, co rzeczywiście się wydarza, a tym, co dzieje się w jej głowie, zaczyna się zacierać. Film jest przez to bardzo fizyczny, gwałtowny i momentami wręcz surrealistyczny. Dostajemy tu znakomite wykorzystanie niewiarygodnej narracji.

Najważniejsze, że twórczyni nie ocenia bohaterki i nie chce powiedzieć widzowi, że ta oszalała - bardziej interesuje ją stan kobiety, która jednocześnie kocha swoje dziecko i partnera, ale czuje, że macierzyństwo odebrało jej część dawnej tożsamości, seksualności i twórczej energii. „Zgiń, kochanie” można zatem czytać zarówno jako film o macierzyństwie i kryzysie psychicznym (a przy okazji twórczym!), jak i jako ponurą, wręcz mroczną historię miłosną o dwojgu ludzi, którzy nie potrafią już wrócić do tego, kim byli przed pojawieniem się dziecka.

Bolesne studium rozpadu - niewygodne, wręcz wyprane z optymizmu. Znakomicie wyreżyserowane i zagrane. Trudne emocjonalnie kino otwarte na liczne interpretacje. Słowem „nie dla każdego” (nie znoszę tego wytrychu, ale w istocie nie mówimy o filmie nakręconym, by satysfakcjonować szeroką publiczność). Jeśli pokrewna tematyka jest nam bliska - warto.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA