Chęci szczerego i udanego renesansu gatunku seriali medycznych, czy skok na słupki oglądalność motywowany sukcesem zza oceanu? Trudno powiedzieć, co w większym stopniu stoi za polskim rynkiem serialowym i premierą aż dwóch seriali medycznych w krótkim odstępie czasu. Pierwszemu z nich, "SOR-owi", było bliżej do gładkiego procedurala, który niby wciąga, ale waha się, czym tak naprawdę chce być. Tu pojawiła się szansa dla "Znieczulenia". Nowy serial Netfliksa wykorzystał tę szansę.

Leszek Lichota po raz drugi wciela się w lekarza, który trafia na prowincję, dostaje pole do pokazania otoczeniu swojego geniuszu, ale równocześnie skłonności do przekraczania granic prawa, w imię dobra pacjenta. Przypadek? Nie sądzę. Nie szkodzi, bowiem im więcej tego aktora, tym lepiej. Za "Znieczulenie", od strony twórczej odpowiadają nazwiska, które niby w świecie polskiej telewizji są znane, ale trudno nazwać je czołowymi. Najlepsze i najciekawsze, co wyszło spod skrzydeł reżysera Łukasza Ostalskiego, to niedawny "Kiedy ślub?". W pokoju scenarzystów znalazło się ich aż czworo - Dana Łukasińska, Bartosz Janiszewski, Marcin Ciastoń i Beata Halastra. Pytanie, czy ilość osób odpowiedzialnych za fabułę, przełożyła się na jej jakość, było na miejscu. Jak brzmi odpowiedź?
Znieczulenie - recenzja serialu Netfliksa. Kronika życia pracoholika
Dawid Łazarz (Leszek Lichota) to wybitny neurochirurg, pracujący w jednej z warszawskich klinik. Różnica zdań między nim a dyrektorem szpitala doprowadza do zwolnienia głównego bohatera z dotychczasowego miejsca pracy. W drodze do swojego podlaskiego azylu, Łazarz niespodziewanie staje się świadkiem przerażającej katastrofy kolejowej. Po tym, gdy pomaga lokalnym lekarzom w opanowaniu sytuacji, szybko łapie z nimi wspólny język i niedługo później zatrudnia się w suwalskim szpitalu. Problemy jednak nie znikają - dynamika nowej sytuacji znacząco wpływa na jego związek z żoną Basią (Karolina Gruszka), a nowy przełożony, dr Grzelka (Mariusz Bonaszewski) dostrzega w nim konkurencję, której dobrze byłoby się pozbyć.
Oprócz nazwisk wymienionych wcześniej, warto dodać, że czołowym konsultantem "Znieczulenia" był Neal Baer - lekarz i producent, znany m.in. z pracy przy kultowym „Ostrym dyżurze", a zatem serialu, który de facto wyznaczył kierunek dla wielu kolejnych, przyszłych, podobnych sobie produkcji. Netflix miał zatem kilka wyzwań przed sobą: nie być niczyją kopią, nie popełnić błędów poprzedników, dosięgnąć poziomu najlepszych, sprawdzić się jako serial pełen medycznej akcji, a także w roli wnikliwego obserwatora codzienności w piekiełku zwanym polską ochroną zdrowia. Zadań dużo, na papierze może nawet zbyt dużo. Twórcy jednak wyszli z tej sytuacji dość obronną ręką i odrobili zadanie domowe.
Akcję "Znieczulenia" obserwujemy przede wszystkim oczami Dawida Łazarza - choć spędzamy czas nie tylko z nim, to jednak on jest centralną, najważniejszą, i najbardziej pogłębioną w tym serialu postacią. W pewnym momencie pyta jedną z bohaterek "wolisz, by operował cię lekarz sympatyczny czy skuteczny sukinsyn"? Myślę, że to ostatnie określenie pasuje do Łazarza jak ulał, a scenarzystom należy się kosz ze słodyczami w nagrodę za to, jak go napisali. Mamy do czynienia z postacią bardzo charyzmatyczną, wygadaną, bez wątpienia świetnie zorientowaną w tym co robi, umiejącą podejmować trudne, acz konieczne decyzje. Równocześnie ma męczącą, wszędobylską osobowość, jest człowiekiem, z którym trudno wytrzymać, wszędzie wsadzającym nos, chcącym zrobić wszystko, zająć się wszystkim - trochę jak taki prymus, który lubi karmić swoje ego bohatera i zwycięzcy, jednocześnie z trudem reagując na porażki.
Łazarz swoim stylem bycia potrafi naraz ujmować i zupełnie odpychać. W tym tkwi siła tej postaci.

Nie tylko zresztą tej. Wielkim plusem "Znieczulenia" jest to, że nie próbuje budować wokół lekarzy pomnikowej aury świętości, a jednocześnie nie przegina w drugą stronę, nie skłania się ku temu, co znamy chociażby z "kina" Patryka Vegi. Tym samym dostajemy obraz ludzki, w całej swojej złożoności - ludzi oddanych swojej pracy i wyspecjalizowanych w tym co robią, ale również wyczerpanych, żyjących pod ciągłym napięciem, wątpiących w sens swojej pracy, będących więźniami własnych lęków, traum, problemów w życiu osobistym, czy najzwyklejszych emocji.
Widzimy to chociażby w zapadającej w pamięć scenie, kiedy główny bohater "odkrywa" w łazience znacznie bardziej doświadczonego i starszego kolegę po fachu, który płacze po utracie kilkorga pacjentów w wyniku katastrofy. To takie małe momenty, które udanie potrafią zbudować dramaturgię, jednocześnie nie stając się nadmiernie ckliwymi. Widzimy niektórych lekarzy także w ich znacznie mniej przyjaznych wcieleniach, gdy są pełni opryskliwości, oschłości, cynizmu, a napięta atmosfera uwalnia ich znacznie mniej przystępną stronę. Obserwowanie tego stanu przynosi satysfakcję - czuć, że nie mamy do czynienia z symbolami konkretnych postaw do polubienia lub znienawidzenia przez widza, a postaciami o złożonych charakterach i niejednoznacznych zachowaniach.

Co również jest plusem, serial (nie licząc siłą rzeczy obecnego mocno wątku prywatnego życia Łazarza) nie bombarduje widza "obyczajówką" w stopniu znacznym - wysyła sygnały co do życia prywatnego bohaterów, które nie dominują fabuły, ale wystarczają, byśmy zrozumieli, kto i z czym się zmaga, a przy tym fajnie rozwija na poboczu ich relacje (wątki Łazarz-Wilk i dwójki młodych ratowników są tutaj najfajniej poprowadzone). Zdarza się, że obserwujemy bohaterów poza murami szpitala (zwłaszcza Łazarza), ale jest to koniec końców rzadkość - tak jak wszystko w ich życiu jest podporządkowane pracy, tak samo jest w fabule. To oczywiście zabieg udany - choć scenariusz nie wobec każdej postaci radzi sobie tak, jak by się tego chciało, całościowo serial trzyma w napięciu i zainteresowaniu.
Jak zaś sprawy się mają, jeśli chodzi o szeroko pojęty komentarz społeczny? "Znieczulenie" w dość małym stopniu skupia się na kluczowych dla społecznego wizerunku lekarzy relacjach tej grupy zawodowej z pacjentami, choć gdy już to robi, idzie mu naprawdę dobrze (zwłaszcza mowa tu o postaci Mateusza). Znacznie aktywniej skupia się na problemach natury formalnej, instytucjonalnej, wewnętrznej, gdy rozważa granice decydowania przez lekarzy o cudzym życiu w obliczu jego zagrożenia i przepisów prawa, gdy pokazuje, że szpital to nie tylko miejsce ratowania czy leczenia ludzi, ale również zbiorowisko ludzi mających określone ambicje, cele, wpływy czy kontakty. To system naczyń połączonych, który opiera się o procedury, w mniejszym stopniu sprzyjające pacjentom, w większym - partykularnym interesom, potrzebom tych, którzy mają władzę w rękach.
Na poziomie aktorskim raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że Leszek Lichota wypada w głównej roli znakomicie.
W jego wykonaniu Dawid Łazarz to postać, która irytuje swoim charakterem, a jednocześnie sprawia, że nie da się oderwać od niej wzroku. Lichota jest magnetyczny, charyzmatyczny, przekonujący, niezależnie od tego, czy gra pracoholika, u którego work-life balance od dawna nie istnieje, szlachetnego lekarza niosącego pomoc za wszelką cenę, narcystycznego, pełnego pychy bubka, czy faceta, który niekoniecznie potrafi panować nad własnymi emocjami, a tym bardziej nad stabilnością swojego życia rodzinnego. Oglądanie aktora w każdej z tych wersji to uczta.

Mimo, że Leszek Lichota dominuje, nie tylko na jego aktorstwie można zawiesić tu oko. Solidne występy notują zwłaszcza Dorota Kolak i Krzysztof Stelmaszyk, wcielających się w mających naprawdę świetną małżeńską chemię lekarzy pracujących w tym samym szpitalu, Wandę i Leszka Kottów. Dobrze ogląda się również Aleksandrę Popławską i Magdalenę Koleśnik - obie aktorki są w swoich kreacjach wyraziste, jednocześnie wiedząc, kiedy kraść show, a kiedy ustąpić miejsca. Zbyt mało miejsca w scenariuszu dostaje tutaj Mariusz Bonaszewski w roli Grzelki, ale gdy wraca na ekran, to stara się być kimś więcej, niż jednowymiarowym "złoczyńcą". Udany epizod zalicza też młody i zdolny Hugo Tarres w roli jednego z młodych pacjentów Łazarza.
"Znieczulenia" nie ma co porównywać z "The Pitt" - i pod kątem struktury, i pod kątem jakości mamy tu dwa różne (choć wcale nie aż tak odległe) poziomy. Produkcja Netfliksa stoi na własnych nogach i nie małpuje po kimkolwiek. Platforma dowiozła nam serial, który oferuje bardzo dużo akcji, opakowuje głównego bohatera, jak i samych lekarzy w sporo kontekstów, które nie ułatwiają oceny ich postaw czy zachowań. To zdecydowanie jeden z najlepszych polskich seriali medycznych, udowadniających, że potencjał tego gatunku w polskiej telewizji nie umarł.
"Znieczulenie" od 4 listopada na Netfliksie.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kiedy Tyler Rake 3 na Netfliksie? Cierpliwości, jeszcze trochę
- Najlepsze horrory na Halloween. Co obejrzeć w domu?
- Intensywny weekend w Netfliksie. Nowe thrillery, komedie i true crime'y
- Film akcji z Hemsworthem zmierza na Netfliksa. Trzeci film nakręcony
- Nowy film wojenny Netfliksa jest przerażający. Będziesz odwracać wzrok
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.