REKLAMA

Nowa komedia Netfliksa jest tak głupia i krindżowa, że zrobiłem hehe

Po komediach z Johnem Ceną nie należy spodziewać się kina wysokich lotów. Nie inaczej jest w przypadku "Braciszka", który przed chwilą zadebiutował na Netfliksie. Jak to w podobnych produkcjach już bywa, film myli żenadę z humorem. Zdarza się jednak, że to podejście okazuje się całkiem skuteczne.

OCENA :
5/10
braciszek netflix komedia recenzja co obejrzeć john cena
REKLAMA

W "Braciszku" John Cena wciela się w odnoszącego sukcesy agenta nieruchomości. Poznajmey go, kiedy akurat przychodzi do niego ekipa telewizyjna. Ma bowiem wziąć udział w reality show, w którym będzie konkurował z innymi ludźmi ze swojej branży. Jak się szybko okazuje, robi to, żeby wyjść z cienia starszego brata - słynniejszego agenta nieruchomości. Rudd całe życie walczył o jego aprobatę, a spotykał się tylko z kpinami. Ba! Wciąż może liczyć jedynie na jego pogardę. Na imprezie charytatywnej jego żony, Josh oznajmia, że wystawia na sprzedaż swoją wartą kilkanaście milionów posiadłość, ale akurat nie przez agencję Rudda.

Każda komedia, nawet taka dla dorosłych jak "Braciszek" musi mieć wrażliwszą stronę. Stojący za kamerą Matt Spicer doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego Rudd ma do przepracowania parę problemów. Przede wszystkim relację z bratem, ale też materialistyczne podejście do życia. Musi się nauczyć, że braterska miłość musi być bezwarunkowa, a fortuna wcale nie świadczy o wartości człowieka. Wszystko to dzieje się za sprawą młodszego brata. Tylko w tym wypadku przybranego.

REKLAMA

Braciszek - recenzja nowej komedii Netfliksa

Rudda z Marcusem nie łączą więzy krwi. Chcąc zapunktować w czasach liceum główny bohater wziął udział w programie "Starsi bracia i siostry" biorąc pod doraźną opiekę mniej uprzywilejowanego chłopaka. W tle pobrzmiewają więc wątki klasowe, ale Spicer nie zamierza ich rozwijać. Wszelkie zaangażowanie społeczne spycha na dalszy plan, jedynie je sygnalizując. Woli skupiać się na głupkowatym humorze. Z tego właśnie względu Marcus okazuje się niepowstrzymaną siłą, która niszczy wszystko, na co Rudd tak ciężko całe życie pracował.

Bo Rudd zapomniał o swoim przybranym braciszku. Nie miał z nim kontaktu od 30 lat. Pech jednak chce, że jego asystentka odpisywała Marcusowi na maile. Przypadkiem zasugerowała w nich, że główny bohater chce się spotkać. Marcus ucieka więc ze szpitala psychiatrycznego, aby wspomóc uwielbianego niegdyś mentora. Gdy tylko pojawia się na ekranie, w filmie dochodzi do zmiany układu sił. "Braciszek" przestaje być komedią Johna Ceny. Staje się komedią Erica Andre.

To dość osobliwa sytuacja, bo w komediach z Johnem Ceną to John Cena jest zazwyczaj główną atrakcją. Kradnie całe show, nawet gdy tak jak w "Rickym Stanickym" na ekranie partneruje mu Zac Efron. W "Braciszku" też ma sporo charyzmy i dobry komediowy timing, ale jednak aktor wcielający się w Marcusa nie opala się w jego blasku. Sam staje się motorem napędowym filmu Netfliksa. Swego czasu Eric Andre skumał się z Johnnym Knoxvillem i jego ekipą, a nawet wkręcał ludzi swoimi wygłupami w "Pranksterach w trasie". Tutaj pozostaje w trybie "Jackassa" - komedii cielesnej, szokującej, krindżowej. Jak nie zderza się z ciężarówką, to utyka w samochodzie z pełnym pęcherzem i oddaje mocz przez uchyloną szybę, trafiając przez przypadek do swoich ust. Tak, to właśnie taki poziom humoru.

REKLAMA

"Braciszka" wypełniają niewybredne żarty, przerywane chwilami sentymentalizmu. Marcus jest w końcu człowiekiem tyle razy odrzuconym, że aż złamanym. Od kolejnych rodziców zastępczych pobrał jednak wiele nauk, przez co zawsze jest gotowy nieść pomoc i w razie potrzeby zrobić nawet tracheotomię. Bo twórcy właśnie tak rozumieją komedię. Interesuje ich jedynie to, co da się przetłumaczyć na język ordynarnego, rubasznego i slapstickowego humoru. Trudno jednak stwierdzić, czy niektóre gagi śmieszą, bo rzeczywiście są zabawne, czy wywołuje śmiech przez to, że są okraszone żartami jeszcze niższych lotów. Tak czy siak parę razy udaje im się spełnić swoje zadanie.

"Braciszek" wywodzi się z tej samej szkoły komedii co filmy braci Farrelly i produkcje z Willem Ferrellem. Sprowadza się po prostu do absurdów i wygłupów, żeby zapewnić widzom krótką ucieczkę od rzeczywistości. Brakuje mu jedynie wyrazistości, bo okazuje się powtarzalny. Z tego właśnie względu zapewnia doraźną rozrywkę. Już po kilku godzinach możecie nie pamiętać, co obejrzeliście. Aczkolwiek pewnie delikatnie uśmiechniecie się na mgliste wspomnienie tego seansu.

Więcej o Netfliksie poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
  • Tytuł filmu: Braciszek
  • Rok produkcji: 2026
  • Czas trwania: 102 minuty
  • Reżyser: Matt Spicer
  • Aktorzy: John Cena, Eric Andre, Michelle Monaghan
  • Nasza ocena: 5/10
REKLAMA
Rafał Christ
Redaktor

W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA