Nikt nowej „Carrie” nie chciał, no bo ile można. Sam - znudzony - kręciłem nosem. Okazuje się jednak, że Mike Flanagan, choć to twórca nierówny, potrafi rozbudować znaną wszystkim historię w taki sposób, by zaangażować i zapewnić sporo rozrywki. Większość wprowadzonych przez niego zmian wyszła historii na dobre, ale jedna z nich okazuje się... problematyczna.

Słowa Sue Snell podsumowują największą zmianę, jaką Mike Flanagan wprowadził w swojej interpretacji „Carrie” Stephena Kinga. „To nie tylko Carrie” - znaczy się, za tragedię współodpowiedzialni są też inni. A my już wiemy, że takich jak panna White - nadnaturalnie uzdolnionych - jest więcej.
Ośmioodcinkowy dreszczowiec Prime Video z Summer H. Howell w tytułowej roli przenosi wykreowaną przez Stephena Kinga historię we współczesne realia, dodaje jej emocjonalnej głębi i wprowadza nowych bohaterów, umiejętnie odświeżając klasyczną opowieść o młodej dziewczynie obdarzonej zdolnościami telekinetycznymi.
Flanagan traktuje powieść Kinga jako punkt wyjścia, ale nadaje jej nowy kierunek - między innymi dzięki tej kluczowej zmianie. Znaczna część historii Carrie w tej wersji skupia się na tym, jak jej matka, Margaret, próbuje chronić ją przed niebezpieczeństwami czyhającymi poza ich domem. Margaret była przekonana, że w ten sposób ocali córkę przed złem tego świata, ale kompletnie nie brała pod uwagę, że mogą po nim chodzić inne osoby takie jak Carrie. Rozbudowując mitologię stworzoną przez Kinga, Flanagan otwiera serialowi drogę do kolejnych sezonów.
Niestety - jednocześnie osłabia stawkę tragicznej historii dziewczyny, na co zwraca uwagę część fanów i serwisów, w tym „Collider”. Dlaczego?
Carrie - 2. sezon będzie mieć swój koszt
W wywiadzie z „Colliderem” Flanagan podkreślił:
Stephen King wspomina o osadzeniu Carrie w większej historii obdarzonych niezwykłymi zdolnościami kobiet oraz o „genie TK”, jak go nazywa.
Twórca postanowił wykorzystać ten pomysł jako punkt wyjścia na początku każdego odcinka. Jak wyjaśnił:
Książka na to wskazuje, ale żadna z wcześniejszych adaptacji nie miała, moim zdaniem, wystarczająco dużo przestrzeni, żeby się w to zagłębić. To była dla nas niesamowita okazja. Nie mogliśmy się jej oprzeć.
Adelaide, przywódczyni sekty telekinetycznej grana przez żonę i stałą ekranową współpracowniczkę Flanagana, Kate Siegel, nie pojawia się wprawdzie na balu maturalnym, ale wysyła tam swoich wyznawców. Incydent ze świńską krwią jest upokarzający, ale obok śmiechu współczesnym „zapalnikiem” okazują się transmisje na żywo i zdjęcia dokumentujące jej upokorzenie. Carrie staje - ale tylko oficjalnie! - główną sprawczynią śmierci 200 uczniów i pracowników szkoły, jednak tajemnicze kobiety wdzierają się na salę gimnastyczną i przyczyniają do tragedii. W książce i wcześniejszych adaptacjach Carrie działa wyłącznie na własną rękę.
Kiedy bohaterka zaczyna korzystać ze swoich mocy, serial poświęca sporo uwagi obecności niezidentyfikowanych kobiet - a biorąc pod uwagę fakt, że jedną z członkiń sekty portretuje Ruth Codd, możemy mieć pewność, że te postacie odegrają później istotną rolę.
Myślę, że pomysł, by przyjrzeć się innym kobietom obdarzonym nadnaturalnymi zdolnościami i najpewniej uczynić z nich kluczowe postacie w kolejnym (ewidentnie planowanym, choć jeszcze niezapowiedzianym) sezonie, jest naprawdę dobry - i ciekawy. Rzecz w tym,, że uczynienie wyznawczyń Adelaide kluczową częścią sceny na balu osłabia wydźwięk całej historii Carrie. A najbardziej robi to Emaline.
Po kolei. Dotychczas widzowie poznali jedynie część możliwości obdarzonych mocami kobiet. Jedna z nich, Emaline West, wywiera na bohaterkę wyjątkowo duży wpływ. Choć Carrie właściwie się na to godzi, w praktyce to Emaline przejmuje kontrolę nad jej ciałem i odpowiada za wszystkie te śmierci i zniszczenia. To ona decyduje, co zniszczyć i kogo zabić - jak choćby nauczycielkę Carrie, Ritę Desjardin.
Niewiele postaci okazuje Carrie prawdziwą, długotrwałą empatię i życzliwość. Emaline była jedną z nich. Pozbawiając Carrie autonomii sprawia jednak, że dziewczyna staje się jeszcze większą ofiarą - tym razem traci kontrolę również nad własnym ciałem, zostaje całkowicie pozbawiona sprawczości. Matka poważnie ją ograniczała i próbowała tłumić jej zdolności, ale Emaline po prostu odbiera jej możliwość samodzielnego decydowania o sobie w sposób ostateczny.
Emaline ma ocalić Carrie i pomóc jej dokonać zemsty, której w istocie zapragnęła. Ostatecznie tytułowa bohaterka staje się jednak narzędziem, którym ktoś może manipulować. W przeciwieństwie do powieści dziewczyna przeżywa katastrofę i ucieka, ale ponieważ Adelaide zabija Margaret, to Emaline zostanie jej jedyną przewodniczką w sferze emocjonalnej i duchowej. Co więcej, mimo poważnych problemów z zaufaniem, wynikających zarówno z relacji z matką (zakończoną próbą morderstwa), jak i prześladowań ze strony szkolnej dręczycielki, Chris, Carrie wciąż pokłada w Emaline wiarę, która nie do końca pasuje do wymyślonej przez Kinga postaci. Z drugiej strony - krzywdzony, zawodzony raz po raz człowiek wciąż rozpaczliwie rozgląda się za kimś, kto stanie po jego stronie. Emaline - mimo wszystko - zawsze stała.
Pod koniec sezonu Carrie ucieka, a jej dalsze losy prawdopodobnie zostaną wpisane w kolejny rozdział tej opowieści, który wykroczy poza pierwotną wizję Kinga. Historia izolowanej od świata młodej kobiety wreszcie ustępuje miejsca opowieści o Carrie, która uczy się akceptować swoje moce i wykorzystywać je do samoobrony. Biorąc pod uwagę tak znaczącą zmianę kierunku, Flanagan może zechcieć wprowadzić do tego świata również inne postacie z twórczości Kinga, na przykład Charlie McGee z „Podpalaczki”. Słowo „lśnienie”, które pada z ust postaci Segel, też zapewne nie jest użyte przypadkowo.
Moim zdaniem możliwość rozbudowania uniwersum Carrie w oparciu o wzmiankę o „genie TK” z debiutanckiej powieści Kinga wydaje się ekscytującym, ciekawym konceptem. Łączenie wątków i bohaterów z kilku klasycznych dzieł pisarza sprawdziło się już znakomicie w przypadku takich seriali jak „Castle Rock”. Faktem jest jednak, że ocalając Carrie i pozbawiając ją pełni odpowiedzialności za tragedię, Flanagan istotnie rozwadnia esencję i poświęca część istoty oryginalnej opowieści Kinga. Na szczęście inne dodane przez niego elementy w sporej mierze to wynagradzają - a być może kolejne odsłony ostatecznie usprawiedliwią zagranie z finału 1. serii.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Tego Avengera zabraknie w Avengers: Doomsday. Aktor potwierdza
- Bryan Cranston żegna swojego serialowego syna. Aktor odebrał sobie życie
- Stephen King wybrał najlepszą adaptację Carrie. Trudno się nie zgodzić
- Lalka miała mieć inny tytuł. Nigdy nie chodziło o Łęcką
- Digger wyrolował wszystkich. Omawiamy twist i zakończenie filmu
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).