Weekend to zwykle dobry moment dla telewizji, by te wyemitowały duży, rozpoznawalny tytuł. Z takiej okazji zaraz skorzysta TVN, w którego ramówce znalazło się znakomite dzieło science fiction w reżyserii Denisa Villeneuve'a.

Wspomniany twórca to - nie będzie w tych słowach przesady - jeden z najlepszych współczesnych twórców filmowych. Moim osobistym faworytem z całego dorobku kanadyjskiego mistrza pozostaje thriller "Labirynt", ale Villeneuve największe zasługi buduje dzięki sci-fi - to on postanowił przywrócić kinową epickość "Diunie". Dotychczasowe adaptacje twórczości Franka Herberta były średnio satysfakcjonujące, więc decyzja o nowym rozdaniu miała swoje podstawy. I okazała się piekielnie słuszna.
TVN pokaże Diunę. Obsada to najlepszy element filmu
TVN przygotował dla "diuniarzy" znakomity sposób na spędzenie czasu w jeden z dni długiego weekendu. Już 5 czerwca (w piątek) o 20:00 na kanale tej stacji poleci nic innego, jak "Diuna" - pierwsza część trylogii Denisa Villeneuve'a. Przedstawia nam ona losy Paula Atrydy (Timothée Chalamet), który wraz z rodziną przybywa na Arrakis, by jego ojciec, książę Leto (Oscar Isaac) mógł nią władać. Przejęcie kontroli nad planetą okazuje się jednak złudne, gdy Atrydowie padają ofiarami spisku ze strony rodu Harkonnenów. Leto ginie, a Paul wraz z matką, Lady Jessicą (Rebecca Ferguson) trafiają na pustynię, gdzie ich losy przecinają się z Fremenami.
"Diuna", podobnie jak druga część, to kino to na bardzo, ale to bardzo wysokim poziomie pod wieloma względami. Długi, 2,5-godzinny metraż precyzyjnie rozrysowuje fabularny stan rzeczy, dzięki Greigowi Fraserowi i Hansowi Zimmerowi kooperacja obrazu i dźwięku tworzy wspaniałe widowisko. Mógłbym tak mnożyć i mnożyć, co cenię w tym filmie. ale jest szczególnie jedna rzecz, która mi imponuje. Villeneuve zawsze słynął z dobrego doboru aktorów do swoich projektów i "Diuna" nie jest wyjątkiem. Wręcz przeciwnie - jest potwierdzeniem tego, że Kanadyjczyk ma doskonałego nosa.
Wiemy już, w którą stronę w finale trylogii charakterologicznie pójdzie Paul Atryda. Odtwórca tej roli, Timothée Chalamet znakomicie zbudował swoją kreację od podstaw. Aktor, wówczas emanujący nieco delikatniejszą aurą, niz obecnie, doskonale ją wykorzystał na planie. Sportretował młodego Atrydę jako przyszłego władcę, który dopiero "poznaje się" ze swoim przeznaczeniem, wątpi, dojrzewa do roli, którą wkrótce ma przyjąć. Sytuacja polityczna, w której jego rodzina się znalazła, a także nauki matki, sumują się w przyspieszoną szkołę życia. Chalamet bez żadnego potknięcia radzi sobie w ukazywaniu emocji swojego bohatera.
Kolejnymi doskonale dobranymi osobami do swoich ról są członkowie "pary królewskiej" Arrakis, których grają Oscar Isaac i Rebecca Ferguson. Filmowy Leto to bohater na swój sposób dystyngowany, odpowiedzialny, świadomy potęgi, którą trzyma w ręku. To władca, który chce budować nowy porządek na innych wartościach niż przemoc i wyzysk. Oscar Isaac unosi ciężar tej postaci na bardzo oszczędnych aktorskich środkach. Lady Jessica zaś jest osobą tak naprawdę zawieszoną między kilkoma światami: miłości do męża, miłości do syna i wierności zakonowi Bene Gesserit. Ferguson w "Diunie" świetnie balansuje pomiędzy swego rodzaju pomnikowością swojej bohaterki i jej zdecydowaniem, emanowaniem siłą oraz sprytem.
Chalamet, Isaac (dopóki jego postać nie umiera) i Ferguson to generalnie postacie z pierwszego planu tej historii. Mają jednak doskonałe wsparcie w postaci drugiego planu, na którym każda z postaci jest istotna. Jason Momoa doskonale korzysta ze swojej aury energicznego, zabawnego, ale silnego faceta w roli Duncana Idaho, Josh Brolin rewelacyjnie ucieleśnia powagę i bojowość Gurneya Hallecka, po stronie Harkonnenów mamy przerażającego i genialnie ucharakteryzowanego Stellana Skarsgarda jako okrutnego barona, Dave Bautista bardzo udanie wpasowuje się w postać jego ambitnego sługi Rabbana. Nawet Charlotte Rampling grająca matkę przełożoną zakonu Bene Gesserit, choć krótko obecna na ekranie, budzi wyjątkowy respekt.
W "Diunie" mało czasu ekranowego (co zostaje wynagrodzone w kolejnym filmie) dostali Fremeni. Najbardziej widocznymi postaciami - i mającymi kolosalne znaczenie w dalszej części historii - z tej grupy są fremeński przywódca Stilgar (Javier Bardem) i wojowniczka Chani (Zendaya). Wspomniana dwójka aktorów udowadnia, że nawet, jeśli dosłownie "przemyka się" przez film na krótką chwilę, zręczny aktor wyciągnie z takiego epizodu coś interesującego. Bardem i Zendaya właśnie takimi są i to udowadniają.
"Diuna" to znakomity filmowy produkt, na którego wysoką jakość składa się wiele elementów. Jednym z nich jest aktorstwo - reprezentanci tego fachu pod czujnym okiem Villeneuve'a wykorzystują swoje talenty w 100%, a nawet mocniej. Choć w filmie Kanadyjczyka jest sporo dobra, to właśnie praca obsady jest (moim zdaniem) najjaśniejszym elementem.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kinowa perełka trafiła do streamingu. Dzięki, HBO Max
- Stamtąd naśladuje serial Netfliksa? Klimat jest ten sam
- Uwielbiany kryminał Netfliksa wrócił z 2. sezonem. Mnie wciągnął bez reszty
- Nowości Disney+ na czerwiec 2026. Jestem zachwycona
- Widzowie oszaleli na punkcie serialu Prime Video. Błagają o więcej



















