REKLAMA

Premiera w HBO Max ociera się o geniusz. Najlepsza filmowa opcja na weekend

Do HBO Max nareszcie wrócił wspaniały film sprzed dziesięciu lat. Czwarty pełnometrażowy obraz w reżyserii Taiki Waititiego - z czasów, gdy ten nie był jeszcze rozpoznawalny - to zarazem najlepsze dzieło w jego karierze.

dzikie łowy hbo max co obejrzeć opinia

Zgodzimy się chyba, że w ostatnich latach Taika Waititi mocno nadszarpnął zaufanie widzów. Facet, który przez pewien czas kojarzył się z oryginalnymi, zabawnymi, angażującymi emocjonalnie produkcjami, teraz mocno rozczarowuje. Oglądając, dajmy na to, „Pierwszego gola”, aż trudno uwierzyć, że jego twórca odpowiada za coś tak genialnego, jak „Dzikie łowy”.

Ten debiutujący w Sundance tytuł adaptuje powieść Barry’ego Crumpa pt. „Wild Pork and Watercress” i skupia się na Rickym Barkerze (Julian Dennison), chłopcu przerzucanym z jednej rodziny zastępczej do kolejnej. Trudny, niesfornym, ale też bystrym - i o wielkim sercu. Pewnego dnia Ricky trafia pod opiekę Belli (Rima Te Wiata) i jej męża, Hectora (Sam Neill). Mężczyzna jest raczej chłodny, zdystansowany i skupia się przede wszystkim na polowaniach, ale Bella okazuje chłopcu tyle ciepła i zrozumienia, że ten szybko się do niej przekonuje.

Wkrótce okazuje się, że nieletni protagonista zostanie odebrany przez opiekę społeczną - w efekcie ucieka. Hector rusza jego śladem, jednak gdy już udaje mu się wytropić Ricky’ego, łamie nogę. Duet będzie musiał przetrwać w dziczy do czasu, gdy mężczyzna nie wyzdrowiej - jednak w międzyczasie służby dojdą do wniosku, że małolat został uprowadzony...

HBO Max - co obejrzeć w serwisie? Polecamy Dzikie łowy

Waititi potrafił opowiadać takie historie w sposób, który nie ociera się o sentymentalizm czy banał. I choć zarys tej opowieści nie prezentuje się zbyt odkrywczo, twórcy udaje się przełamać popularne tropy swoim niesamowitym stylem. Opowieść o dojrzewaniu i doświadczonym przez życie chłopcu, który wreszcie odnajduje swoje miejsce w najmniej spodziewanym miejscu - nawiązując nić porozumienia z szorstkim mężczyzną, który wcale nie miał ochoty brać go pod swoje skrzydła - okazuje się tak niezwykła właśnie dzięki ujmującej narracyjnej kreatywności twórcy, z pełnokrwistymi bohaterami na czele. Nie wspominając o tak charakterystycznych dla dawnego Waititiego miksie wrażliwości z czarnym humorem, empatii z przekornym, niewymuszonym, zabawnym dowcipem.

Duet głównych bohaterów - przeciwległe bieguny emocjonalne i fizyczne, które łączy odrzucenie przez społeczeństwo - jest tak fantastycznie napisany i zagrany, że nie sposób im nie kibicować i nie zaangażować się emocjonalnie w ich losy. Chemia między artystami to jedno, ale to, jak wspaniale z czasem zaczynają się uzupełniać, zgrywać, a wreszcie - świetnie się ze sobą bawić (tak bardzo, że są gotowi stanąć do walki o to, by nikt im tego nie odebrał), to ujmujący popis scenopisarskiego i aktorskiego kunsztu. Uwielbiam też to, że Waititi nigdy swoich bohaterów nie ocenia, nie każe im przechodzić długiej wewnętrznej drogi - bo to nie są żadne archetypy, a ludzie z krwi i kości o różnych wadach i zaletach. Waititi pozwala im zostać sobą, znaleźć porozumienie na swoich zasadach, bez wielkich transformacji. 

Tak oto poszczególne schematy są kliszami tylko pozornie, bo ostatecznie całość okazuje się pokręconym, trochę baśniowym i absurdalnym, a zarazem wiarygodnym emocjonalnie filmem - na wskroś oryginalnym, unikalnym. Również dekadę po premierze. Pozycja obowiązkowa. 

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).