REKLAMA

Emmy rozdane. Najwięksi zwycięzcy i przegrani gali

Choć dla wielu sezon nagród rozpoczyna się wraz z wyróżnieniami przeznaczonymi dla filmów, realnie równie ważna jest gala, na której, za osiągnięcia w świecie serialu i telewizji, przyznaje się Emmy. Wyniki tegorocznego rozdania nie powinny zszokować największych obserwatorów popkultury, ale umówmy się: były pewne zaskoczenia - i pozytywne, i negatywne.

emmy komentarz wyniki seriale
REKLAMA

Noc z poniedziałku na wtorek dla polskich odbiorców była przede wszystkim momentem, w którym można się dobrze wyspać i naładować baterie na nowy dzień. W Stanach Zjednoczonych w tym czasie przyznawano "telewizyjne Oscary", czyli oczywiście nagrody Emmy. Po raz kolejny znakomite seriale i będący ich częścią aktorzy stanęli w szranki, by móc zostać wyczytanym i zaproszonym na scenę po odbiór statuetki. Z niektórych wyróżnień mam szczególną satysfakcję, ale skłamałbym, mówiąc o pełnym zadowoleniu.

REKLAMA

Emmy 2026 - kto wygrał? Bilans zasłużonych i wątpliwości

Niekwestionowanym zwycięzcą, jeśli chodzi o liczbę statuetek, tym razem została "Wdowia zatoka". Komediowy horror spod skrzydeł Apple TV wrócił do domu z 14 nagrodami - w tym dla najlepszego serialu komediowego. Trudno tu o zaskoczenie, bowiem produkcja stworzona przez Katie Dippold stała się fenomenem, tytułem, o którym się sporo mówiło, a jeszcze chętniej chwaliło. Nie mam wątpliwości, że sporą siłą przemawiającą za kandydaturą tego serialu, oprócz jego jakości, był fakt, że na 8 tytułów pretendujących do wyżej wspomnianego wyróżnienia, "Wdowia zatoka" była jednym z zaledwie dwóch świeżych seriali, mających dopiero swoją premierę - pozostałe, na różnych etapach, są kolejnymi sezonami.

Skoro przy serialu Apple TV jesteśmy, nie sposób nie zauważyć rzadko spotykanego osiągnięcia ze strony gwiazdora tego serialu, Matthew Rhysa. Aktor zdobył dzisiejszej nocy dwie aktorskie nagrody za pierwszoplanowe role męskie - w serialu komediowym ("Wdowia zatoka") oraz serialu limitowanym/antologii ("Bestia we mnie"). To zasługuje na docenienie i uwagę, bowiem Rhys nie tylko zapracował sobie na ten triumf, ale pokonał naprawdę silną konkurencję. W przypadku komediowej "leading role" w głębi serca wierzyłem, że statuetka trafi do Steve'a Carella za fantastyczną kreację w "Roosterze", ale biorąc pod uwagę, że w latach 20. XXI wieku wędruje ona głównie do aktorów z produkcji Apple TV, nie jestem zaskoczony innym rozwojem spraw. W drugiej z wymienionych kategorii Rhys reprezentował Netfliksa, podobnie jak wielu innych nominowanych. Tutaj dużo łatwiej było obstawiać jego zwycięstwo - "Awantura" nie miała aż takiego przebicia, bym uznał, że Oscar Isaac ma szansę, a tym bardziej Charlie Hunnam za rolę Eda Geina.

Być może delikatnie przemawia przeze mnie rozczarowanie tymi werdyktami, ale na szczęście pola do marudzenia nie miałem zbyt dużo. Ważne wyróżnienia (choć ogłoszone kilka dni temu, warto o nich wspomnieć) trafiły chociażby do "Chętnych na seks" - jednego z najlepszych i najbardziej pokręconych seriali 2026 roku. Choć jego siłę stanowił aktorski tercet Bateman-Harbour-Cardellini, to ostatnia dwójka otrzymała nagrody za najlepsze drugoplanowe role w serialu limitowanym/antologii. I dobrze, bo spośród wymienionych, to oni najbardziej zasłużyli - Harbour za niezwykle emocjonalną, wzruszającą i pełną serca kreację Floyda, zaś Cardellini - za wykreowanie Carol, wyjątkowo niejednoznacznej postaci, do której stosunek zmienia się jak w kalejdoskopie, ale w granicach logiki.

REKLAMA

Skoro powróciliśmy na łono HBO Max, muszę stwierdzić, że odetchnąłem z ulgą, gdy dowiedziałem się, że Noah Wyle ponownie wygrał Emmy za najlepszą rolę męską w serialu dramatycznym. Zupełnie szczerze - może przebolałbym, gdyby "The Pitt" nie zdobyło statuetki za najlepszy serial dramatyczny, zwłaszcza, że drugi sezon był (wciąż fenomenalny, ale) nieznacznie słabszy od "jedynki". To, co zawsze trzymało go we właściwym kierunku, to niezwykle złożona, rozdzierająca serce, wzbudzająca respekt i mająca niezwykłą psychologiczną moc, rola Wyle'a. Facet zwyczajnie zasłużył, by po raz drugi (teraz jeszcze bardziej zasłużony) zdobyć tę nagrodę. Boli mnie jednak, że reszta obsady "The Pitt" nie miała takiej możliwości - mam wątpliwości, czy Tom Pelphrey ("Grupa zadaniowa") zasługiwał na wyróżnienie bardziej, niż nominowani w tej samej kategorii Patrick Ball (Langdon) czy Gerran Howell (Whitaker). Nie jestem również przekonany co do tego, że Allison Janney (którą bardzo lubię jako aktorkę) w "Dyplomatce" dała lepszy występ, niż Katherine LaNasa (Dana), Taylor Dearden (Mel), czy Sepideh Moafi (dr al-Hashimi).

Rzadko kiedy bywa tak, że gala nagród przynosi albo pełne rozczarowanie, albo stuprocentowe szczęście. Niektóre werdykty da się przewidzieć w momencie nominacji (np. piąta już nagroda dla Jean Smart za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą za "Smart"). Jeśli jest coś, co przynosi uniwersalne zadowolenie, to to, że rywalizacja między serialami i platformami streamingowymi nie jest definiowana przez ilość, a przez jakość. Próżno tu szukać aktorów czy twórców, którzy zostali nominowani niesłusznie - każde nazwisko wniosło coś dobrego do telewizji. HBO Max, Apple TV, i Netflix potwierdziły swój status jako najważniejszej i najmocniejszej jakościowo "trójcy" współczesnego streamingu.

Pełną listę najważniejszych wyróżnień Emmy 2026 znajdziecie tutaj.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA