Wolę, kiedy powieści kryminalne kończą się szczęśliwie. Gdy bohaterowie z powodzeniem zamykają śledztwo, sprawca zostaje ukarany i wszyscy mogą wrócić do swoich spraw, łącznie z czytelnikami, którzy, odkładając książkę, czekają już na jej ciąg dalszy. Jednym z wyjątków, kiedy wolę słodko-gorzkie zakończenia, są kryminały Roberta Małeckiego. Pisarz stworzył najbardziej ludzkich bohaterów, których można jednocześnie znielubić i darzyć sympatią, ale nie da się im nie kibicować. Muszę jednak przyznać, że w przypadku "Gąszczu" było to wyjątkowo trudne zadanie.

Cykl z komisarz Marią Herman i Olgierdem Borewiczem doczekał się nowej powieści. Do "Wiatrołomów", "Urwiska" i "Zapadliny" dołączył "Gąszcz". Od premiery poprzedniej części minęły już ponad 2 lata, dlatego też zastanawiałam się, jak będzie wyglądał mój powrót do tych bohaterów. Czytelnicy, którzy znają ich z poprzednich książek, wiedzą, że towarzyszenie im, przewracając kolejne strony, wcale nie jest łatwe. Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku "Gąszczu" było mi szczególnie trudno - mimo że już wcześniej wiedziałam, że ani Maria, ani Zero Siedem nie są krystalicznie czystymi bohaterami i walczą ze swoimi demonami, to teraz miałam wrażenie, że spadli na samo dno. Nie dość, że trudno będzie im się wydostać z macek nałogów, to w dodatku pod znakiem zapytania stanęła ich przyjaźń.
Gąszcz - recenzja powieści kryminalnej Roberta Małeckiego
Archiwum X ponownie otwiera śledztwo w sprawie zaginięcia Dawida Wróblewskiego, biznesmena z Chełmna, z powodu pojawienia się nowego tropu w sprawie po prawie dwóch dekadach. Do tej pory wiadomo było jedynie tyle, że samochód Wróblewskiego został odnaleziony w kanale Trynka, lecz po biznesmenie ślad kompletnie zaginął. Podejrzenia budzi fakt, że w tym samym czasie pewien mężczyzna wykopał grób w nadwiślańskim rezerwacie nieopodal Chełmna. Prowizoryczne miejsce pochówku przygotował dla przywiezionego ciała, które wcześniej ukrył pod gałęziami. Kiedy skończył kopać, z zaskoczeniem odkrył, że zwłoki zniknęły. W sprawę angażują się Maria i Olgierd, jednak śledztwo zaczyna się dla nich fatalnie - duet będzie musiał przełknąć gorycz fatalnego w skutkach błędu, który znacznie utrudni im dochodzenie.
Sama sprawa kryminalna jest interesująca. Dopiero w "Gąszczu" zdałam sobie sprawę, że Herman i Zero Siedem są idealnymi policjantami do pracy w archiwum X. To nie młodzi i piękni policjanci, którzy nie rwą się do rozwiązania sensacyjnej sprawy, a zmęczeni życiem funkcjonariusze, którzy cierpliwie badają nowe tropy, aby rozwiązać sprawę sprzed prawie dwóch dekad. Wykonują swoją pracę jak najlepiej, mierząc się równocześnie z jej cieniami, ale mają również z tyłu głowy myśl, że to się może nie udać i kolejna sprawa trafi na stos tych nierozwiązanych. Uwielbiam to, w jaki sposób Małecki napisał tych nieidealnych bohaterów, w których nierzadko można się przejrzeć. Nie jest to przy tym wyścig na to, kto gorzej wygląda - pisarz subtelnie zaznacza to, jak wyglądają, pisząc o siwych włosach Marii czy coraz większym brzuchu Olgierda.

Zagadkowe zniknięcia Wróblewskiego jest trzonem powieści, jednak wątek ten schodzi na drugi plan, kiedy zaczynamy bliżej przyglądać się życiu głównych bohaterów oraz ich uzależnieniom. Herman jest uzależniona od hazardu, choć od dłuższego czasu stara się wyjść na prostą. Do tej pory jej wsparciem był Arek Groch, jej partner, który ma obecnie swoje poważne problemy związane z butnym synem, Filipem. Maria, po wszystkim, co zrobił jej chłopak oraz jego matka, mogłaby machnąć na nich ręką. Kobieta postanawia jednak pomóc rodzinie, przez co uruchomi lawinę fatalnych zdarzeń. Ta sytuacja pokaże nie tylko jej inną stronę, ale również Grocha. Mężczyzna był dotąd uśmiechniętym, poczciwym i wesołym bohaterem, jednak wybryk jego syna zmieni w nim wszystko i trudno będzie mu się po tym pozbierać.
Wątek, który najbardziej mną wstrząsnął, dotyczył Borewicza. Bohater ten zaszedł w paskudne zakamarki swojego życia i w końcu będzie musiał stanąć przed faktem, że jest uzależniony od seksu. Przebłyski seksoholizmu mogliśmy zauważyć już w poprzedniej części, kiedy na jaw wyszła jego poboczna "fuszka", ale teraz sprawa zrobiła się poważna. Olgierd zostaje bowiem oskarżony przez swoją żonę o gwałt. Te mocne fragmenty Małecki opisał doskonale, koncentrując się na każdym etapie. Na początku, kiedy Kinga informuje o tym fakcie męża, ten zaprzecza. Byłam zaskoczona, bo jeszcze wtedy nie wiadomo zbyt wiele. Można wręcz pomyśleć, że to chyba jakaś pomyłka, no bo jak to możliwe, żeby mąż gwałcił żonę. Nie uwierzyłam Kindze. Dopiero później, kiedy Małecki wchodzi głęboko w umysł uzależnionego Olgierda, opisując, jak on postrzega to przestępstwo - a zdarzyło się ono wielokrotnie - pomyślałam: "A więc tak działa umysł seksoholika". Były to mocne opisy, przez które trudno było przebrnąć.
Myślę, że "Gąszcz" to na ten moment najmocniejszy kryminał Roberta Małeckiego. Autor jeszcze bardziej zagłębił się w życie Marii Herman i Olgierda Borewicza, odsłaniając ich najgorsze strony związane z uzależnieniami i cieniami pracy w archiwum X. Nie mam pojęcia, jak w tym bagnie Małecki potrafi sprawić, że da się ujrzeć światełko w tunelu i mimo wszystko w jakimś, nawet najmniejszym stopniu, kibicować temu duetowi. Z każdą kolejną powieścią z tego cyklu jestem coraz bardziej zafascynowana - chcę więcej Marii i Zero Siedem. Chcę więcej takich zagadek kryminalnych, które łączą się w nieoczywisty sposób. Chcę więcej grzebania w sprawie sprzed lat, nad którą metodycznie pracują nieidealni bohaterowie, którym, mimo tego brudu, w którym się znajdują, chce się kibicować do końca. Znakomity kryminał.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Jak się kończy Diuna 3? Ja już wiem: porównałem film z książką
- Alicja Sinicka to polska Freida McFadden. Wróciła ze świeżym thrillerem
- Koniec Reachera, jakiego znamy. Twórca mówi "dość"
- Sanderson pokazuje nową powieść. Nie miał jeszcze tak tajemniczej książki
- Porządny, ale bez pazura. Taki jest kryminał Ślepą, czarną nocą
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.