REKLAMA

Porządny, ale bez pazura. Taki jest kryminał Ślepą, czarną nocą

Morderca, który w ostatnich momentach życia serwuje ofiarom katusze związane z ich największymi fobiami brzmi jak znakomity pomysł na kryminał. Tropem tym poszedł Przemysław Piotrowski w swojej powieści "Ślepą, czarną nocą". Punkt wyjścia był świetnie przemyślany, dlatego tym bardziej ubolewam, że ten potencjał nie został w pełni wykorzystany.

OCENA :
6/10
slepa czarna noca recenzja ksiazka kryminal
REKLAMA

Przemysław Piotrowski, sporej części czytelników znany przede wszystkim jako autor cyklu o Igorze Brudnym, latem 2026 r. przedstawił nową serię z dziennikarką Niną Bacelą. W 1. tomie bohaterka przeprowadzała prywatne śledztwo w sprawie zaginięcia swojej siostry na własną rękę, natomiast w 2. tomie dołączyła do niej aspirantka Wiktoria Sarnecka. Duet pojawił się po raz pierwszy na kartach najnowszej powieści z cyklu o Baceli, czyli "Ślepą, czarną nocą", która ukazała się w październiku nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Jak wyszło? Nie wiem, od czego zacząć.

REKLAMA

Ślepą, czarną nocą - recenzja kryminału Przemysława Piotrowskiego

Najlepiej od początku tej historii, czyli momentu, gdy dziennikarkę Ninę Bacelę odwiedza w szpitalu aspirantka Wiktoria "Sarna" Sarnecka. Ma w tym konkretny cel. Sarna twierdzi, że czytała reportaże Niny i przypuszcza, że mogłaby ona pomóc jej w pewnej sprawie. Chodzi o morderstwo mężczyzny, którego odnaleziono w trumnie, gdzie został zakopany żywcem. Aspirantka podejrzewa, że może mieć ono związek z trzema innymi zaginionymi osobami. Nina początkowo niechętnie reaguje na propozycję współpracy, jednak ostatecznie daje się przekonać Sarnie i zostaje zaangażowana do tej sprawy.

Prędko okazuje się, że Sarna miała rację i zaginięcia były powiązane z ofiarą, której zwłoki odnaleziono w trumnie. Mimo że zarówno jej zawodowy partner Jan Kaszczor, jak i przełożeni oraz prokurator nie wierzyli w żadne poszlaki w tej sprawie, to podejrzenia Wiktorii okazały się prawdziwe. Co więcej, odkryto, że trzech zaginionych nie żyje. Sprawca zamienił ich ostatnie chwile życia w katusze, pozbawiając ich życia w okrutny sposób, bo narażając ich na zmierzenie się ze swoimi największymi fobiami. Teraz Sarna i Nina będą musiały zrobić wszystko, by odnaleźć ostatniego, być może jeszcze żywego, zaginionego i dowiedzieć się, za co pozostali zapłacili najwyższą cenę.

REKLAMA

Skłamałabym, gdym napisała, że "Ślepą, ciemną nocą" to słaby kryminał. Czytałam go z przyjemnością, głównie za sprawą obrazowych i dokładnych opisów. Piotrowski potrafi oddać klimat danego miejsca, szczególnie ten brudny. Wzdrygałam się za każdym razem, gdy znienacka trafiałam na obrzydliwy fragment o robalach wchodzących pod skórę albo inny opis agonii. Kiedy autor opisywał błotnisty las, czułam, że wyobraźnia przenosi mnie właśnie to miejsce. To były mocne rozdziały, które wzbudzały we mnie odrazę, lecz jednocześnie rosła we mnie ciekawość - kto, w jakim celu i dlaczego akurat ci konkretni mężczyźni doświadczają takich okropieństw? Zainteresowanie i lekkie pióro Piotrowskiego pozwoliły mi przejść przez tę powieść. Gdyby nie to, nie mogłabym się skupić z powodu kilku istotnych dla mnie problemów.

Ślepą, czarną nocą - okładka książki Przemysława Piotrowskiego

Pierwszym, i chyba najważniejszym, są próby przemycenia fantastyki czy słowiańskich wierzeń. Pomijając już fakt, że nie jestem fanką tego typu historii, to zabrakło mi stworzenia pod taki temat gruntu. Historia była zbyt przyziemna, aby kilkoma fragmentami o tajemniczej ziemi, upiornej staruszce z lasu czy wiecznie pulsującym ciepłem piętnem - które pojawiło się chyba milion razy, przysięgam - zbudować nastrój. Mimo że nie jestem fanką tego rodzaju fantastyki, to wiem, że można zrobić to dobrze. Doskonałym przykładem jest "Inkub" Artura Urbanowicza, który łączy grozę z wątkami kryminalnymi i efekt przerósł moje oczekiwania. Dodatkowo widzę tu jeden poważny problem pod względem braku lepszego wprowadzenia do historii czytelnika, który nie zapoznał się z 1. tomem - czyli na przykład mnie. Czułam, że to wspomniane piętno i elementy fantastyczne są lwią częścią życia Niny, ale nie mogłam się w to wkręcić, bo nie wiedziałam, o co z tym wszystkim chodzi.

REKLAMA

W historii brakuje również elementu zaskoczenia. Nie jestem najlepsza w typowaniu sprawców, kompletnie nie mam do tego nosa i zwykle jestem zaskoczona. Tymczasem w przypadku powieści "Ślepą, czarną nocą" Piotrowski już za bardzo nakierowuje czytelnika na podejrzane osoby i próbuje podsunąć rozwiązanie sprawy. Robi to sugestywnymi opisami, które wcale nie wzbudzają suspensu, a wręcz przeciwnie. W efekcie rodzą się również nielogiczne rozwiązania, które spłaszczają bohaterów, przykładowo: Jan właściwie za każdym razem wpada jak huragan do mieszkania Sarny, choć spokojnie mógłby zadzwonić. Nie wiedzieć czemu, ciągle trafia tam, w momencie gdy ta akurat spotyka się z Niną. Wiele rzeczy jest powiedzianych wprost i brakuje satysfakcji z czytania między wierszami.

Kryminał "Ślepą, czarną nocą" sprawił mi przyjemność, ale nie czuję satysfakcji po jego przeczytaniu. To jedna z książek, która dała mi chwilowy zastrzyk zainteresowania, jednak za tydzień raczej już nie będę pamiętać, o co w niej właściwie chodziło. Nie sądzę też, że wrócę do początku tej historii, tak jak to zwykle robię, jeśli zaczynam czytanie nie po kolei. Mimo to jestem ciekawa kolejnych tytułów i pewnie dam im szansę, gdy już się pojawią. Oby były lepsze.

REKLAMA
Obserwuj nas w Google Discover

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.

REKLAMA
REKLAMA