Alicja Sinicka wodziła mnie za nos aż do ostatniej strony powieści "Za ścianą". Polska Freida McFadden dostarczyła czytelnikom porywający thriller, który wciąga jak diabli. Trudno mi było odłożyć na półkę, a kiedy musiała go odłożyć, zżerała mnie ciekawość, jak tam historia się zakończy.

Polska Freida McFadden to wyjątkowo trafne określenie Alicji Sinickiej. W licznych thrillerach psychologicznych rodzimej autorki można odnaleźć sporo podobieństw do książek amerykańskiej pisarki. Widać to nie tylko w tematyce, jaką porusza, ale również w konstruowaniu treści, co udowodnił mi thriller "Za ścianą". Sinicką faktycznie można porównać do McFadden, ale nie można zarzucić jej kopiowania zagranicznej autorki. Pisarka potrafi wytyczyć swoją własną ścieżkę, a mroczną historię całkiem wiarygodnie osadzić w naszych polskich realiach. Mimo to w najnowszej powieści pojawiły się mankamenty, które uwierały mnie podczas czytania i nie pozwoliły mi w pełni zagłębić się w tę opowieść. Zacznijmy od początku.
Za ścianą - recenzja thrillera Alicji Sinickiej
Aurelia Milewska, główna bohaterka powieści, przechodzi obecnie przez trudny okres w swoim życiu. Kobieta mierzy się z żałobą po stracie swojego narzeczonego, który odszedł wskutek rozległego udaru mózgu. Aurelia postanawia odciąć przeszłość grubą kreską i decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania. Marzy o stworzeniu przytulnego kąta, gdzie będzie mogła nie tylko mieszkać, ale również prowadzić swoją pracownię fotograficzną. Kiedy zatem znajduje w sieci atrakcyjne ogłoszenie, właściwie bez wahania decyduje się obejrzeć swoje potencjalne lokum. Znajduje się ono w małej miejscowości Wschowa, a jego właścicielem jest Konrad Zalewski.
Konrad wydaje się być czarującym mężczyzną, a połowa bliźniaka, którą sprzedaje, bardzo przypada Aurelii do gustu. Zastanawia ją tylko, dlaczego właściciel zdecydował się zaoferować jej tak atrakcyjną, wręcz zaniżoną cenę. Po dopełnieniu formalności wszystko staje się jasne - w tym samym domu, który właśnie kupiła Aurelia, 2 lata temu zginęła żona Konrada, Agnieszka. Kobieta miała poślizgnąć się ze schodów i wypaść przez za nisko zamontowaną balustradę. Na domiar złego okazuje się, że w jednym z pokoi wciąż są schowane jej rzeczy. Uczucie niepokoju potęguje również Greta, tajemnicza pomoc domowa, która zajmuje się sprzątaniem drugiej połowy bliźniaka, w której mieszka Konrad.

W "Za ścianą" zaintrygowała mnie przede wszystkim ciekawa konstrukcja powieści. Fabuła rozwija się dwutorowo: tu i teraz oraz w przeszłości. Nie są to jednak typowe retrospekcje, jakie można spotkać w innych książkach. Sinicka zdecydowała się pokazać wydarzenia z przeszłości w formie nagrania z dyktafonu. Z pewnością nie było to proste zadanie, ponieważ autorka musiała przekazać sens danego wydarzenia przy pomocy dialogów oraz monologu Agnieszki. Nie mogła pomóc sobie opisami czy wewnętrznymi przemyśleniami. Całość wypadła interesująco, choć nie w każdym momencie to zadziałało i moim zdaniem wymagało wygładzenia. Niekiedy wypowiedzi Agnieszki brzmią nienaturalnie, ponieważ musiała tłumaczyć, że teraz wyłącza dyktafon lub sygnalizować, że jej rozmówczyni wyszła. Brzmiało to topornie i dużo lepiej czytałoby mi się te fragmenty, gdyby autorka pozwoliła sobie na ingerencję narratora w te fragmenty.
Sama intryga była dobrze przemyślana, ponieważ zostały w nią zaangażowane osoby, których nigdy bym o to nie podejrzewała. W tym miejscu warto wspomnieć, że Sinicka świetnie buduje swoich bohaterów. Byłam zaskoczona, jak w miarę rozwoju historii moje postrzeganie Agnieszki zaczęło się zmieniać, kiedy okazało się, że jednak wcale nie była taka niewinna, jak mogłoby się wydawać. W niektórych momentach pisarka aż za bardzo stara się zbudować napięcie, kreując przy tym niewiarygodne sytuacje. Nie podobało mi się podawanie poszlak na tacy, co samo w sobie było sygnałem, że ta osoba nie ma raczej niczego wspólnego ze zbrodnią. Aurelia stara się bowiem znaleźć osobę, która przesyła jej tajemnicze listy na temat śmierci Agnieszki, co budzi w niej podejrzenia, że ktoś mógł pomóc jej ze sobą skończyć.
Fragmenty z nagraniami z dyktafonu przeplatają się z rzeczywistością, która jest powiązana z wydarzenia sprzed kilku lat, a samo postawienie dyktafonu w centrum opowieści było znakomitym pomysłem. Z jednej strony śledzimy historię opowiedzianą ustami Agnieszki, a z drugiej obserwujemy, jak Aurelia stara się przekopać dom w poszukiwaniu urządzenia. Być może znajduje się na nim nagranie ostatnich chwil życia żony Konrada, co pozwoliłoby odkryć, czy ktoś rzeczywiście stoi za jej śmiercią. Intryga ta sprawnie sunie do finału, dzięki czemu czytanie tej powieści jest tak angażujące.
"Za ścianą" to zatem coś dla fanów powieści McFadden. Wciągający i lekki thriller z pewnością sprawi, że w jesienne wieczory nie będzie się chciało robić niczego innego, jak tylko czytać. Mimo tych mankamentów i mojego marudzenia na niektóre elementy tej powieści, wciąż uważam, że najnowsza powieść Sinickiej spełnia swoją rolę, jaką jest dawanie rozrywki. Ja zdecydowanie dałam się wciągnąć w tę intrygę, a na niedociągnięcia przymknęłam oko. Podczas lektury dobrze się bawiłam i myślę, że jeśli lubicie taką tematykę, to również dacie się tej książce porwać.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Koniec Reachera, jakiego znamy. Twórca mówi "dość"
- Sanderson pokazuje nową powieść. Nie miał jeszcze tak tajemniczej książki
- Porządny, ale bez pazura. Taki jest kryminał Ślepą, czarną nocą
- Harry Potter inspiruje. Najlepsze książki, których nie pisała Rowling
- Lalka miała mieć inny tytuł. Nigdy nie chodziło o Łęcką
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.