Od niedawna na ekranach polskich kin można oglądać "Czas, który nie nadszedł", dzieło osadzone w gatunku science fiction. Główni bohaterowie konfrontują się po wielu latach rozłąki i podjęciu decyzji, które zmieniły ich życia na zawsze. Julia Rogowska, reżyserka filmu, opowiedziała nam m.in. o procesie powstawania tej produkcji, swojej wizji tej historii, społecznych podziałach i lękach, które stoją u podstaw jej debiutu w kinie fabularnym.

"Czas, który nie nadszedł" trafił do polskich kin 16 października, a zatem zaledwie kilka dni temu. Centralnymi postaciami fabuły są Sara (Agata Kulesza) i Oskar (Dobromir Dymecki) - dwoje ludzi, którzy lata temu zostali postawieni przed możliwością skorzystania ze specjalnej kuracji, zatrzymującej proces starzenia, zapewniającej młode ciało oraz miejsce w nowym społeczeństwie. Reżyserką tego dzieła jest Julia Rogowska, dla której jest to - bardzo udany - pierwszy pełnometrażowy film fabularny w karierze. W rozmowie ze Spider's Web twórczyni zdradza, co pchnęło ją do stworzenia "Czasu, który nie nadszedł", a także w jakiej kondycji jest społeczeństwo, zwłaszcza w temacie starości czy postrzegania płci.
Julia Rogowska - rozmowa z reżyserką "Czasu, który nie nadszedł"
Adam Kudyba, Spider's Web: Chciałem rozpocząć naszą rozmowę od czegoś osobistego. Czy odczuwasz lęk w związku z przemijaniem?
Julia Rogowska, reżyserka "Czasu, który nie nadszedł": Myślę, że tak, bo to jest rzecz, którą nasze społeczeństwo stara się nam przypominać. Social media cały czas w zasadzie mówią o tym, że starzenie się jest tak naprawdę, zwłaszcza jeżeli chodzi o kobiety, czymś absolutnie niewłaściwym. Więc tak. W przypadku przekraczania jakiegoś progu, zawsze już sobie myślałam, że coś się kończy. Tak do końca nie potrafiłam powiedzieć, co to jest, uchwycić, o co chodzi i realnie nic się nie skończyło. Wręcz zaczęły się jakieś nowe etapy. Myślę, że ten lęk na pewno jest i na pewno zostanie.
“Czas, który nie nadszedł” jest Twoim pierwszym filmem fabularnym. Jak duży przeskok to jest dla twórcy, który dopiero zaczyna swoją przygodę?
Oprócz jakichś krótszych form takich mniej komercyjnych, od dziesięciu lat robię reklamy. Więc trochę jest tak, że na planie jestem prawie cały czas, więc nie czułam jakiegoś większego napięcia związanego z tym. Na pewno myślenie takimi “większymi blokami” było dla mnie czymś nowym, ale szczerze mówiąc, czułam, że to jest takie naturalne przejście - 10 lat robiłam reklamy i 10 lat tak naprawdę trwało łącznie
powstawanie tego filmu.
Twój film miał już premierę na festiwalu w Gdyni - w konkursie głównym, gdzie oprócz Ciebie były też inne wielkie gwiazdy fachu - Jan Komasa, Paweł Pawlikowski, Agnieszka Smoczyńska. A jednak to Twój film był najdłużej oklaskiwany przez publiczność. Jakie to uczucie?
Na pewno jest to cudowne uczucie, bo publiczność jest ogromnym wyznacznikiem tego, że to, co chcemy powiedzieć i pokazać w tym filmie, trafia do ludzi. Na pewno to było dosyć poruszające.
Zdecydowałaś się na gatunek filmu science-fiction, co w Polsce nie jest zbyt często uczęszczanym kierunkiem. Nie była to Twoim zdaniem głęboka woda, odważny wybór? Mało kto ostatnimi czasy udaje się w te rejony.
Agnieszka Smoczyńska się tam udała! Ja po prostu nie umiem inaczej - jak robić, to na grubo. Prawda jest też taka, że w ogóle wyszłam z założenia, że to będzie takie rasowe science fiction, a ono się gdzieś upraszczało z czasem i tak naprawdę wydaje się, że teraz ma jakieś elementy sci-fi, a bardziej jest dystopią, melodramatem. Ale tak, uważam, że jeżeli coś robić, no to naprawdę z sercem i z takim poczuciem, że robię to, co kocham i co sama też chciałabym oglądać - bo ja jestem też wielką fanką, zarówno dystopii, jak i właśnie sci-fi.
Skąd się wziął ten konkretny pomysł na fabułę filmu?
Na pewno z moich rozmów ze scenarzystką Gosią Piłacińską. Jak się spotkałyśmy, to od razu wiedziałyśmy, że chcemy robić film o kobietach, że chcemy poruszyć ten temat starzenia, bo on dla nas był jakimś trochę wspólnym, nie do końca lękiem - bo Gosia była wtedy bardzo bojowo nastawiona do świata. Ostatnio mam wrażenie, że ta bojowość trochę może schodzi, ale tak, myślałyśmy o tym: dlaczego jest tak, że kobiety w pewnym wieku stają się niewidzialne i dlaczego te prawa starzenia się są inne dla kobiet, a inne dla mężczyzn? Jakoś czułyśmy, że potrzebujemy takiej bohaterki, która trochę doda nam otuchy, odwagi, więc stąd wzięła się Sara.

Zanim poznajemy tę bohaterkę w wersji Agaty Kuleszy, to jeszcze na początku filmu spędzamy chwilę z młodymi wersjami bohaterów. Nie kusiło cię, żeby jeszcze dłużej zostać z nimi?
Nie, bo miałam poczucie, że chcę wybrać najważniejsze momenty ich relacji i pokazać przełomowe chwile, pokazać skąd w ogóle ten związek się wziął, co ich połączyło, i co ich też podzieliło. Czułam, że właściwą historią jest ta, kiedy oni oboje są starsi.
Głównym tematem filmu jest kuracja antygeriatryczna. My, jako widzowie, nie dostajemy wyjaśnienia w stylu “pokażemy Wam, jak to się zaczęło, jak do tego doszło”. Czy to było wyborem od początku, czy pojawiło się w trakcie procesu?
Wiesz co, ten proces był tak długi, że wydaje mi się, że jeszcze istniały kiedyś takie wersje, w których Sara włamywała się do laboratorium i odkrywała prawdę o tym, jak działa terapia antygeriatryczna. Był taki moment, że była żoną naukowca, który wynalazł tę terapię. Wydaje mi się, że wraz z tym, jak ja dojrzewałam i mój gust się zmieniał, to ta historia się bardzo upraszczała. Czułam, że wszystkie dodatkowe wątki będą rozpraszać widza i odciągać od tej głównej historii miłosnej, która mnie zaczęła najbardziej interesować.
Mamy w filmie podaną informację, że młodzi przejęli władzę i rządzi partia młodych. Szczerze to mnie zaciekawiło, bo osobiście nie potrafię sobie wyobrazić, żeby osoby z mojego pokolenia zjednoczyły się mocno, żeby nawet w takim celu przejąć władzę. Jesteś chyba jedyną twórczynią, która dopuszcza taką polityczną jedność młodych.
Nigdy tak o tym w sumie nie myślałam. Dla mnie jednak ta partia jest jakąś taką metaforą naszego społeczeństwa. Czy młodzi mogliby się zjednoczyć? Myślę, że wszyscy mają problem duży zjednoczeniem się w ogóle, że żyjemy w takim świecie, gdzie rządzą pieniądze. Moim punktem wyjścia było to, że jest społeczeństwo, które w ten sposób dba, by cały czas te pieniądze były wydawane, żeby każdy był cały czas produktywny. Stąd też pomysł na to, żeby właśnie ludzi zacząć odmładzać i trzymać ciągle młodymi.
Jedną ze scen, które zapadły mi w pamięć, jest ta gdzie bohater grany przez Macieja Musiała mówi: “na pewno to wszystko [dzieje się] z naszych podatków”. Przypuszczam, że nie musiałaś zbyt daleko szukać do tego inspiracji?
Tak, myślę, że Maciek świetnie zagrał rolę takiego partyjniaka, który po prostu w pełni wierzy w ten system, wspiera go i w zasadzie nie widzi tam żadnych wad, więc tak, jak najbardziej. Myślę, że wystarczy się rozejrzeć po naszej scenie politycznej, zobaczyć właśnie takie przekonania, które nie mają żadnych odcieni szarości.
Skoro jesteśmy przy temacie tego bohatera, udało ci się coś, czego szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem: uczynić Macieja Musiała postacią groźną. Krótkie pytanie: jak?
Wiesz co, ja mam takie wspomnienie, kiedy Maciek nam tą rolę odgrywał na castingu: on po prostu wszedł, powiedział to, a ja czułam, że mnie wbija w fotel i chcę uciec. Więc to jest po prostu talent Maćka.

Wydaje mi się, że jeśli ktoś tworzy jakiś świat to przynajmniej częściowo wierzy w jego istnienie. Dopuszczasz, że taka rzeczywistość, jaką przedstawiłaś w filmie, mogłaby faktycznie mieć miejsce?
Bardziej mam poczucie, że ten świat w jakiś sposób już istnieje i to jest jakaś hiperbola, krzywe zwierciadło, ale myślę sobie, że dużo rzeczy, które tam się dzieje, my już obserwujemy. Tak naprawdę takie ejdżystowskie przekonania ma bardzo wiele osób, wiele jest stereotypów też dotyczących starszych osób i jest faktycznie ten nacisk na to, żebyśmy wszyscy byli cały czas przydatni, produktywni. Plus oddzielanie się tych pokoleń od siebie - jak najbardziej czuję, że to jest świat, który gdzieś już jest.
Myślisz, że starość jest tematem tabu? Czy była od zawsze, tylko dopiero ostatnio zwracamy na to uwagę?
Ciężko jest mi aż tak myśleć o tym, jak było kiedyś. Jak się zastanowimy nad tym, jakich legend i bajek słuchaliśmy jako dzieci, to czarownica zawsze była po prostu starszą kobietą z siwymi włosami. Bardzo często w horrorach na przykład, postać starej kobiety jest używana jako coś przerażającego. Jest też tak, że np. mamy zabieg [w postaci młodej pięknej kobiety która nagle zamienia się w starą, a wszyscy podskakują na fotelu, bo to jest bardzo straszne. Wydaje mi się, że to nie jest temat tabu; bardziej temat, który pozwala nam w tym świecie - w którym jest już i tak bardzo dużo podziałów i nienawiści, znaleźć kolejne powody, żeby kogoś w jakiś sposób odseparować od siebie.
Szukanie wroga w społeczeństwie?
Myślę, że tak - albo kolejne narzędzie patriarchatu wobec kobiet. Wystarczy poczytać najgorsze komentarze w internecie: kobieta, która się zestarzała naturalnie jest zaniedbana, ta, która postanowiła się zestarzeć mniej naturalnie - porobiona i też jest źle. Tu nie ma dobrego wyjścia, nie ma dobrej drogi, a mężczyźni najczęściej są srebrnymi lisami, mogą być Leonardo DiCaprio który wymienia partnerki, kiedy kończą 27 lat, tak? Magiczna liczba. To jest na pewno jakiś brak równości.
Jak byś się zachowała, gdybyś została postawiona przed wyborem związanym z tą kuracją?
Myślę sobie, że to wszystko zależy. Lubię jak o tym opowiada Dobromir [Dymecki, odtwórca jednej z głównych ról] Wszyscy lubimy udawać, że w takiej sytuacji byśmy byli tymi buntownikami, że wszyscy bylibyśmy jak Sara. Realnie, jak się rozejrzeć, to tak naprawdę mało kto się buntuje. Lubimy komfort, lubimy też przynależeć. Ja też na przykład mam tak, że bardzo ważne dla mnie jest zdrowie, forma fizyczna i jak myślę sobie o tym, że ona będzie z czasem coraz gorsza, to jest pokusa, żeby w jakiś
sposób jednak sobie “pomóc”.
"To czego nie znoszę to przymus - chcę decydować sama o sobie, o tym jak chcę się starzeć, więc tu powiedziałabym „nie”.
Właśnie to też mi się podobało w filmie - oprócz tego, że dostrzega szlachetną decyzję Sary, żeby zachować naturalność, to jednak za sprawą wątku Oskara pokazuje korzyści płynące z takiej decyzji, których raczej nie powinno się lekceważyć.
Cieszę się, że tak mówisz - bardzo mi na tym właśnie zależało, żeby to nie był jeden głos w tym wszystkim, żeby zrozumieć również decyzję Oskara.

Na pewno dostajesz dużo pytań o Agatę Kuleszę, ale chciałem również spytać o Dobromira Dymeckiego - jak oni oboje znaleźli się w filmie? Kiedy miałaś taką myśl: “to są właśnie te postacie, które chcę sparować”?
Praca z Agatą była zawsze moim marzeniem Wysłałyśmy jej scenariusz, który bardzo się jej spodobał i wszystko potoczyło się dość szybko. Później były castingi, na których pojawiali się różni aktorzy i sprawdzaliśmy właśnie chemię między nimi i Agatą. Z Dobromirem błyskawicznie było widać, że to naprawdę działa. i mam poczucie, że jest to widoczne na ekranie.
Odnośnie pracy reżysera i aktora - jak dużo tego co widzimy na ekranie, jest inwencją Twoją i scenarzystki? Czy aktorzy mieli jakieś większe pole do własnych wtrącania własnych przemyśleń, koncepcji?
Lubię pracować z aktorami tak, by, zanim wejdziemy na plan, przygotować historię bohaterów i wiedzieć dokładnie jak oni by się zachowali, czy tam przypadkiem właśnie nie ma takich scen, które - kiedy przejdziemy przez ich charaktery, historię, ich relacje zbudowaną od początku - okazują się nie do końca pasujące. Wchodząc na plan wtedy czuję, że aktorzy mogą sobie pozwolić na improwizację, bo już wtedy wiedzą dokładnie skąd brać wszystko to, co postać w sobie ma. Niektóre kwestie się zmieniły, wypadła też jedna scena, poczuliśmy po prostu, że to nie działa, że jest nagle jakieś wydarzenie między bohaterami, które dzieje się zupełnie nie w tym momencie i już nie działa ta energia między nimi.
Była wizja, ale wiedziałaś, kiedy można im [aktorom] zaufać.
Ufałam im od początku do końca - ważne jest to, że oni też ufali mi mimo tego, że jestem
debiutantką, więc tak, jak najbardziej.
Zmierzając do końca - science fiction jest rejonem, który chciałabyś dalej zgłębiać w kolejnych filmach, zatrzymać się tam? Czy masz bardziej takie poczucie, że teraz pora poszukać gdzieś indziej?
Ja mam ADHD, więc się nie zatrzymuję na jednym - chciałabym teraz zrobić horror, więc namawiam na to Gosię Piłacińską. Ona bardzo nie chce horroru, ale wierzę, że gdzieś tam się spotkamy i zrobimy coś. Oczywiście podejrzewam, że będzie to też specyficzny horror z połączeniem naszych preferencji i pomysłów, ale myślę, że to właśnie będzie jego siłą.
Chciałabyś coś zdradzić na ten temat? Jakie koncepcje krążą?
Chyba na razie nie mogę…
Czytaj więcej w Spider's Web:
- To on ma zagrać Jamesa Bonda. Nikt nie będzie się rzucał
- Polska Genialna Morgan leci do SkyShowtime. Poznajcie Genialną Dygant
- Dlaczego David Fincher odszedł z Netfliksa? Poszło o wyjątkowy film
- Serial Harry Potter może przebić filmy. Potter napadł na bank
- Kim jest Elizabeth Holmes? Sprawdź ten serial
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.