Książka została skrzywdzona - to pierwsze spostrzeżenie, które pojawiło się po seansie filmu "Kolory zła: Czerń". Przenoszenie powieści na ekran nigdy nie jest proste, ponieważ wiąże się z tym, że trzeba z czegoś zrezygnować i uprościć niektóre wątki. Odnoszę wrażenie, że ten kryminał to fragmentaryczna historia, do której wkradł się chaos. Jest jednak lepiej, niż wcześniej.

Film "Kolory zła: Czerwień" był hitem Netfliksa i osiągnął rekordową oglądalność. Miliony obejrzanych godzin i wysokie miejsca w zestawieniach najchętniej oglądanych produkcji streamingowego giganta pokazały, że widzowie mają apetyt na więcej polskich produkcji. W związku z tym Netflix zdecydował się na adaptację kolejnej powieści z serii Małgorzaty Oliwii Sobczak, czyli "Czerni". Na stołku reżyserkim ponownie zasiadł Adrian Panek.
Kolory zła: Czerń - recenzja polskiego filmu kryminalnego na Netflix
Leopold Bilski (Jakub Gierszał) po rozwiązaniu poprzedniej sprawy zostaje zesłany do Trulocza. Zmiana miejsca pracy miała być dla Bilskiego karą, bo w końcu co mógłby robić w zapomnianym przez Boga sennym miasteczku? Prędko okazuje się, że takie miejsca również skrywają mroczne tajemnice, a prokurator zaczyna się interesować nierozwiązaną sprawą sprzed lat. Chodzi o zaginięcie małego Adama Poznańskiego, który zniknął 2 lata temu, a w aktach nie było o tym żadnej wzmianki. Podejrzenia budzi również fakt, że w miasteczku od dwóch dekad nie odnotowano żadnego przestępstwa związanego z porwaniem lub krzywdzeniem dzieci. Przykuwa to uwagę Bilskiego, który postanawia rozgrzebać zapomnianą sprawę.
Zbiega się to z przyjazdem Julii Sarman (Marianna Zydek), pisarki kryminałów, która przyjeżdża do Trulocza wraz z synem Piotrusiem, by zebrać materiał do nowej książki. Tak przynajmniej tłumaczy Bilskiemu podczas dożynek, kiedy przypadkiem spotyka się z prokuratorem. W rzeczywistości jest ona związana z miasteczkiem dużo bardziej, czemu dowodzi spotkanie z dawnym kolegą sprzed lat. Nie jest to jedyna nieprzyjemność, która spotyka ją tego dnia - podczas przemówienia burmistrzyni Fabioli Burchardt (Beata Ścibakówna) Julia orientuje się, że Piotruś zniknął. W tym momencie rozpoczynają się poszukiwania chłopca. W międzyczasie na jaw wychodzą głęboko skrywane sekrety, które związane są z przeszłością i dziecięcym chórem kościelnym.
Trudno oceniać dzieło filmowe, znając materiał źródłowy. Książka daje możliwość dogłębnego wejścia w historię i poznania jej od podszewki. Ograniczany czasowo film skupi się jedynie na najważniejszych fragmentach i nie poruszy tych szczegółów, które dają szerszy kontekst i niekiedy są bardzo istotne dla całej historii. Właśnie przez to odnoszę wrażenie, że filmowa "Czerń" jest bardzo fragmentaryczna. Na ekranie przedstawiane są kawałki opowieści, które można połączyć w całość, ale nie jest to tak ekscytujące, jak w przypadku książki. Mimo że jest to recenzja filmu, dla porządku trzeba to dodać.
Jeśli chodzi zaś o produkcję, to muszę przyznać, że - w porównaniu do "Czerwieni" - twórcy zrobili krok wprzód. "Czerń" dużo lepiej się ogląda i prędko można wsiąknąć w tajemnicę Trulocza. Folklor, kaszubskie legendy i tajemnice lokalnej społeczności pokazano w interesujący sposób. Z satysfakcją obserwowałam przede wszystkim, jak zostali ukazani Fabiola Burchardt, komendant policji Adamczyk i Arkadiusz Filipak - Ścibakówna, Robert Gonera i Piotr Żurawski zagrali swoje role fenomenalnie. Są to moje ulubione postaci, w które aktorzy tchnęli życie.
Największy problem miałam z dialogami. Niektóre prawdopodobnie miały być zabawne (jak ten, kiedy Gierszał w roli Bilskiego stwierdził, że woli posłuchać opowieści kolegi, bo lubi jego melodyjny głos), a niektóre poważne (jak ten, kiedy Adam Bobik w roli Patryka Deczera proponuje, że założy Facebooka, by nagłośnić sprawę zaginięcia Piotrusia), a brzmiały po prostu sztucznie. Trudno mi przez to było w pełni zanurzyć się w tę historię.
"Kolory zła: Czerń" to kryminał, który podniósł poprzeczkę, ale wciąż popełnia błędy poprzednika. Cierpi przede wszystkim na miejscami sztuczne dialogi i niedomknięte lub niczym niepoparte wątki (szczególnie ten z partnerką i dzieckiem Bilskiego), które zostały wrzucone jako zapchajdziury. Najbardziej brakuje mi jednak tego, aby tchnięto więcej życia w prokuratora, który momentami zachowuje się jak robot. Mam nadzieję, że twórcom nie odbije się czkawką zrezygnowanie z książkowego wątku Anny Górskiej, która to między innymi ten człowieczy wymiar mu nadawała. Sam kryminał do zjedzenia - jeśli twórcy zachowają konsekwencję, być może kolejne odsłony będą coraz lepsze.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kolory zła. Czy przed Czernią trzeba obejrzeć Czerwień na Netfliksie?
- Netflix pokazał zwiastun filmu Kolory zła: Czerń. Doczekaliśmy się
- Co już wiemy o Kolorach zła: Czerń? To będzie mocny film
- Kolory zła: Czerń leci na Netfliksa. Kiedy wielka premiera?
- Film "Kolory zła: Czerwień" z pewnością będzie hitem. Ale fani książki wkurzą się na Netfliksa - recenzja



















