Po 140 latach „Lalka" wciąż chce być opowiadana. Tym razem tej próby podjął się Netflix, który zamiast wiernej adaptacji proponuje wariant „co by było, gdyby...". Obejrzałem wszystkie sześć odcinków i wiem jedno: to nie do końca „Lalka", ale to jednocześnie dobry serial.

Gdy rozmawia się o tej powieści Bolesława Prusa, najczęściej spotka się z dwoma stwierdzeniami. Pierwsze, że to najlepsza lektura szkolna. I drugie, że szkoła „Lalkę” popsuła swoim potwornym dydaktyzmem. Te opinie nie muszą być ze sobą sprzeczne, ale trudno z nimi polemizować. Od czasu premiery „Ferdydurke”, a być może od momentu, gdy powieść sama trafiła do kanonu szkolnej katorgi, częścią dyskusji zawsze jest szkodliwy wpływ zamykania dzieł w ramy szkolnych uproszczeń i analiz skrojonych pod egzaminy. Ale powszechny raczej sentyment do „Lalki” wydaje się szczery.
Nie ma tu wielkiego znaczenia, czy powodem ciepłych uczuć jest prawdziwa radość z lektury, czy może dwie ważne ekranizacje – serialowa w reżyserii Ryszarda Bera i filmowa Wojciecha Jerzego Hasa. Bo „Lalka” to historia, która od 140 lat trwa w polskiej kulturze i cały czas chce być opowiadana. Czy to przez artystów, czy rzemieślników, czy nawet fanów, którzy do dzisiaj tworzą fanfiki, głównie na temat romantycznych przygód postaci z powieści.
„Lalka” zrealizowana dla Netfliksa przez reżysera Pawła Maślonę („Atak paniki”, „Kos”) i scenarzystę Pawła Demirskiego („Artyści”, „Udar”) bliższa jest właśnie pracom fanów, którzy chcieliby zobaczyć, co by było, gdyby… gdyby Bolesław Prus nie był takim, cóż, ponurakiem.
Lalka – recenzja serialu Netfliksa
Pierwszy odcinek „Lalki” musi wywołać dysonans. Od pierwszych chwil widać bowiem, że fabuła z grubsza bliska jest książkowej. Stanisław Wokulski wraca do Warszawy po latach kupieckiej tułaczki, wraca z pieniędzmi, których ilością zaskoczony jest jego zarządca i przyjaciel Ignacy Rzecki. Po drugiej stronie społecznego podziału jest arystokracja z Izabelą Łęcką i jej ojcem Tomaszem na czele. I choć szybko pojawiają się pierwsze sceny, które wskazują, że fabuła potoczy się innym torem, to i figury, i pionki rozstawione są bardzo podobnie.
Czytaj także: Reklamy Lalki Netfliksa wkurzyły widzów. Ja uchylam kaszkiet z szacunkiem
To jednak pierwsze, siłą rzeczy powierzchowne wrażenie, bo „Lalka” Netfliksa odbija się od „Lalki” Prusa i zmierza w tylko sobie znanym kierunku. To w ogóle interesujące, bo serial bardzo świadomie gra z oczekiwaniami widzów. Sytuacje i bohaterowie pojawiają się w znanych kontekstach, ale pozmieniane charaktery i nowa intryga prowadzą ich w zupełnie odmienne miejsca.

Bohaterowie otrzymali drugie, ale odmienne życie. Łęcka nie jest już jedynie jednowymiarowym, pasywnym dzieckiem swojego wychowania i pochodzenia. Dostaje plany i marzenia, które wychodzą daleko poza bierne fantazjowanie. Rzecki odmłodniał przede wszystkim emocjonalnie, a Wokulski, cóż, przestał być ucieleśnieniem sukcesu.
Widz przekona się szybko, że „Lalka” Netfliksa próbuje opowiedzieć własną historię.
Po obejrzeniu wszystkich 6 odcinków, które udostępnił recenzentom Netflix, mogę powiedzieć, że jest to serial udany. Jest inny, niż mogłyby wskazywać zwiastuny. Jest bardziej konserwatywny, niż sugerowały plakaty i dynamicznie zmontowane zapowiedzi. Są tu momenty, jakby żywcem wyjęte z klasycznych filmów i seriali kostiumowych, ale z nałożonym na nie realistycznym filtrem.
Świetnym przykładem takiego filtra może być to, jak sportretowano Tomasza Łęckiego i w ogóle arystokrację. Grany przez Jacka Braciaka bohater nie jest już sympatycznym i zabawnie nieporadnym szlachcicem. Teraz to popędliwy i często pijany nieudacznik. Zarówno baron Krzeszowski (świetna rola Piotra Adamczyka), jak i cała szlachta są tu pozbawieni nie tylko arystokratycznego szyku, ale i znanej z powieści zdolności do gry pozorów. Teraz to gnijąca kasta, a widz musi to gnicie dokładnie obejrzeć. I choć trudno uznać ten zabieg za nieudany, to czasem ta gruba kreska niebezpiecznie zbliża się do mroku bohaterów z filmów Wojciecha Smarzowskiego.
Przy tej okazji widać doskonale pewien problem "Lalki". Wszędzie tam, gdzie serial Netfliksa trzyma się wysokich rejestrów, czyli nie sili się na tani wulgaryzm, błyszczy najmocniej. Najlepsze są te sceny, w których bohaterowie dialogują z literackim polotem, walczą o rzeczy duże. Gdy jednak dochodzi do ludzkich przywar, drobnych konfliktów i po prostu małostkowości, wtedy scenariusz zaczyna trzeszczeć, a sceny stają się niezręczne, a nawet nieporadne. Będzie to widać zwłaszcza przy scenach z Wokulskim i Rzeckim, bo choć i Tomasz Schuchardt, i Dariusz Chojnacki robią, co mogą, nie są w stanie wykrzesać wiele z miałkiego punktu wyjścia.
Scenariusz wymagał zresztą doszlifowania. Nie zawsze jasne jest, na jakim etapie jest relacja dwójki zakochanych, nie zawsze ich decyzje są dobrze uzasadnione. Sam serial zasługuje zresztą na drobne odchudzenie, bo do finałowej wersji dostało się sporo naprawdę niepotrzebnych scen. Demirski jednak jest cały czas mistrzem miniatur. Jego epizodyczni bohaterowie potrafią ukraść nie scenę, ale cały odcinek, a drobne wydarzenia zapadają w pamięć na dłużej niż cała intryga. Jedną z takich postaci wykreował Mirosław Zbrojewicz, który wciela się w szefa ówczesnej policji. Jego pesymistyczny monolog to prawdopodobnie najlepsza proza w całym serialu.

Ryzykowna gra
Gdy dla widza staje się jasne, że fabuła „Lalki” Netfliksa znacząco różni się od książkowego pierwowzoru, wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Pojawia się bowiem pytanie: do czego to wszystko zmierza? Na to pytanie trzeba odpowiedzieć sobie samemu, już po obejrzeniu serialu. Istotne jednak jest, że inna wymowa serialu wymusiła na twórcach stosowanie trochę odważniejszych zabiegów formalnych.
Serial jest więc dynamiczny, stara się w miarę możliwości podkręcać napięcie w pobliżu zwrotów akcji. Dzięki temu często bliżej mu do „Intrygantki” z HBO Max niż do klasycznych „Niebezpiecznych związków” Stephena Frearsa. Nadaje to serialowi bardzo współczesnego sznytu i wpisuje go w popularną tendencję do mieszania gatunków. Niestety, nie zawsze się to udaje. Zabieg zastosowany w finałowym odcinku (którego dokładnie nie chcę opisywać, aby nie zdradzać szczegółów fabuły) pozostawia wiele do życzenia i znacząco odstaje od reszty sezonu.
Wielką siłą netfliksowej „Lalki” jest to, że zmusza nas do ponownego przemyślenia powieści Prusa.
Scenariusz Demirskiego znacznie więcej miejsca poświęca Izabeli Łęckiej. Wprowadzając motywy kobiecej emancypacji, jasno wskazuje, jak wiele zmieniło się w kulturze, jeśli chodzi o rolę kobiet. Pozbawiając Wokulskiego jego licznych zalet, scenariusz każe inaczej spojrzeć na przedsiębiorcę, który szasta pieniędzmi w imię miłości. Bo czy na pewno chodzi o miłość? W „Lalce" Netfliksa siłą napędową Wokulskiego jest raczej walka o status społeczny.
Wielka szkoda, że wirówka wątków oddzieliła od serialu tło polityczne. W serialu pojawił się niewystępujący w powieści Prusa „Bluszcz", ale zniknęli socjaliści (traktowani z rezerwą przez Prusa), zniknęli studenci, którzy m. in. stawiali w powieści problem wysokich cen najmu. Za to wątek rosyjskiej okupacji został sprowadzony do banalnej wymiany zdań o kolaboracji, w której słychać echa dzisiejszej debaty publicznej.

Lalka 2: Powrót Izy Łęckiej
Największa radość z oglądania „Lalki” nie kryje się jednak w pięknych kostiumach czy realizacyjnym przepychu, ale we wspomnianej grze z widzem, a konkretnie z jego oczekiwaniami. Dość powiezdieć, żę ja sam ze względu na te różnice, serial oglądałem z ogromnym zainteresowaniem.
Niektóre zmiany względem oryginału budziły mój żywiołowy protest, a czasem nawet irytację, ale jednocześnie sprawiały, że chciałem dowiedzieć się, jaki będzie finał tej nietypowej miłości. Uważam, że zmiana dynamiki między bohaterami i postawienie na bardziej żywiołowy i fizyczny romans działają na korzyść serialu, nawet jeśli można momentami odnieść wrażenie, że to historia trochę jak z fanfika, w którym kochający oryginał czytelnik, chce wlać w powieść trochę więcej nadziei.
Serial pokazuje przede wszystkim żywotność „Lalki”, ale też wydaje się nakręcony z miłością do powieści. I powinno wystarczyć za rekomendację.
Premiera serialu 16 września 2026 roku.
Więcej o "Lalce" poczytasz na Spider's Web:
- Ruszyła sprzedaż biletów na Lalkę. Rezerwujcie, zanim zabraknie
- Widziałem kawałek Lalki. Netflix mnie zaskoczył i was też zaskoczy
- We wrześniu dostaniemy nie dwie a trzy Lalki. Na tę czekam najbardziej
- Netflix pokazał zwiastun Lalki. Serial i film dzieli przepaść
- Czym różnią się nadchodzące Lalki? Porównujemy film i serial Netfliksa
Szef serwisu Rozrywka.Blog. Współpracownicy wyobrażają sobie go jako dżentelmena w surducie i z cygarem w ręku. Na co dzień walczy na polu walki z brakiem kultury, prowadząc Rozrywka.Blog. Specjalista od seriali i ich historii. Kocha dobre fabuły również w komiksach i animacji. W wolnych chwilach gra w gry bez prądu, maluje figurki. Wcześniej zajmował się zawodowo grami planszowymi, pracował branży PR i marketingu internetowym.