"Lalka", zgodnie z oczekiwaniami, stała się hitem polskich kin. Nakręcona przez Macieja Kawalskiego adaptacja powieści Bolesława Prusa budzi ogromne emocje. Producent filmu, Radosław Drabik, w rozmowie z nami opowiedział o tym, co przesądziło o pojawieniu się w obsadzie tak znakomitych nazwisk, a także o tym, jak Wrocław zmienił się w stolicę Francji.

Radosław Drabik to producent, który od dawna jest częścią polskiej branży filmowej. W latach 2010-2013 był dyrektorem zarządzającym Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, a od 2014 roku jest współwłaścicielem firmy producenckiej Gigant Films. Na swoim koncie ma pracę przy takich tytułach jak "Zabij to i wyjedź z tego miasta", "Juliusz", "Masz ci los!", "Rozwodnicy", jest również współtwórcą "Planety Singli", a także serialu "Planeta Singli. Osiem historii", będącego częścią tej marki. Dziś stoi na czele jednego z najważniejszych filmowych projektów ostatnich lat - pełni funkcję producenta "Lalki", którą od 30 września możemy oglądać na wielkim ekranie. Mieliśmy okazję porozmawiać z nim na temat filmu.
Radosław Drabik - wywiad z producentem "Lalki"
Adam Kudyba, Spider's Web: W trakcie poprzedniej rozmowy [panelu z udziałem mediów] mówił Pan o tym, co przesądziło, że Kamila Urzędowska dostała rolę Izabeli Łęckiej. Chciałem spytać teraz o Marcina Dorocińskiego: co było tym momentem, w którym pan jako producent pomyślał „Marcin Dorociński będzie idealnym Wokulskim i jego należy obsadzić”?
Radosław Drabik, producent "Lalki": Dokładnie to samo jak myślałem o Kamili Urzędowskiej - po prostu nie widziałem lepszego nazwiska do roli Wokulskiego. Marcin dla mnie ma wszystkie cechy, wygląd, nostalgię, mądrość, które pasowały do tej roli.
To był mój pierwszy wybór i oczywiście myśleliśmy, rozważaliśmy, co by było, gdyby się nie udało, nie tylko czy się zgodzimy, ale też są różne sytuacje losowe. Jednak, nawet pracując nad backupem, nie do końca mieliśmy pomysły, kto mógłby być. I nawet jak mieliśmy w końcu kogoś w głowie to wiedzieliśmy, że to nie będzie to o czym marzymy. Jest wielu wspaniałych wielu aktorów w Polsce, ale tylko Marcin Dorociński dawał nam pewność, że robimy film, o jaki nam chodzi.
Jak wyglądało przekonanie Marka Kondrata, żeby wrócił na wielki ekran? Ostatni raz mogliśmy oglądać go w 2010 roku [Mała matura 1947], ja osobiście miałem wtedy 9 lat, więc nie mam za bardzo prawa nawet tego pamiętać. Co go skusiło i jak długo musiał pan go przekonywać?
Bardzo szybko zrozumieliśmy się i polubiliśmy, a przynajmniej mam taką nadzieję. Uważam, że Marek jest jednym z najwspanialszych ludzi, których znam, jest dla mnie pięknym i mądrym człowiekiem, z najlepszym poczuciem humoru, z dystansem i myślę, że mamy gdzieś podobną filozofię życia - tak sobie ja tłumaczę. Sekretnym składnikiem był również fakt, że ojciec Marka Kondrata - Tadeusz Kondrat - zagrał starego Szlangbauma w „Lalce” Hasa. Myślę, że to był wspaniały, emocjonalny łuk. Było to bardzo istotne, wzruszające i poruszające. Bardzo ważną rolę odegrało również dostosowanie wizji postaci Rzeckiego. Marek zgłosił swoje pomysły scenarzyście i reżyserowi Maćkowi Kawalskiemu i wprowadzili istotne zmiany, Rzecki stał się bardziej energiczny, jak przystało na byłego żołnierza.
Zwykle tworzenie nowych wersji filmów czy seriali, które ludzie już uznają za takie klasyki niepodrabialne, jest mocną odpowiedzialnością. Czy państwo w trakcie właśnie tworzenia nowej Lalki mieli może jakieś momenty, na przykład zwątpienia, że to jest zbyt ambitny projekt?
Nigdy nie miałem momentu zwątpienia, natomiast rzeczywistość starała się mnie dopaść - jest to ekstremalnie drogi film. Robię go niezależnie. Film jest o pieniądzach. Było kilka momentów, kiedy potrzebowałem kolejnych milionów, żeby kontynuować pracę i musiałem się jeszcze bardziej starać, wytężać i nie tracić nadziei.

Jesteśmy dzisiaj we Wrocławiu. U pana w filmie miasto pełni funkcję Paryża, w serialu - Warszawy. Co przekonało państwa, że Wrocław powinien zostać Paryżem?
Doradzają nam specjaliści od lokacji i scenografowie, a pracowali przy tym filmie najlepsi. Jeśli mówią, że możemy kręcić tutaj, to kręcimy. Również ze względów ekonomicznych. Nie udało nam się kręcić w Paryżu - gdzie na ulicach nie pojawia się zbyt dużo produkcji, bo jest to za drogie – i dostosowywaliśmy ulice we Wrocławiu. Był także tor wyścigów konnych. Tak filmowcy robią zawsze i jest to dobre dla budżetu. Następnie wchodzą efekty komputerowe i mamy Paryż - magia kina.
Gdy sondowałem trochę opinię też wśród ludzi ze swojego pokolenia o „Lalce” to dość często padało takie porównanie, że filmowa „Lalka” jest trochę jak „Avengers” - mamy największe gwiazdy kina na wielkim ekranie i one wspólnie składają się na to, żeby dowieźć to widowisko.
Absolutnie to był mój pomysł od początku, kiedy postanowiłem zrealizować „Lalkę”, że będzie to polskie „Avengers”, że będzie to najbardziej gwiazdorski film w historii polskiego kina i że największe nazwiska zagrają nawet trzecioplanowe role. Taka była misja i udało się.
"Lalka" już w kinach.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Jacek Braciak czy Andrzej Seweryn? Tomasz Łęcki może być tylko jeden
- Schuchardt kontra Dorociński. Sprawdzamy, który Wokulski wypadł lepiej
- Filmy i seriale z Kamilą Urzędowską. Lalka tego nie przebije
- Takiej Lalki nawet Netflix nie odważyłby się zrobić. Jest brutalnie
- Wszystkie adaptacje Lalki. Nie tylko filmy i seriale
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.