REKLAMA

Schuchardt kontra Dorociński. Sprawdzamy, który Wokulski wypadł lepiej

W związku z bliskością premier filmowej oraz serialowej wersji "Lalki", nie dało się uniknąć porównań. Tak krótki odstęp czasu siłą rzeczy sprawi, że widzowie, zwłaszcza ci mający dostęp do Netfliksa, będą się zastanawiali, kto ich zdaniem wypadł lepiej. Postanowiliśmy przyjrzeć się obu wcieleniom Stanisława Wokulskiego.

lalka wokulski porownanie aktorzy
REKLAMA

Kilka miesięcy temu doszło do dość niecodziennej sytuacji - ogłoszono, że dostaniemy aż dwie adaptacje "Lalki" Bolesława Prusa. Chronologicznie pierwszą, w postaci 6-odcinkowego miniserialu, wypuścił Netflix, a za reżyserię projektu odpowiadał Paweł Maślona, dotychczas znany z takich filmów jak m.in. "Atak paniki" czy zwłaszcza "Kos". Stery filmowej odsłony zostały powierzone Maciejowi Kawalskiemu, który niedawno nakręcił jeden z najciekawszych polskich filmów ostatnich lat - mowa oczywiście o "Niebezpiecznych dżentelmenach". Było jasne, że zobaczymy dwa różne, acz podobnie intrygujące spojrzenia na historię spisaną przez Prusa, a także będące jej częścią postaci.

REKLAMA

Wokulski Netfliksa kontra Wokulski z kina. Kto wypadł lepiej?

Na wstępie warto zaznaczyć: każdy z aktorów zatrudnionych do głównej roli wykonał świetną pracę i był rewelacyjnym kandydatem na Stanisława Wokulskiego. Gdyby ode mnie zależał casting do współczesnej wersji "Lalki", byłbym rozdarty pomiędzy właśnie Marcinem Dorocińskim a Tomaszem Schuchardtem. Tym bardziej cieszy mnie, że powstały osobne wersje tej samej historii, dzięki czemu widzowie mają materiał do porównania, mogą dostrzec w fabule oraz zwłaszcza w bohaterach, zupełnie inne, przyciągające uwagę elementy.

Wokulski w wykonaniu Tomasza Schuchardta znacznie bardziej wpisuje się w to, jak współcześnie patrzy się na Stanisława Wokulskiego. Oczywiście, widzimy w nim nieszczęśliwie zakochanego kupca, który ma ambicje znaleźć się tam, gdzie go niekoniecznie chcą, a także zdobyć serce kobiety, która nie ma wobec niego czystych intencji. On sam jednak jest znacznie bardziej niejednoznaczny, niż dotychczas nam to było "sprzedawane". Serial Netfliksa pozwala sobie na całkiem daleko idącą teorię, że Wokulski jest kimś, kogo generacja Z nazwałaby "creepem" - obsesyjnym, odrzucającym facetem, który jest w stanie daleko się posunąć, byle tylko jego wybranka zwróciła na niego uwagę i dała się przekonać do jego uczucia.

Stach Schuchardta dosłownie przekupuje pokojówkę, by ta dla niego szpiegowała, remontuje pokój na podobieństwo tego znajdującego się w jej domu - choć żywi do Łęckiej uczucie, podchodzi do sprawy mocno materialnie. Trudno to nazwać zdrowym podejściem do okazywania swojej miłości (o ile założymy, że to była miłość). Tomasz Schuchardt doskonale wykorzystuje swoją zdolność do wykreowania postaci, która ma ogromną charyzmę, ale jednocześnie potrafi wzbudzać niepokój. Mam do serialu nieco żalu, że zbyt mało czasu poświęcił Wokulskiemu jako handlarzowi, wytrawnemu biznesmenowi. Jako widz wiedziałem, że Stanisław jest fachowcem w kupieckim zawodzie, natomiast mam wrażenie, że zbyt rzadko nam to pokazywano.

REKLAMA
Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski - kadr z serialu "Lalka"

Jeśli chodzi o Marcina Dorocińskiego, mamy tu do czynienia z zupełnie inną wizją, z pewnością bliższą temu, co wcześniej zapisało się w świadomości widzów i czytelników. Jako Stanisław Wokulski kładzie bardzo duży nacisk na to, by pokazać nam charyzmę i fachowość bohatera jako doskonale zorientowanego kupca, doświadczonego oraz zaufanego handlarza, kogoś, kto nie tylko wie jak obracać pieniędzmi, ale ma również wystarczająco dużo świadomości społecznej, by wykorzystywać to w możliwie dobrych celach. Rzeczywiście jego romantyzm kłóci się z pozytywizmem, a reżyserowi udaje się to świetnie ująć.

REKLAMA

Gdy mowa zaś o portretowaniu Wokulskiego jako zakochanego w Izabeli, Dorociński także wchodzi na zupełnie inne rejestry od swojego serialowego kolegi. On działa bardziej zakulisowo, drobnymi krokami stara się, by rodzina Łęckich widziała w nim zaufanego i hojnego dobroczyńcę. Gdy Stach widzi Izabelę, świecą mu się oczy, z charyzmatycznego faceta w średnim wieku staje się wręcz zagubionym i nieśmiałym chłopakiem, ledwo zbierającym słowa, by móc wyznawać Łęckiej, co do niej czuje. Widać, że to uczucie go pochłania, sprowadza na skraj i konsumuje od środka, ale twórcy nie kierują filmowego Wokulskiego w stronę wspomnianego "creepa". Wokulski Dorocińskiego to bohater tragiczny, który poświęcił zbyt wiele tego, co materialne, by wywołać niematerialne uczucie u swojej wybranki i zapłacił tego cenę - dosłownie oraz w przenośni.

Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski - kadr z filmu "Lalka"

Ocenianie obu aktorów 1:1 jest okrutnie trudne, zwłaszcza, że mamy do czynienia z dwoma nazwiskami stanowiącymi absolutną czołówkę polskiego kina. Tomasz Schuchardt znakomicie pokazał Stanisława Wokulskiego od obsesyjnej, mrocznej, ale autentycznej strony. Marcin Dorociński zaś stworzył kreację niemalże poetycko piękną, ale równocześnie bardzo bliską ziemi, rezonującą emocjonalnie. Gdybym miał wybierać między oboma aktorami, moim zdaniem nieco lepiej (głosy rozdzieliłbym 50,1-49,9) w roli Stanisława Wokulskiego sprawdził się Marcin Dorociński, oddając wiele cech swojej postaci, nadając pozornie staremu schematowi swój własny urok i sznyt, a także, mówiąc wprost, sprawiając, że w niektórych scenach łzy ciekły mi z oczu.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA