REKLAMA

Leszek Lichota rządzi w Znieczuleniu. I nie tylko tam

Kto śledzi karierę Leszka Lichoty, ten ma świadomość, jakiego kalibru aktorem on jest. Gdziekolwiek gra, tam w wyrazisty sposób dodaje swoje trzy grosze i zapisuje się w pamięci. Tym razem na najwyższe obroty gwiazdor wszedł w "Znieczuleniu" - nowym medycznym serialu Netfliksa.

leszek lichota aktor znieczulenie
REKLAMA

Leszek Lichota to postać, którą przeciętny oglądacz polskiej telewizji w XXI wieku przynajmniej kojarzy, a skupiony obserwator świata kina oraz telewizji dobrze zna i ceni. Aktor nie jest na naszej scenie no name'em, ani "świeżo odkrytym talentem", a jednym z najlepszych w swoim fachu, tych, którzy choć na wielkim ekranie nie zrobili tak wielkiej kariery, jak wskazywałby na to ich talent, to w serialach grają pierwsze skrzypce. Tak właśnie jest z Leszkiem Lichotą, który stoi na czele obsady "Znieczulenia", będącego od środy w ofercie Netfliksa.

REKLAMA

Leszek Lichota to król małego ekranu. Jego role zapadają w pamięć

Kiedy ja kończyłem szkołę podstawową, Leszek Lichota już był gwiazdą telewizji - po wielu rolach, status ten po raz pierwszy mocniej chyba zyskał dzięki roli adwokata Marka Dębskiego w "Prawie Agaty", prawniczym serialu. Osobiście jednak muszę przyznać się do tego, że pierwszy raz w pełni świadomie "poznałem" aktora gdzie indziej - w mającym premierę 10 lat temu "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach". Lichocie przypadła wówczas rola Stefana, opuszczonego przez żonę kierowcy, mającego problemy z agresją. Biorąc pod uwagę dość komediowy charakter tego filmu i możliwość zupełnego przerysowania tej postaci, Lichota nadał jej dramatyczny i poruszający rys, przez co jego bohater był najciekawszy z całej obsady.

Leszek Lichota - kadr z filmu "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach"

Z czasem Leszek Lichota znalazł swoją bezpieczną przestrzeń w mrocznych, kryminalno-thrillerowych klimatach. Komisarz Czarny w "Pułapce", kultowy już Wiktor Rebrow z "Watahy", komisarz Kołecki w "Kruku" - wyraźnie było widać, w jakich gatunkach aktor odnajduje się najswobodniej. Niedługo po wspomnianych produkcjach przyszło mu również zagrać w zupełnie innych rejestrach - wcielił się bowiem w Stanisława Dygata w "Bo we mnie jest seks", biografii Kaliny Jędrusik. Choć oczywiście Maria Dębska w roli głównej kradła show, Lichota świetnie zagospodarował aktorski drugi plan. Skłonność do mrocznych historii jednak odezwała się ponownie - aktor wystąpił w stworzonym na bazie twórczości Harlana Cobena "Zachowaj spokój", "Wielkiej wodzie" Jana Holoubka i zaskakująco (ponieważ, znając książkę, zupełnie nie wyobrażałem sobie go w tej roli) udanie zagrał Huberta Korodeckiego w "Wotum nieufności", adaptacji pierwszego tomu serii "W kręgach władzy" Remigiusza Mroza.

REKLAMA

Prawdziwy przełom przyszedł jednak w 2023 roku. Wówczas okazało się, że otrzymamy nową wersję "Znachora", a zatem chyba największej świętości polskiego kina, której kultowość przetrwała do dnia dzisiejszego. Nie będę raczej daleki od prawdy twierdząc, że to było największe wyzwanie w karierze Leszka Lichoty - wykreować nową wersję legendarnego Rafała Wilczura, ale jednocześnie trafić w gusta tych, którzy mają szacunek do wcielenia Jerzego Bińczyckiego. Może to tzw. hot take, ale będę go bronił - Lichota jest najlepszym wcieleniem słynnego bohatera. W filmie Michała Gazdy portretuje go jako człowieka trawionego wątpliwościami, ale jednocześnie dobrego, prawego, przystosowującego się do otaczającej go rzeczywistości i szukającego w niej swojego miejsca. Pomógł mu w tym scenariusz, czyniąc z niego bohatera z krwi i kości, uczuciowego, męskiego, mającego swoje pragnienia. Lichota nadał Wilczurowi coś, czego nigdy nie czułem, oglądając tamtego "Znachora".

Leszek Lichota - kadr z filmu "Znachor"

Od tamtego momentu w karierze Leszka Lichoty nie doszło do radykalnych zmian - aktor wciąż jest jednym z najbardziej rozchwytywanych i chętnie angażowanych do kolejnych, zwłaszcza tych mroczniejszych, tytułów. Mogliśmy go oglądać m.in. w "Ślebodzie", "Przesmyku", a teraz przyszedł czas na pierwszoplanową rolę w nowym serialu medycznym Netfliksa, "Znieczuleniu". Lichota wciela się tam w Dawida Łazarza - genialnego neurochirurga, któremu na skutek przeprowadzonego zabiegu umiera pacjent, a on sam, po zwolnieniu z dotychczasowego miejsca pracy, trafia do jednego z podlaskich szpitali, gdzie szybko staje się "gwiazdą".

REKLAMA
Leszek Lichota - kadr z serialu "Znieczulenie"

W roli Łazarza Lichota czuje się jak ryba w wodzie - jest charyzmatycznym facetem, przekonanym o tym, że jest bardzo dobry w swojej robocie, i chętnym, by robić wszystko i zbierać za to laury, nawet jeśli nie chce się do tego przyznać. To postać, którą trudno w stu procentach polubić: oczywiście, jest protagonistą, myślącym i działającym dwa kroki do przodu, ceniącym życie pacjentów wyżej niż prawne czy szpitalne procedury, naginającym prawo ze szlachetnych pobudek, ale jednocześnie narcystycznym, mającym spore ego, zwyczajnie męczącym człowiekiem, którego priorytety życiowe dawno temu uległy zaburzeniu.

To kolejna kapitalna rola Leszka Lichoty, której świadkami subskrybenci Netfliksa są już od 4 listopada. Osobiście chciałbym, by aktor dostawał znacznie więcej ciekawych i wykorzystujących jego ogromny talent szans na wielkim ekranie, natomiast nie narzekam, bo dzięki temu prezentuje nam swoje zdolności w serialach ze swoim udziałem. Niezależnie na którym planie, jego obecność to synonim wysokiej jakości aktorskiej.

REKLAMA
Obserwuj nas w Google Discover

Czytaj więcej w Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA