REKLAMA

Lupin pojawił się po cichu. Nie ma przypadków

O nowym sezonie "Lupina" nikt przesadnie głośno nie trąbił, choć wydawało się, że jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych kontynuacji. Kiedy zaczęłam oglądać 4. sezon, zrozumiałam, że mogło wydarzyć się to nieprzypadkowo. Ta odsłona niczym nie przypomina serialu, w którym kilku lat temu solidnie się zauroczyłam.

OCENA :
5/10
Lupin pojawił się po cichu. Nie ma przypadków
REKLAMA

Gdyby nie to, że śledziłam doniesienia na temat 4. części "Lupina", mogłabym przegapić jedną z najważniejszych premier. Już wtedy powinna zapalić mi się czerwona lampka, biorąc pod uwagę, z jaką pieczołowitością promowano 3. sezon. Netflix zachęcał wówczas widzów do wzięcia rozwiązywania zagadek, które po rozszyfrowaniu ujawniały, kiedy nowa odsłona zadebiutuje w serwisie i pozwalały sprytnym widzom obejrzeć zwiastun. W przypadku 4. sezonu nic takiego się nie wydarzyło. Netflix milczał, jak gdyby przestał już wierzyć w swoją produkcję. Może jakby się wręcz od niej odcinał? Pewności nie mam. Wiem jedno: to już nie jest ten sam "Lupin".

REKLAMA

Lupin - recenzja 4. sezonu serialu na Netflix

Akcja 4. sezonu rozpoczyna się na 4 dni przed zwolnieniem Assane'a Diopa (Omar Sy) z więzienia. Snuje on już plany, jak to będzie, gdy wyjdzie już na wolność i poleci z synem Raoulem (Theo Christine) do Senegalu. Przede wszystkim zamierza jednak odciąć się od Lupina i żyć spokojnym życiem z dala od sensacji. Okazuje się to trudniejsze niż przypuszczał - ostatnie chwile jego pobytu w więzieniu zamieniają się w koszmar, kiedy okazuje się, że ma on swojego naśladowcę, który w dodatku jest sprytnym hakerem. Za pośrednictwem ekranów w mieście zapowiada on, że zamierza dziś okraść dwa muzea w dwóch różnych miastach, zabierając z nich drogocenne skarby: obraz i szafir.

Omar Sy. Fot. materiały prasowe Netflix

Komisarz Guedira (Soufiane Guerrab) stawia na nogi cały komisariat i postanawia zweryfikować, czy Diop mówi prawdę. W tym celu policja oczywiście obstawia obydwa muzea, a Assane zostaje zamknięty w przeszklonym pomieszczeniu, będąc pod stałą obserwacją więźniów i strażników. Gdy o umówionej godzinie na chwilę gasną światła, okazuje się, że klatka jest pusta, a Diop zniknął. Okazuje się przy tym, że, zgodnie z zapowiedziami, zniknęły również dzieło sztuki oraz klejnot. Po chwili Assane ponownie pojawia się za szybą, nie wiedząc, co się dzieje. Kompletnie zdezorientowany mężczyzna jest pewien jednego: za wszelką cenę musi udowodnić swoją niewinność. Paradoksalnie będzie to wymagało od niego ponownego przywdziana stroju Lupina, od którego przecież chciał się już uwolnić.

REKLAMA

Diop postanawia zatem odnaleźć osobę, która się za niego podaje. Nie jest to jego jedyny problem - mężczyzna odkrywa, że jego przyjaciel Benjamin (Antoine Gouy) spotyka się z jego byłą żoną Claire (Ludivine Sagnier). Nie daje jednak po sobie poznać, że wie coś na ten temat i pozwala wydarzeniom toczyć się we własnym tempie. To jedna z bardziej wzruszających scen, które Sy zagrał doskonale - kiedy Diop przytula przyjaciela, na jego twarzy jest obecna zarówno ulga, ale i ból. Nie chce mieć Benjaminowi za złe, że spotyka się z Claire, bo wie, że przyjaciel zapewni jej spokój i bezpieczeństwo, jednak w głębi serca wciąż coś do niej czuje.

Theo Christine i Ludivine Sagnier. Fot. materiały prasowe Netflix

Sy wciąż jest świetny w roli Diopa, ale to już nie jest ten sam Diop i nie ten sam "Lupin". Zdaję sobie sprawę, że George Kay, twórca produkcji, musiał obrać inny kierunek, ale w efekcie brawurowy serial zamienił się w telenowelę do kotleta. Pierwsza połowa 4. sezonu nosi jeszcze znamiona poprzednich odsłon, ale po kilku odcinkach wszystko zaczyna się rozjeżdżać. Kiedy została odkryta tożsamość naśladowcy, złapałam się na tym, że nie wiem, w jakim celu Diop kontynuuje swoją złodziejską działalność i nagle wszystko straciło sens, w tym irytujący motyw szukania tajemniczego skarbu.

REKLAMA
Soufiane Guerrab. Fot. materiały prasowe Netflix

"Lupin" zaczyna tracić swoją magię już na samym początku, kiedy okazuje się, że większą rolę odgrywa hakowanie i efekty komputerowe, a mniejszą ta tradycyjna iluzja, które przecież były najbardziej ekscytujące. W poprzednich sezonach wymagało to większego wysiłku, aby wymyślić jakąś sztuczkę i wiarygodnie ją wytłumaczyć. Tymczasem w przypadku hakowania trudno jest to zrobić. Nie ma też zbytniej potrzeby - wystarczy powiedzieć, że ktoś włamał się na dysk, coś poklikał i gotowe. Przez to nowy "Lupin" traci swój urok. Tradycyjne sztuczki wciąż są oczywiście obecne, ale częściej ustępują tym nowoczesnym zabiegom.

Nie mogłam się doczekać 4. sezonu "Lupina" i byłam zaskoczona, jak cicho o nim było w tuż przed premierą. Domyślam się już, dlaczego. Nie jest to już ten sam wciągający serial, co poprzednio. Mimo że i tak starałam się przymykać oko na niektóre niejasności - na przykład przebrania Diopa, po których poznałoby nawet dziecko, skoro jego wizerunek był pokazywany w krajowej telewizji - i próbowałam znaleźć się w konwencji twórcy serialu, to nie byłam w stanie w pełni się w ten sezon zaangażować. A skoro Netflix nie wierzy w swoje dziecko, to z jakiego powodu mnie ma się to udać?

REKLAMA
Obserwuj nas w Google Discover

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.

REKLAMA
REKLAMA