To nie był wypadek przy pracy. Kontynuacja "Matek pingwinów" udowodniła, że polski serial Netfliksa wciąż ma jeszcze wiele do opowiedzenia.

"Matki pingwinów" zrobiły furorę. Serial Klary Kochańskiej-Bajon i Jagody Szelc zrobił coś, czego widzowie kompletnie się nie spodziewali, pokazując rzeczywistość rodziców neuroatypowych dzieci w osobliwy sposób. Twórczynie zrezygnowały z cierpiętniczego przedstawienia bohaterów, dodając do ich życia małą dozę lukru, aby stworzyć produkcję, którą chce się oglądać. Miało to oczywiście swoje konsekwencje - mimo absolutnie oszałamiającej liczbie pozytywnych komentarzy, znalazły się również takie, które krytykowały serial, bo tak przecież nie wygląda prawdziwe życie. Tyle że tu nie do końca chodziło o pokazanie prawdziwego życia, a o osiągnięcie innego celu.
Wizerunek neuroatypowych lub niepełnosprawnych ruchowo dzieci nie był widoczny w popkulturze. "Matki pingwinów" zmieniły ten stan rzeczy, pokazując, że nie tylko można zaangażować je do produkcji, ale również uczynić z nich pełnoprawnych głównych bohaterów. Nie ma się jednak co czarować - aby serial się oglądał, trzeba było go trochę podrasować i sprawić, by stał się bardziej atrakcyjny dla oka. Nie uważam tego za minus, ponieważ dzięki temu udało mu się osiągnąć cel w postaci przybliżenia widzom życia rodzin, które wychowują neuroatypowe dzieci, zmagając się jednocześnie z własnymi problemami. Wyzwaniem może być dla nich nie tylko radzenie sobie z chorobą swoich pociech, ale również stawianie czoła nieuchronnemu okresowi dojrzewania. I właśnie na tym skupia się 2. sezon serialu.
Matki pingwinów - recenzja 2. sezonu serialu na Netflix
Życie stawia przed bohaterami nowe wyzwania. Po zamknięciu Cudownej Przystani postanawiają oni otworzyć Biegun, własną szkołę dla dzieci - zarówno tych neuroatypowych, jak i bez orzeczenia. Jej dyrektorką jest Ula Wojtal (Barbara Wypych), a wicedyrektorem mianowany zostaje Jerzy Lejman (Tomasz Tyndyk). Tatiana (Magdalena Różczka) pełni funkcję księgowej, a Iga Cis (Agnieszka Wosińska) jest psycholożką. Nad wszystkim czuwa Kama Barska (Masza Wągrocka), która dzięki honorariom z walk pomaga utrzymać szkołę, do której uczęszcza nie tylko jej syn, Jasiek (Jan Lubas), ale również dzieci pozostałych członków kadry. W nowym roku szkolnym dołącza do nich również Mia (Tola Hołub), córka Pawła (Mateusz Damięcki), nowego partnera Kamy.

Mówi się: małe dzieci - mały problem, duże dzieci - duży problem. Doświadczą tego na własnej skórze bohaterowie serialu, którzy będą musieli podjąć ze swoimi pociechami trudny temat, jakim jest seksualność. Po incydencie, do którego dochodzi na lekcji informatyki, kadra Bieguna postanawia zorganizować zajęcia z edukacji seksualnej. Sytuacja doprowadzi nie tylko do przykrych wydarzeń, ale również pokaże, jak bezradni w tej kwestii są rodzice - okazuje się, że oni sami czerwienią się na myśl, że mogliby wprost nazwać miejsca intymne. W tego rodzaju scenach niezastąpiona będzie psycholożka Iga, która w 2. sezonie jest jedną z moich ulubionych postaci. Kobieta nie tylko potrafi podejmować trudne tematy, ale również odchodzić od reguł, kiedy widzi, że jest taka potrzeba.
Ci, którzy znają "Matki pingwinów", wiedzą doskonale, że nie jest to tylko opowieść o dzieciach, ale również ich rodzicach. W tej odsłonie każdy boryka się z innymi problemami. Kama zastanawia się, co dalej z jej karierą w MMA i jednocześnie stara się zbudować zdrową relację z Pawłem oraz Mią. Ula najwyraźniej przeżywa swoje drugie życie, czerpiąc z niego garściami, podczas gdy Maciej odbywa wyrok w więzieniu. Tatiana z kolei po raz pierwszy nie potrafi sprostać rodzicielskim obowiązkom i widząc, jak Michał się od niej oddala, postanawia poprosić o pomoc Grześka (Piotr Rogucki). Jerzy natomiast tak angażuje się w pracę w szkole, że nie zauważa, jak jego związek z Robertem (Karol Bernacki) i opieka nad matką (Krystyna Janda) oraz córką Helą (Amelia Sarzyńska) schodzą na drugi plan. Wszystko wszędzie naraz, można by powiedzieć.

Przez to, że w 2. sezonie mamy do czynienia już nie z malutkimi dziećmi, a świeżymi nastolatkami, punkt ciężkości został przesunięty. Dzięki temu, że bohaterowie zderzają się z nieco innymi problemami, serial ogląda się z żywym zainteresowaniem. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak twórczynie to robią, ale 2. sezon pochłonęłam z zachłannością w niecałe 2 wieczory. Skłamałabym jednak, gdybym powiedziałam, że nie byłam delikatnie przytłoczona - w pewnych momentach miałam ochotę wcisnąć pauzę, zamknąć oczy i posiedzieć w ciszy. W takich sytuacjach mogłam sobie tylko wyobrażać, co w rzeczywistości czują rodzice neuroatypowych dzieci, jeśli mnie zmęczyło po prostu oglądanie kilku scen, a oni żyją z tym na co dzień.
"Matki pingwinów" jako serial wciąż trzymają poziom i nie da się przestać oglądać po jednym odcinku. To jeden z najbardziej wciągających polskich seriali na Netfliksie, który pełni nie tylko funkcję rozrywkową, ale również edukacyjną. Może to zabrzmieć górnolotnie, ale mam na myśli to, że produkcja w pewien sposób oswaja nas z tym, że w społeczeństwie funkcjonują też inne osoby, które myślą i czują tak jak my. Serial pokazuje, że nie należy się ich bać. Tylko od nas zależy, czy odwrócimy wzrok, czy zdecydujemy się wyciągnąć do nich rękę i spróbować je zrozumieć.

Osoby, które przeżyły podobne sytuacje z serialu na własnej skórze, z pewnością zarzucą, że produkcja nagina rzeczywistość i że życie z neuroatypowymi dziećmi o osobami ze niepełnosprawnościami wcale nie wygląda tak kolorowo. Warto jednak pamiętać, że to serial, który na koniec dnia ma dawać widzom rozrywkę, a przy tym pełnić jeszcze jedną ważną misję - nagłaśniania i pokazywania neuroatypowości i niepełnosprawności, abyśmy byli świadomi, że tacy ludzie istnieją. "Matki pingwinów" w 2. sezonie robią to równie dobrze i mam cichą nadzieję, że Netflix nie powiedział w tej kwestii ostatniego słowa.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Czekam na powrót jednego z najlepszych seriali Netfliksa. Wy też powinniście
- Lepszego polskiego serialu Netfliksa w tym roku nie zobaczycie. "Matki pingwinów" - recenzja
- Czy "Matki pingwinów" to cukierkowy obraz świata atypowych dzieci? O serialu rozmawiamy z Tomaszem Tyndykiem
- Co się dzieje z Niebieskookim samurajem? Netflix każe czekać
- Co nas czeka w 4. sezonie Lupina? Mam 3 ważne pytania
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.