Na Apple TV właśnie wleciała nowa komedia akcji. To adaptacja zabawek firmy Mattel. Jak wyszła komedia akcji z Johnem Ceną na podstawie słynnej marki resoraków?

Po sukcesie "Barbie" Mattelowi zamarzyło się filmowe uniwersum swoich zabawek. Skoro produkty dla dziewczynek firma już odhaczyła, to w następnej kolejności postanowiła przygotować coś dla chłopców. Chłopcy uwielbiają bawić się małymi samochodzikami, więc naturalnym wyborem okazały się resoraki, które mieszczą się w pudełku po zapałkach. To akurat totalny no-brainer. Ale "Matchbox" na pewno nie powinien aż tak bardzo tęsknić za rozumem. I chociaż kawałkiem duszy.
Twórcy w żadnym momencie nie biorą pod uwagę, że zabawa resorakami wymaga wyobraźni i kreatywności. Od początku idą po linii najmniejszego oporu: skoro samochodziki, to "Szybcy i wściekli". Dlatego zaczynają od przedstawienia nam całej ekipy dzieciaków, która nadaje sobie przydomek Matchbox Gang. Oczywiście, gdy dorastają ich ścieżki się rozjeżdżają. Sean zostaje superszpiegiem z tajnej jednostki CIA. Po latach wraca do rodzinnej miejscowości, skąd jego mocodawcy porywają go razem z całą ekipą. Po wyrzuceniu grupy agentów z samolotu (na spadochronie oczywiście) główny bohater oznajmia przyjaciołom, że musi odnaleźć skradzioną głowicę nuklearną. Chciałby to zrobić sam, ale przecież "rodzina" musi trzymać się razem.
Matchbox - recenzja nowego filmu akcji Apple TV
Tak to się toczy. Sean próbuje chronić przyjaciół, ale ci się upierają, żeby mu pomagać i ostatecznie okazują się bardzo przydatni. Nie chcą korzystać z opieki międzynarodowej handlarki bronią, bo muszą pomóc głównemu bohaterowi, gdy wpadnie w tarapaty. Fabuła pędzi więc od jednej rozpierduchy do drugiej. I są tu - nie powiem - naprawdę niezłe akcje. Skakanie z dachu na wężu strażackim, "GTA" w tunelu czy kraksy na autostradzie. W końcu za kamerą stanął były kaskader Sam Hargrave. Potrafi więc dostarczyć adrenaliny. Dostarczyłby jej pewnie więcej, ale daje z siebie co najwyżej mocne 50 proc.
W "Matchbox" próżno szukać inwencji rodem z "Tylera Rake'a". Nie ma długich przepakowanych akcją ujęć, które wbijają w fotel. Wybuchy, strzelaniny, bójki - wszystko tu udaje blockbusterową przesadę, ale jednak jest po streamingowemu. Ogląda się przyjemnie, bo jest szybko i dynamicznie, ale nie ma przy tym efektu "wow". Niemniej te poprawne sceny akcji są najlepszym, co można na ekranie zobaczyć. Bo gdyby film rzeczywiście był pudełkiem od zapałek, to peknąłby od nadmiaru klisz i wytartych tropów fabularnych.
Miło że każdy z Matchbox Gangu dostaje własną osobowość. Tylko członków ekipy jest tyle, że każdy z wątków sprowadza się do powierzchownego przepracowania standardowych problemów. Choć przyznam szczerze, że akurat strzelanie do złoli z motocyklu jest całkiem zabawnym sposobem na wyzbycie się traumy z bycia dręczonym w szkole. Działa, choć wciąż okazuje się bardziej efekciarskie niż efektywne. Bo tak właśnie skonstruowany jest cały film - ma być kozacko, fajnie, widowiskowo, a logicznie i emocjonalnie już niekoniecznie.
"Matchbox" aż za bardzo próbuje dostarczyć frajdy. Żart goni akcję, a akcja żart szybko prowadząc do zadyszki. Nawet John Cena w głównej roli wydaje się zmęczony. Wcielając się w Seana gra tego samego bohatera co zazwyczaj w swoich komediach akcji, ale wykrzesanie z siebie jakiejkolwiek iskry entuzjazmu przychodzi mu z trudem. Gdy akurat nie spuszcza komuś łomotu, to najczęściej beznamiętnie wypowiada kolejne kwestie. Przydałaby mu się zmiana nastawienia, bo wygląda jakby miał życzenie, żeby znaleźć się gdzie indziej.

Gdzie indziej nieraz chciałby się znaleźć również sam widz. Na pierwszy rzut oka widać, że scenariusz napisano w tabelkach w Excelu. Nie ma w nim nic oryginalnego. Są tylko powidoki znacznie lepszych produkcji, które bohaterom zdarza się nawet przywołowywać w dialogach, żeby odpowiednie skojarzenia na pewno się pojawiły. Z tego właśnie względu "Matchbox" ciągle przypomina, jak dobrze bawiliśmy się na innych filmach. Innymi słowy: nie dość, że zamiast prawdziwego kina dostajemy produkt, to jeszcze okazuje się on popsuty.
Więcej o Apple TV poczytasz na Spider's Web:
- Apple TV idzie po konkurencję. Serwis wreszcie dodał coś, na co czekałem
- Polski lektor wreszcie w Apple TV. Jest haczyk
- To koniec fenomenalnego thrillera. Finał sprawi, że będziecie ryczeć
- W tym serialu gwiazdy Detektywa grają samych siebie. Bracia - recenzja
- Hollywoodzki film akcji z Dorocińskim podbił świat. W każdym kraju jest hitem
W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.