Amerykańskie kino lubi powtarzać po tym, co dobre i spoza granic Stanów Zjednoczonych. Tak jest w przypadku filmu, który wczoraj trafił do oferty HBO Max. Ten horror, będący remake'em duńskich "Gości", udowodnił, że mimo krótkiej przerwy między premierami i niewielkiej różnicy fabularnej, da się stworzyć angażujące, przerażające kino.

Wielu kinomanów z pewnością uwielbia "Bezsenność" Christophera Nolana. Słusznie, bo to dobry film. Uważni widzowie wiedzą jednak, że równocześnie jest to remake norweskiej "Insomnii", nakręconej pięć lat wcześniej, a zanim Al Pacino zachwycił jako Will Dormer, zrobił to Stellan Skarsgard grający Jonasa Engstroma. Podobny, choć nie identyczny przypadek, zaszedł w kontekście "Gości", którzy mieli premierę jeszcze w tej dekadzie, w 2022 roku. Christian Tafdrup stworzył wówczas niezwykle gęste kino grozy, najbliższe do "artystycznego" horroru. Zaledwie dwa lata później postanowiono zamerykanizować opowiedzianą przez Tafdrupa historię, a wykonawcą tego zadania, noszącego nazwę "Nie mów zła" został James Watkins ("Clayface").
Nie mów zła jest już w HBO Max. James McAvoy w szalonej formie
Ben (Scoot McNairy) i Louise (Mackenzie Davis) to stateczna, a zarazem snobistyczna para, która spędza czas wraz z córką na wakacjach we Włoszech. Los wkrótce krzyżuje ich ścieżki z turystami z Wielkiej Brytanii - Paddym (James McAvoy), Ciarą (Aisling Franciosi) i ich synem. Po miło spędzonym wspólnym czasie, mieszkająca na Wyspach para zapraszają Bena i Louise do siebie, na co ci się ostatecznie zgadzają, mając przy okazji nadzieję na to, że wyjazd pomoże ich związkowi. Z czasem przyjacielskie spotkanie zmienia się w festiwal dyskomfortu, a prawdziwy horror dopiero przed głównymi bohaterami.

Pamiętałem seans oryginału dość dobrze, w związku z czym decyzja o tak szybkim remake'u mnie solidnie zaskoczyła. Nie widziałem specjalnie sensu, potrzeby - "Goście" byli udanym filmem, ale czy godnym nowej wersji? Teoretycznie tak - w końcu rdzeniem tej historii są relacje wewnątrz dwoma parami, a także różnice kulturowe i światopoglądowe, tematy dotyczące stawiania granic osobistych, konwenansów, własnej strefy komfortu. Wcześniej mieliśmy "starcie" Duńczyków z Holendrami, tutaj zamieniono to na Amerykanów przyjeżdżających do Anglików.
W rękach Jamesa Watkinsa (będącego i reżyserem, i scenarzystą), ten pomysł zyskał pewną świeżość. Twórca wyraźnie nie chce kopiować wszystkiego 1:1, tam gdzie może, wprowadza nowe rzeczy, urozmaica, dużo bardziej interesuje się wewnątrzzwiązkowymi dynamikami bohaterów. Amerykańska wersja próbuje swoich sił w nieco innym gatunku - od Tafdrupa dostaliśmy gęsty horror, tutaj więcej jest thrillera opartego na poczuciu dyskomfortu, niezręcznej i zarazem mocno trzymającej w napięciu atmosfery. Watkins jest zdecydowanie mniej subtelny, natomiast daje więcej pola do popisu, jeśli chodzi o rozwój postaci w fabule. Oczywiście, od początku wiemy kto jaką rolę w tej historii pełni, ale "Nie mów zła" szybko wciąga i uczciwie stawia sprawę - nie jest najważniejsze "kto jest złym", tylko "jak nam to pokaże".
A pokazuje głównie za sprawą Jamesa McAvoya, który wyraźnie jest w swoim żywiole, kiedy dostaje pole do intensywnych szarż. Szkocki aktor pokazuje tutaj pełną paletę swoich możliwości, a jego Paddy ma wiele twarzy: swojskiego, drwalopodobnego, prostego faceta, idealnego towarzysza męskich spotkań, ale też (czego widzimy coraz więcej wraz z rozwojem filmu) przerażającego, budzącego respekt mężczyznę, któremu nie chciałoby się sprzeciwić. Oczywiście, pozostali aktorzy wykonują swoją robotę dobrze (zwłaszcza Scoot McNairy i Mackenzie Davis), ale "Nie mów zła" to przede wszystkim "James McAvoy Show".
"Nie mów zła" (wciąż nie mogę oswoić się z tym tłumaczeniem) to horror, który nie ukrywa swoich inspiracji oryginałem sprzed kilku lat, nie próbuje oszukiwać, że jest produktem pazerności studia, które chciało wykorzystać i spieniężyć udany koncept. Udaje mu się zachować szkielet poprzedniego filmu, wprowadzić pewne zmiany i wyjść na tym dobrze. Tym, którzy znają "Gości", dzieło Watkinsa - mimo niezłej jakości - może się wydawać wtórne, niepotrzebne i niewiele wnoszące. Ci zaś, którzy nie mieli styczności z duńskim filmem, powinni zakończyć domowy seans zadowoleni.
Film dostępny do obejrzenia w HBO Max.
Czytaj więcej w Spider's Web:
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.