Polskie science fiction ominęło kina i wpadło od razu na VOD. Rodzimy film powstał jednak z międzynarodowym charakterem. Został już sprzedany na ponad 70 rynków. Na niektóre z nich "Rage of Stars" trafiło chwilę wcześniej. Dzięki temu wiemu już, że wywołuje silne emocje. Opowiedział nam o tym sam reżyser.

Historia "Rage of Stars" filmu jest rodem z Hollywood. Łukasz Róg nie ukończył szkoły filmowej. Jest po prostu pasjonatem, który uparł się, żeby zrobić własne science fiction. Po międzynarodowym sukcesie krótkometrażowego "No Stars Anymore" postanowił rozwiną przedstawioną w nim opowieść. Pełny metraż został w całości zrealizowany w Rzeszowie za 2 mln zł z udziałem zagranicznych aktorów. W główną rolę wciela się znana z "Killing Eve" Andrea Tivadar, a towarzyszą jej m.in. Jack McEvoy i Elijah Rowen, których mogliśmy oglądać w "Wikingach".
"Rage of Stars" przenosi nas do niedalekiej przyszłości i opowiada historię kobiety z międzynarodowych oddziałów specjalnych, która tropi przestępców handlujących dziećmi. Ciągle towarzyszy jej przy tym poczucie o nadciągającym końcu świata. Dzięki temu w filmie pojawiają się sceny akcji, ale całość utrzymana jest w raczej melancholijnym tonie.
Rage of Stars - Polskie sci-fi na zagranicznych rynkach
Za sprawą międzynarodowego charakteru "Rage of Stars" udało się sprzedać na 72 rynki. W niektórych z nich zadebiutował nieco wcześniej niż u nas. Jak się okazuje, widzowie nie potrafią przejść obok niego obojętnie. Zdarza im się nawet kontaktować bezpośrednio z reżyserem. Łukasz Róg powiedział nam, jakie emocje na świecie wzbudza jego science fiction.
Ludzie widzą plakat, oglądają trailer i spodziewają się "Johna Wicka" czy Jasona Stathama w wersji 7.0. Ten film jest tak reklamowany, bo tak też go sprzedaliśmy. Nie mieliśmy wyjścia. To mała produkcja, bez większych nazwisk w obsadzie. To nie jest kino akcji. To film bardziej psychologiczny, prowadzony raczej jak dramat. Ludzie nie dostają ciągłych wybóchów, strzelanin i ogólnej rozpierduchy, przez co obejrzą kawałek i go wyłączają. Dostałem mnóstwo wiadomości w stylu "oddawaj mi moje 20 dol." czy "najgorszy film, jaki w życiu widziałem". Początkowo mnie to przeraziło, ale potem skontaktowała się ze mną dziewczyna z Kolumbii. Oglądała "Rage of Stars" z chłopakiem, który uznał, że to głupie. Ale ona została i uznała mój film za niezwykły. Zauroczyło ją właśnie to, że nie dostała nawalanki, tylko coś zupełnie innego, czego się nie spodziewała. Do teraz namnożyło się już podobnych wiadomości
- mówi Łukasz Róg.

Z wypowiedzi reżysera wynika, ż błędem byłoby oglądanie "Rage of Stars" z nadzieją na dynamiczną akcję. Należy oczekiwać za to czegoś zupełnie niespodziewanego, innego, bardziej autorskiego. A czego dokładnie? Musicie przekonać się sami. Teraz już możecie.
Rage of Stars - polskie sci-fi już na VOD
"Rage of Stars" pojawiło się na polskich platformach VOD w piątek 16 października. Obejrzycie je na Chili,
Więcej o science fiction poczytasz na Spider's Web:
- Byliśmy na planie polskiego sci fi z międzynarodową obsadą. Tak to robią chłopaki z Podkarpacia
- Polskie sci-fi podbija zagraniczne rynki. Zaraz też je obejrzymy
- Użytkownicy HBO Max stracili głowy dla nowego sci-fi z gwiazdą Harry'ego Pottera
- Użytkownicy Netfliksa żałują, że tak późno odkryli genialne sci-fi. Zasługuje na więcej
- Netflix uratował genialne sci-fi. Teraz poszerza jego uniwersum
W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.