Niektóre filmy są zrobione za wielkie pieniądze zapisane w budżecie, obiecują wiele, a ostatecznie okazują się potężnymi rozczarowaniami. W przypadku świeżo upieczonej nowości Netfliksa sytuacja wyglądała nieco inaczej: dzieło zrobione za "zaledwie" 25 milionów zapowiadał się na dzieło o imponującym rozmachu. Jak wyszło w praniu?

"Ręką Dantego" to de facto film sprzed roku. Jego oficjalny debiut nastąpił na zeszłorocznym festiwalu w Wenecji, jednak wskutek splotu wydarzeń, temat światowej premiery przez długie miesiące zdawał się leżeć w grobie. Dopiero wiosną tego roku Netflix nabył prawa do dystrybucji, dzięki czemu dopiero teraz możemy legalnie zapoznać się z tą produkcją. Ci, którzy mieli sposobność obejrzenia filmu na włoskiej ziemi, prześcigali się w porównaniach do "Megalopolis" Francisa Forda Coppoli, często wymienianego jako przykład projektu, w którym ambicje wyprzedziły rzeczywistość, zwłaszcza u księgowych liczących finansowe straty. "Ręką Dantego" nie jest aż tak kosztownym dziełem, a ambicji w ich realizowaniu nie da się Julianowi Schnablowi odmówić.
Ręką Dantego - recenzja. Porzućcie nadzieję na "zwyczajny" film
Nick Tosches (Oscar Isaac) jest pisarzem, de facto ekspertem, jeśli chodzi o Dantego Alighieri. Choć zawodowa fascynacja jego twórczością jest żywa, jak sam mówi, kiedyś go uwielbiał, teraz tylko lubi. Wkrótce za sprawą splotu wydarzeń staje przed obliczem mafijnego szefa Joe (John Malkovich), który ujawnia mu coś, w co długo nie wierzył: doszło do odkrycia oryginalnego manuskryptu "Boskiej komedii". Sprawa jest delikatna i tajna, w związku z czym Nick z pomocą najemnika Louiego (Gerard Butler) leci do Włoch, by ukraść go i sprowadzić go do Ameryki. Równolegle toczy się historia samego Dantego (również Isaac), ktory szuka inspiracji do stworzenia swojego opus magnum.
Amerykański reżyser nie jest typem twórcy, który bez przerwy jest w gazie i coś kręci. Jego ostatni film, poświęcony Vincentowi Van Goghowi (z Willemem Dafoe w roli głównej) miał swoją premierę 8 lat temu. Schnabel jako malarz jest silnie związany ze światem sztuki, nic więc dziwnego, że to dla niego bezpieczna tematycznie sfera. "Ręką Dantego", jak nietrudno po tytule się domyślić, dotyczy Dante Alighieriego, legendarnego włoskiego poety, autora "Boskiej komedii", powszechnie uznawanej za literackie arcydzieło wszech czasów. Reżyserowany (i współnapisany) przez Schnabla film nie jest jednak adaptacją poematu Dantego, ani nawet suchym biopicem artysty.
To coś znacznie ciekawszego, bardziej pomysłowego, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie zawsze udanego.
Już na poziomie wizualnym mamy do czynienia z dość interesującym zabiegiem - losy Dantego rozgrywające się setki lat temu zostały nakręcone w kolorze, zaś ta część akcji, która ma miejsce we współczesności, jest pokazana w czerni i bieli. Da się to całkiem logicznie zinterpretować - Schnabel w ten sposób pisze nostalgiczny list do czasów, w których sztuka czy pisanie były natchnionym procesem poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące ludzkiej egzystencji. Na czarno i biało koloruje czasy, w których kapitalistyczne myślenie zdominowało procesy artystyczne. Coś musi się opłacać, zgadzać z ekonomicznymi kalkulacjami.
Akcja filmu toczy się na dwóch, pięknie ujętych przez operatorskie oko Romana Wasianowa płaszczyznach - obserwujemy rozgrywające się setki lat temu losy Dantego oraz Nicka, który przez chęć odkrycia tajemnicy manuskryptu Alighieriego niejako staje się częścią przestępczego procederu, w którym po zdobyciu informacji usuwa się po cichu tych, którzy ich udzielili, a owy tryb życia zaczyna bohaterowi coraz bardziej ciążyć. To właśnie ta współczesna część historii jest jądrem całego filmu, podczas gdy powroty do przeszłości są raczej sporadyczne, niczym wspomnienia.

Schnabel niby próbuje rysować jakieś paralele między tymi światami, zwłaszcza szukając w Nicku nowego wcielenia Dantego, ale moim zdaniem nie wychodzi to zbyt płynnie. Łatwiej odnieść wrażenie, że retrospekcje są "zwyczajnymi", krótkimi spojrzeniami w głąb artystycznego jestestwa Dantego, aniżeli jawnym zestawianiem obu rzeczywistości. W tym kontekście zarzuty o przerost formy nad treścią wydają się niestety całkiem zasadne, choć daleki byłbym od twierdzenia, że Schnabel zrobił to sztucznie. Reżyser stworzył kolosa, którego mimo niezbyt stabilnej budowy i nie zawsze przyswajalnej formy, chce się doświadczać i w jakiś sposób podziwiać.
Pomysł połączenia historii genezy stworzenia "Boskiej komedii" i przeniesienia się do współczesności, gdzie jest ona traktowana jako towar do sprzedania za wielkie pieniądze, sam w sobie jest dobry. Pretensjonalny, objawiający się w nie zawsze zrozumiałych dialogach ton i fabularne rozpraszanie się przez Schnabla niestety jednak częściej działa raczej na niekorzyść filmu. Z drugiej strony jednak trudno go zaszufladkować. "Ręką Dantego" to pełen rozmachu filmowy eksperyment, który pomiędzy wzbudzaniem w widzu zagubienia, przemyca refleksje na temat postrzegania piękna, myślenia przede wszystkim pod kątem materialnym, dostrzegania wartości, których oko nie zobaczy, pożądania absolutu, gonienia za geniuszem, pragnienia dotknięcia świętości. Nawet jeśli Schnabel stawia sobie poprzeczkę tak wysoko, że nieraz ma problem z doskoczeniem do niej, lubię kino, które podejmuje intelektualne, nieoczywiste wysiłki. To jest właśnie ten przypadek.

"Ręką Dantego" może pochwalić się obsadą tak bogatą i ciekawą, że na papierze konkurującą nawet z "Odyseją" Nolana. Co więcej - niektórzy jej członkowie wcielają się w dwie postacie, każda z innych czasów. Wśród nich jest Oscar Isaac, na którego barkach osadzona jest większość odpowiedzialności za film. Aktorowi udaje się jej sprostać - zwłaszcza jako Nick ma w sobie sporej pokłady magnetyzmu, melancholii, energii człowieka, który stara się znaleźć sens życia. Radzi sobie też jako posępny, wyraźnie myślący o rzeczach wielkich i zatracony przez egzystencjalny kryzys, Alighieri. Czy to jego najlepsze role w karierze? Zdecydowanie nie, natomiast aktor ten udowadnia, że niezależnie od filmu, w którym gra, zawsze trzyma wysoki poziom.
Po Isaacu jednak od dawna spodziewam się samych aktorskich dobroci, jednak Gerard Butler już lata temu pozbawił mnie takich myśli i przestałem liczyć, że wzniesie się na swoje wyżyny. Ku mojemu zaskoczeniu, notuje on jedną z najlepszych ról w "Ręką Dantego". Podobnie jak w przypadku kolegi z ekranu - niekoniecznie kupuję go w papieskim wydaniu, ale jako wulgarny, lekko psychopatyczny i mający prosty (przez co często zabawny) tok myślenia Louie, Butler kradnie show. John Malkovich niezbyt przekonał mnie do siebie w roli szefa mafii, oglądanie Gal Gadot w akcji niezmiennie jest torturą dla oczu i umysłu, niezłe epizody notują Al Pacino i zwłaszcza Martin Scorsese (!) w roli mentora Dantego, zaś Jason Momoa kontynuuje udaną passę grania psychopatycznych siłaczy.

"Ręką Dantego" to film bardzo ambitny i to trzeba jasno podkreślić. Oczywiście nie zwalnia go to z bycia obiektem krytyki, a niestety w tym przypadku pola do tego nie brakuje. Biorąc jednak pod uwagę niską jakość produkcji często taśmowo wypuszczanych w świat przez platformy streamingowe, zdecydowanie doceniam, że Netflix postawił na dzieło Juliana Schnabla. To 153 minut, które i prowokuje mózg do pracy, i pozwala nacieszyć oko.
"Ręką Dantego" od 24 czerwca jest dostępne do obejrzenia na Netfliksie.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Wielka fala premier na Netfliksie. Ponad 20 nowości w serwisie
- Zagmatwane zakończenie w Za wszelką cenę. Wyjaśniały finał serialu Cobena
- Widzowie zachwyceni serialem Za wszelką cenę. Oto podobne tytuły
- Adamczychę odwiedzisz we Wrocławiu. Fani 1670 muszą to zobaczyć
- To miał być Biały Lotos od Netfliksa. Kto jeszcze dał się nabrać?
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.