Prawie ćwierć wieku po tym, jak Peter Jackson zaprezentował nam otwarcie swojej wspaniałej trylogii - film „Drużyna Pierścienia” - właściciele franczyzy szykuje się do rozbudowy kanonu kinowych adaptacji J.R.R. Tolkiena. Będzie to rozbudowa bazująca na nowych pomysłach - i jest to jeden z faktów, które istotnie niepokoją fanów.

„Władca Pierścieni” Petera Jacksona jest uznawany za jedną z najlepszych trylogii w historii kina, a co najmniej jedna z odsłon regularnie pojawia się w prestiżowych zestawieniach najwybitniejszych filmów wszech czasów. To, jak wielkim uznaniem i miłością darzą je widzowie oraz krytycy, jest naprawdę wielką rzadkością.
Mimo że Tolkien Estate przez lata zezwalało na kolejne adaptacje twórczości J.R.R. Tolkiena, wydarzenia z głównej trylogii pozostały nietknięte. Sam Jackson powrócił, by nakręcić trzyczęściowego „Hobbita”, którego pierwsza odsłona zadebiutowała w 2012 r. W 2022 r. Prime Video rozpoczęło emisję serialu „Pierścienie Władzy”, a cykl gier osadzonych w Śródziemiu doczekał się dwóch części. Wszystkie te produkcje były jednak prequelami rozgrywającymi się dziesiątki lub setki lat przed wydarzeniami z filmów Nowozelandczyka.
Przez dekady żaden film, serial ani gra osadzona w świecie „Władcy Pierścieni” nie zbliżył się do trylogii Jacksona ani fabularnie, ani chronologicznie. Teraz ma się to jednak zmienić za sprawą nadchodzącego filmu „Władca Pierścieni: Polowanie na Golluma”. I wszystko wskazuje na to, że nowa produkcja wprowadzi istotne zmiany do kontekstu oryginalnej trylogii. Jak słusznie zwracają uwagę fani na Reddicie i jeden z dziennikarzy serwisu Screen Rant - ta świadomość nie napawa optymizmem.
Władca Pierścieni: nowy film zmodyfikuje kanon
„Polowanie” opiera się na wydarzeniach opisanych w „Drużynie Pierścienia” oraz dodatkach autorstwa J.R.R. Tolkiena. Film skupi się na poszukiwaniach Golluma prowadzonych przez Aragorna tuż przed wydarzeniami z pierwszego filmu. Choć Peter Jackson nie stanie za kamerą - funkcję reżysera przejął odtwórca roli Golluma, Andy Serkis - będzie on producentem projektu.
Już sam fakt powstania „The Hunt for Gollum” oznacza poważną ingerencję w filmową wersję „Władcy Pierścieni” i oryginalny kanon. Akcja rozgrywa się bowiem w samym środku wydarzeń „Drużyny Pierścienia”. Produkcja będzie częściowo prequelem poświęconym Aragornowi i jego działalności jako Strażnik Północy, a jednocześnie sidequelem, który szerzej opisze losy Golluma oraz jego tortury z rąk Saurona.
Wszystkie te nowe elementy zmienią kontekst wydarzeń z „Drużyny Pierścienia”, a także pogłębią historie i charakterystykę dwóch kluczowych bohaterów całej trylogii: Aragorna i Golluma. Nawet jeśli film nie będzie bezpośrednio zaprzeczał wydarzeniom przedstawionym w „Drużynie Pierścienia” i jej kontynuacjach, dostarczy ogromnej ilości zupełnie nowego tła fabularnego do historii, która wcześniej ani go nie posiadała, ani go nie potrzebowała. Zresztą - nie bez powodu Jackson pominął te wydarzenia w swoich filmach, a Tolkien nie poświęcił im wiele czasu.
Drobiazgiem wydaje się to, że film - jak niektórzy podkreślają - zmodyfikuje również sposób odbioru całej trylogii. Oglądanie całej serii w porządku chronologicznym może sporo zmienić - pierwsze pojawienie się tajemniczego Obieżyświata w Bree przestanie być pełne napięcia, ponieważ widzowie wcześniej poznają tę postać bardzo dokładnie.
Kluczowy powód, dla którego „The Hunt for Gollum” może w praktyce zmienić filmowy kanon trylogii Petera Jacksona, wiąże się z tym samym problemem, z którym zmagał się „Hobbit” - chodzi o skromną ilość materiału źródłowego. „Hobbit” to pojedyncza książka licząca około 300 stron, a mimo to została rozciągnięta do trzech filmów o łącznym czasie trwania blisko dziewięciu godzin. Tymczasem „Polowanie na Golluma” opiera się zaledwie na kilku wzmiankach i przypisach rozsianych po twórczości Tolkiena, a mimo to ma wypełnić objętość pełnometrażowego filmu.
To oznacza, że Andy Serkis i Peter Jackson będą musieli w dużej mierze sami dopowiedzieć wydarzenia, stworzyć masę nowych dialogów i postaci oraz wymyślić kolejne wątki fabularne. I właśnie to było jedną z największych wad trylogii „Hobbit”. To sztuczne rozbudowywanie historii wielu widzów uznało za niepotrzebne, a cała trylogia ucierpiała przez problemy z tempem i spójnością narracji.
„The Hunt for Gollum” wymaga znacznie większej rozbudowy. „Hobbit” przynajmniej miał do dyspozycji pełną powieść i rozwijał sceny, które już istniały w materiale źródłowym. Tymczasem nowy film dysponuje znacznie uboższą bazą. Aby stworzyć pełnometrażową historię, twórcy będą musieli wykazać się znacznie większą kreatywnością i dopisać wiele elementów, o których Tolkien nie wspomniał (co już samo w sobie może wyprowadzić z równowagi bardziej ortodoksyjnych fanów źródła). Być może z uwzględnieniem możliwości powstania kolejnych kontynuacji mających dalej rozwijać i monetyzować franczyzę. Fakt, że za sterami stoi teraz Serkis, również niepokoi - jak na razie jego reżyserskie portfolio składa się z raczej nieudanych projektów.
Poza tym „Hobbit” funkcjonował jako odrębna historia rozgrywająca się wiele dekad przed wydarzeniami z „Władcy Pierścieni”, dlatego łatwo było oddzielić go od oryginalnej trylogii. „The Hunt for Gollum” rozgrywa się natomiast w trakcie wydarzeń z pierwszego filmu i stanowi jego bezpośrednie uzupełnienie. Jeśli twórcy nie zachowają odpowiedniej ostrożności, nowy film może zostać odebrany jako dzieło psujące odbiór genialnej adaptacji Jacksona.
Premiera POLOWANIA NA GOLLUMA odbędzie się 17 grudnia 2027 r.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nowa Vaiana przekroczyła granicę. Mam dość - recenzja
- Elon Musk obraził Toma Hollanda. Nie tego, o którym myślicie
- Twórca epickiego fantasy nie powtórzy błędów Gry o tron. Możemy być spokojni
- O czym jest Odyseja Homera? Warto wiedzieć przed filmem
- Czekasz na Odyseję od Nolana? Wersja z Temu już dostępna na VOD
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).