Kinowa emisja "Avengers: Endgame" w wersji rozszerzonej budzi wiele wątpliwości ze strony fanów, zwłaszcza ze względu na dość skromną ilość dodatkowego materiału i wycieki, które pojawiły się w sieci. Nie zmienia to jednak tego, że chęć obejrzenia filmu w kinach bierze górę, co przekłada się na wyniki w box office.

"Koniec gry" rozgrywa się niedługo po tym, jak Thanos (Josh Brolin) unicestwia połowę istnienia we Wszechświecie. Bohaterowie, którzy ocaleli, decydują się odszukać Thanosa, by odebrać mu Kamienie Nieskończoności i przywrócić do życia wszystkich, których zabił. Okazuje się, że ten je zniszczył, przez co Thor skraca go o głowę. 5 lat później, dzięki niespodziewanemu splotowi wydarzeń, Avengersi zyskują realną szansę na to, by odwrócić bieg wydarzeń i zawalczyć o odzyskanie tego, co zostało utracone.
Avengers: Endgame znów na szczycie box office. Wersja rozszerona zarabia
"Avengers: Koniec gry" był jednym z największych filmowych widowisk w historii nie tylko superbohaterskiego kina. Wielu uznało go za godnego w miejsca czołówce epickich filmów science diction, zaś w MCU "Endgame" zyskało miano niedoścignionej jakościowo produkcji, będacej punktem odniesienia dla wszystkich kolejnych filmów. To właśnie z tego powodu o wielu najnowszych filmach czy serialach Marvela mówi się jako o produktach ery "post-Endgame". Nie powinno zatem dziwić, że wersja rozszerzona, nawet o niewielki materiał, wciąż jest dla kinomanów łakomym kąskiem.

Liczby tym bardziej to potwierdzają. Według najnowszych danych, "Koniec gry - wersja rozszerzona" w ramach box office'u dorzuciła do skarbca dodatkowe 86 milionów dolarów - 26 mln w USA, zaś 60 na rynkach międzynarodowych. Jak informuje ScreenDaily, najwięcej pieniędzy spoza USA przyniosły Chiny (13,5 mln), a na kolejnych miejscach pod tym względem znalazły się Wielka Brytania i Irlandia (5,4 mln), Meksyk (4,2 mln), Indie (2,8 mln), Japonia, Włochy (oba po 2,6 mln), Brazylia (2,2 mln) czy Francja (2,1 mln). Uwzględniając tę kwotę, łączny dochód "Endgame" z box office wynosi ok. 2,885 mld dolarów.
To oznacza, że film braci Russo jest na dobrej drodze, by przegonić "Avatar" i zostać najbardziej dochodowym dziełem w historii kina. Przewaga nie jest zbyt duża - dzieło Jamesa Camerona zgromadziło na swoim koncie 2,923 mld dolarów, a zatem oba filmy dzieli ok. 38 milionów. Najbliższy czas pokaże, czy widowisko Marvela doskoczy do tego pułapu.
Jaki sygnał to wysyła w świat? Taki, że choć wątpliwości co do potencjalnej jakości filmów Marvela i zarazem kondycji MCU jako uniwersum, nie ma mowy o żadnym upadku, czy - nomen omen - końcu gry. Superbohaterskie kino z tej filmowej stajni wciąż się liczy, nawet gdy wypuszcza na wielki ekran bardzo skromnie poprawioną wersję, ubogaconą o tylko kilka minut. To też argument, który może dać braciom Russo trochę spokoju ale i dodatkowej odpowiedzialności - świat nie jest obojętny na kino Marvela, więc wypadałoby zaprezentować widzom jak najlepszą możliwą formę. Czy "Avengers: Doomsday" nam ją pokaże? Przekonamy się w grudniu.
Czytaj więcej o Marvelu na Spider's Web:
- Marvel pokazał zwiastun Avengers: Doomsday. Opadła mi szczęka
- Nowe sceny Avengers: Endgame połączą film z Doomsday. Warto czekać?
- Gdzie obejrzeć wszystkie filmy o Spider-Manie? Pełna rozpiska
- Wyciek fabuły Avengers: Doomsday. Rzeźnia to mało powiedziane
- Sprawdź tego Marvela sprzed 13 lat. Będzie znowu częścią MCU
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.