REKLAMA

Flash skradł Sheldonowi żonę. No takiego crossoveru w HBO Max jeszcze nie było

Stuart może i nie ratuje wszechświata, ale za to w HBO Max pojawili się Mr. Freeze od Batmana oraz nowy-stary Flash z DC u boku żony Sheldona z „Teorii wielkiego podrywu”. A czemu nie Zielona Latarnia? Bo odmówił! Takiego crossovera się nie spodziewałem.

Flash skradł Sheldonowi żonę. No takiego crossoveru w HBO Max jeszcze nie było
REKLAMA

„Stuart nie ratuje wszechświata” to nowa komedia od HBO Max, której twórcy w pełni korzystają z tego, iż finansuje ich wytwórnia Warner Bros. To zarazem kolejny spin-off kultowej „Teorii wielkiego podrywu”, ale zupełnie inny niż dotychczasowe prequele skupiające się na rodzinie Sheldona. Tym razem w centrum jest… nieśmiały sprzedawca komiksów mimowolnie wplątany w multiwersalną kabałę. Czekaj, co?!

Główny bohater wraz ze stoickim geologiem Bertem oraz sepleniącym i samolubnym Barrym Kripke, żyją sobie w postapokaliptycznej Pasadenie. Pewnego dnia wyruszają jednak w podróż pomiędzy światami, a w trakcie tych podróży do ich paczki dołącza z czasem ukochana Stuarta o imieniu Denise, co rozpoczyna jazdę bez trzymanki, bo trafili nawet na chwilę do… Matriksa.

REKLAMA

A potem Stuart i spółka ugrzęźli w świecie superbohaterów DC. Serio.

Bohaterowie po kolejnej podróży między światami zostali uwięzieni w… poświęconym ich perypetiom zeszycie wydawnictwa DC Comics zatytułowanym tak samo, jak serial. Ze zgrozą patrzyli z okładki na kolejny wariant sklepu Stuarta, ale dość szybko odkryli, że są w stanie podróżować ze strony na stronę i trafili na ulicę Gotham, czyli ojczystego miasta Batmana. Wykoncypowali, iż potrzebują pomocy.

REKLAMA

Tutaj pół życia spędzone z komiksami w dłoni w nowym świecie okazało się supermocą Stuarta. Szybka burza mózgów wystarczyła, by zadecydować, że pomocy od Batmana nie chcą, a z kolei Supermana uznali za nieosiągalnego. Postanowili odszukać innego herosa, który mógłby im pomóc w powrocie do domu, czyli Flasha z jego kosmiczną bieżnią, strojąc sobie z niego nieco żartów.

Nasi bohaterowie z przypadku udali się samolotem do Central City, gdyż wiedzieli, iż Flash w tym mieście urzęduje i dość szybko na niego trafili. Pech jednak chciał, że złowroga multiwersalna oraz obdarzona świadomością czarna chmura wysłała w pogoń za nimi, z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, Mr. Freeze’a, złoczyńcę z komiksów o Batmanie. I ten ich w końcu dopadł.

REKLAMA

Dzięki temu mogliśmy obejrzeć pojedynek, jakiego na ekranie jeszcze nie było: z jednej strony ubrany w kombinezon szalony naukowiec, a z drugiej superszybki Jay Garrick, pierwszy i zarazem najstarszy Flash ze Złotej Ery Komiksów DC. No, a przynajmniej jego fragment - druga część walki nam umknęła. Stuart ją na gorąco komentował, co jest meta-żartem z braku budżetu na pokazanie jej w całości.

Flash w końcu zwyciężył, a bohaterowie uprosili go o pomoc. Pomogła im jego ukochana, którą w tym uniwersum okazała się… Amy, czyli żona Sheldona z „Teorii wielkiego podrywu”! Jay ruszył poprzez multiwersum i odstawił Stuarta z towarzyszami do kolejnej rzeczywistości - ale co dokładnie ich tam czeka, tego dowiemy się z następnego, finałowego już odcinka „Stuart nie ratuje wszechświata”.

REKLAMA

Stuart kontra DC Universe

Intro do „Stuart Fails to Save the Universe” jest jednym wielkim burzącym 4. ścianę easter-eggiem, za pośrednictwem którego scenarzyści komunikują się z fanami. Tym razem pod koniec pojawiła się informacja, iż planowali, by w ich serialu wystąpił Zielona Latarnia, który… „im odmówił”. Jest to oczywiście bezpośrednie nawiązanie do emitowanego równolegle przez HBO serialu „Latarnie”.

REKLAMA

Cameo superbohaterów DC w spin-offie „Teorii wielkiego podrywu” to świetny meta-dowcip, ale jest w tym wszystkim łyżka dziegciu. To smutne, iż postacie takie jak Mr. Freeze i Flash zobaczyliśmy w kostiumach wyglądających niczym wyciągnięte z kultowych komiksów ze Złotej Ery w serialu komediowym od HBO Max, a nie w kinie za sprawą DC Universe. Tu na debiut tych postaci ciągle czekamy.

REKLAMA

Czytaj inne nasze teksty poświęcone „Teorii wielkiego podrywu”:

Pojawiło się jednak pewne światełko w tunelu i to może być nadciągający… Barry Allen! W mediach społecznościowych pojawiły się plotki, jakoby dotychczasowy odtwórca tej roli, czyli Grant Gustin grający tę postać w serialu „The Flash” będącym częścią „Arrowverse” mógłby powrócić do roli jako inny wariant tego superbohatera w ramach DC Universe. Ciekawe, co na to James Gunn!

REKLAMA

Myślę jednak, że nawet jeśli tak się stanie, to Barry Allen nie zostanie Flashem w DC Universe na lata. Grant Gustin może pojawić się głównie po to, by przekazać pałeczkę w ręce nowej inkarnacji innej postaci posługującej się w komiksach tym pseudonimem, czyli np. Wally’ego Westa. Byłoby to spójne z tym, co widzieliśmy w „Latarniach”, bo tam głównym bohaterem nie jest Hal Jordan, tylko John Stewart.

REKLAMA
Piotr Grabiec
Redaktor

Dziennikarz działu technologie, w Grupie Spider’s Web od 2012 r. Ekspert w tematyce Apple'a, który w swoich tekstach skupia się również na telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą działu Spider's Web Rozrywka, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA