Dodatkowy powód, by pojechać na Open’er Festival 2018. Zagrają Arctic Monkeys
Open’er Festival 2018 to impreza muzyczna, na którą warto się wybrać ze względu na zaproszone gwiazdy wielkiego formatu. Jej organizatorzy właśnie dali nam nowy powód do wycieczki na festiwal: występ Arctic Monkeys.
I mieć z tego niesamowitą przyjemność, tak jak za czasów Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not z 2006, pierwszego albumu Małp. Minęło siedem lat i w końcu mogę powiedzieć: słucham Arctic Monkeys – tak jak za licealnych czasów. Wróciła energia, wróciło to magiczne „coś” niedające mi spokoju, przyjemność ze słuchania i przemożna chęć chwycenia instrumentu, gdy tylko słyszę jakiś riff. Po prostu nie da się oderwać od AM – najnowszej, piątej już płyty Arctic Monkeys.
Nowe Arctic Monkeys - brytyjsko, erotycznie, wielkomiejsko?
Spadkobiercy Oasis. Jedyni wielcy z fali rocka z początku milenium, którzy pozostali wielcy i wciąż zachowali charakter i gitarowy pazur. Może dlatego, że się na nią spóźnili. Jedyni, którzy potrafili ewoluować zgodnie z trendami. Tak przynajmniej zapowiadają utwory, które już znamy, a które pochodzą z albumu „AM”.
Tak bardzo rockowi Arctic Monkeys jeszcze nigdy nie byli
Arktyczne Małpy nowym singlem dają nam posmakować stylu na nowej płycie. Jeżeli obietnica złożona w brzmieniu najnowszej piosenki zostanie dotrzymana, spodziewam się absolutnie fantastycznego albumu.
Open’er Watch #4: Arctic Monkeys przed ostatnią szansą
Arctic Monkeys swego czasu byli rewolucją na brytyjskim rynku muzycznym. Grupka młodziutkich chłopaków przed dwudziestką nagle trafiła na czołówki gazet, zaczęła zamykać największe muzyczne festiwale i być porównywana do samych The Beatles. Ale jak to zwykle bywa z młodocianymi gwiazdami, schody zaczęły się dopiero później…
Arctic Monkeys, bo o nich mowa, są wyjątkowi. Nie dlatego, że ich muzyka jest taka, czy wyróżniają się imagiem niczym Marilyn Manson. Otóż zostali całkowicie wylansowani przez Internet. Gdyby nie to, nikt by nie słyszał o Arctic Monkeys. Smutne, czyż nie? Zwłaszcza, że ich pierwszy album, wspomniany Whatever…, stał się najlepiej sprzedającym debiutanckim albumem w Wielkiej Brytanii w całej historii fonografii. Wylansowani na gwiazdy indie rocka, stali się ikonami, czy na razie ikonkami tego gatunku, czy całej podkultury na wyspach.