Wraz z kolejnym filmem obserwujemy jak Andy, właściciel wszystkich zabawek będących głównymi bohaterami, dorastał i jego zainteresowania coraz bardziej oddalały się od lalek i figurek. To jedna z tych serii, w których widzowie dorastali razem z całym jej światem. Każdy, kto miał kilka lat w czasie premiery pierwszego Toy Story, poczuł to dziwne kołatanie w sercu, kiedy cała trylogia wreszcie się zakończyła 15 lat później. Tak… przynajmniej mogę powiedzieć z mojego osobistego doświadczenia.
Patrząc na ten antyczny serial dzisiaj, pokazany światu na blisko cztery dekady przed czasami, kiedy postać sportretował Christopher Reeve – jasne, że bawi dziecinność i naiwność scenariuszy. W pierwszym odcinku, szalony naukowiec (tak też się podpisujący) wysyła do Daily Planet list, w którym grozi uwolnienie swojego morderczego promienia „elektro-eutanazji” (nawet nie chcę pytać). Kiedy Lois Lane zostaje przez niego schwytana w laboratorium, Superman powstrzymuje ten promień… ciosami z pięści. Spróbuj tak kiedyś walnąć laser. Nie tak łatwo.
Powrót do domu jest nieco… inny. Zamiast podróży po kosmosie, załoga Enterprise musi cofnąć się w czasie do… San Francisco. Czemu? Żeby przywieźć do współczesności humbaka i tym samym, nie rozgniewać wielkiego walca z kosmosu, który naprawdę lubi gadać z waleniami (będzie lepiej, jeśli nie będziesz tego kwestionować).
W czerwcu 1959 roku, gazety podały przerażającą wiadomość: Superman zastrzelił się w swoim domu. George Reeves, pierwszy filmowy Człowiek ze Stali skończył ze swoim życiem pociągając za spust po długotrwałej depresji i niezbyt owocnej karierze. Aktor miał naprawdę duże ambicje, ale po tym jak publiczność zaszufladkowała go w jednej roli – nie był w stanie już znaleźć pracy w zawodzie. Dokładne okoliczności i powody, które skłoniły go do samobójstwa wciąż pozostają pewną tajemnicą. Ale pomimo wielu prób i kilku teorii spiskowych dotyczących jego śmierci, nikt tak naprawdę nie znalazł żadnych satysfakcjonujących dowodów obalających oficjalną wersję. Także, wspomniane kontrowersje wyrosły głównie z racji kilku wątpliwych zeznań znajomych i rodziny, także cała sprawa wydaje się dużo jaśniejsza niż inne, znane i tajemnicze śmierci Hollywood.
Sukiyaki Western Django. Japoński gulasz zachodnich potraw
Jego bardziej znane historie zazwyczaj opowiadają o porachunkach gangów i yakuzie, ale i tak wielu krytyków wciąż zalicza je do horroru, ze względu na wyjątkowo obfite i sugestywne sceny tortur. Ten gość jest w stanie wzbudzić kontrowersje w Japonii, której kino nigdy nie odwracało się plecami od brutalności i seksu. I pisząc o tym wszystkim muszę zaznaczyć, że zazwyczaj przy omawianiu jego monstrualnie obszernej filmografii, wielu krytyków gubi fakt, że Takashi Miike jest wciąż twórcą o dużej wrażliwości artystycznej, który nie tylko nie wstydzi się żadnej ze swoich inspiracji, uwielbia się nimi chełpić i wystawiać je na pierwszy plan, często zmieniając ich znaczenie poprzez ustawienie w innym kontekście. I pomimo takiej nieszczęsnej reputacji, Miike stworzył też szereg kompletnie „bezkrwawych” i familijnych filmów (jak np. wyśmienity Zebraman). Jest to człowiek, który ma naprawdę sporo do powiedzenia i nie da się go łatwo szufladkować do jednej kategorii.
Don Johnston (nomen omen) jest podstarzałym zdobywcą damskich serc. Kiedy kolejna kochanka postanawia go opuścić, zauważa tajemniczy, niepodpisany list pod swoimi drzwiami. Wewnątrz, oczekuje go wiadomość o tym, że ma dziecko z dziewczyną poznaną 19 lat wcześniej. I chłopak właśnie wyruszył na poszukiwania swojego ojca. Bez żadnej wiedzy co z tym dalej robić, przedstawia przesyłkę swojemu sąsiadowi Winstonowi. Przy jego pomocy, udaje się zawęzić listę ewentualnych adresatek do czterech kobiet. Przyjaciel przygotowuje cały plan podróży i wszystkie niezbędne atrybuty (mapy, bilety, adresy i… płytkę CD z etiopską muzyką funk) aby Don wyruszył w podróż mającą rozwikłać zagadkę. Choć, zrazu niechętny, w końcu decyduje się na to przedsięwzięcie.
Hero jest najbardziej znanym i najwyżej ocenianym filmem wuxia w reżyserii Zhanga Yimou. I oglądanie daje wrażenia porównywalne z baletem – przepiękna scenografia, walki przedramatyzowane, a fabuła opowiada o losach państwa, zdrady, miłości, lojalności. Całość jest jak teatralny spektakl, zachowując duży dystans do rzeczywistości, ale i traktując się w bardzo poważny sposób. Szczególnie uderzające są przepiękne ujęcia, świetna praca kamery i wręcz poetycka choreografia walk. Każdy kadr filmu jest jak malowidło, na tle którego odbywa się taniec. Bohaterowie wylatują na kilkadziesiąt metrów w powietrze, skaczą po jeziorze przy akompaniamencie muzyki granej na tradycyjnych chińskich instrumentach i z wielką emfazą mówią o wielkich sprawach. Ogromny rozmach, tysiące statystów i przepiękne stroje cały czas zadziwiają widza. Hero nawet nie próbuje udawać akuratności historycznej- to baśń.
Jest fikcyjny, ale wie o tym. Przypadek Harolda Cricka do obejrzenia na VOD
Czytając takie streszczenie, mogłoby się wydawać, że to typowy film Willa Ferrella. Nic podobnego. Aktor, znany głównie z głośnych i krzykliwych komedii, zagrał tutaj nadzwyczaj subtelną i sugestywną rolę. Wszystko jest poprowadzone bardzo delikatne i choć wciąż jest śmiesznie – jest to film pozbawiony tępawych gagów i odniesień do popkultury. Cały humor wypływa niemal wyłącznie z zabawnie ustawionej sytuacji. Takie podejście do sprawy może mocno zaskoczyć przeciętnych fanów głównego aktora – bo nie jest nic nawet w pobliskich klimatach do filmów takich jak Starsky & Hutch czy Legenda Telewizji. Niektórzy z nich, szczególnie Ci preferujący jego bardziej charakterystyczny repertuar, mogą nawet poczuć lekkie znudzenie pod koniec filmu.
5 sposobów na wciśnięcie Jackiego Chana do Avengers
Podobnie jak Shen Kuei i Shang Chi, Iron Fist pochodzi z serii Masters of Kung Fu. Jednakże, w przeciwieństwie tamtych postaci, jemu udało mu się zebrać pewną fanbazę i wystąpić w kilku bardziej znanych tytułach (współpracował między innymi z Wolverine’m). Iron Fist potrafi skoncentrować swoją energię Chi w pięści (stąd ksywa), jest mistrzem wszelkich sztuk walki i posiada umiejętność regeneracji. Niestety,poza samym faktem, że obydwaj panowie są Azjatami biegłymi w finezyjnym kopaniu po pysku – nie ma większych podstaw, żeby Jackie grał jego rolę (wydaje się też być odrobinę za stary). Ale oddałbym każde pieniądze, żeby zobaczyć go w tym groteskowym kostiumie.
Fabuła opowiada o wysoko kwalifikowanym rabusiu, który zostaje zdradzony przez wspólników, po czym leży porzucony we krwi na środku drogi. Uratowany przez rodzinę farmerów, jak każdy brutal z zasadami, Parker postanawia wyruszyć na wielką vendettę przeciwko niesprawiedliwości, zabić byłych kolegów po fachu i zgarnąć łup z ich następnego napadu. Jeśli planujesz zobaczyć ten film – nie ma żadnego zaskoczenia, żadnego przebiegu wydarzeń, którego nie można przewidzieć w przeciągu pierwszych kilku minut. I jeśli widziałeś inne adaptacje prozy Westlake’a – właściwie… widziałeś już ten film. Kilka razy.
Najgorsze filmy na podstawie gier (pomijając Uwe Bolla)
Jeśli jesteś graczem, który lubi też często zaglądać do kina: na pewno nieraz zastanawiałeś się nad tym czemu tak wiele adaptacji gier jest tak… słabych.
Animowany Batman - najbardziej wpływowe wcielenie Mrocznego Rycerza
Nie wszyscy doceniają ogromny wkład, jaki Batman: The Animated Series miało nie tylko na sposób w jaki prezentowani są superbohaterowie w animowanych programach telewizyjnych, ale i na samą postać Batmana.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym filmie, uważałem to za świetny pomysł. Jako uczeń podstawówki, potrafiłem wydać wszystkie swoje drobniaki na automatach, dosłownie w czyimś garażu, hucznie nazwanym „Salonem Gier”. Pamiętam, że czasem całkiem serio wyobrażałem sobie, co mogą robić postacie wewnątrz, już po zamknięciu. Ralph Demolka ma pomóc widzowi w ponownym przeżyciu takich chwil. I w dużej mierze, spełnia to zadanie znakomicie. Bo wszystko zaczyna się w pewnym, wciąż ocalałym salonie Arcade…