Z okazji tegorocznego panelu na Comiconie, największym na świecie konwencie komiksowym, filmowym i science-fiction (który w chwili obecnej stał się festiwalem wszystkiego, co nerdowe) Reżyser Zack Snyder zapowiedział, że kontynuacja Człowieka ze Stali zawierać będzie jednego, szczególnie niespodziewanego gościa.
Pięciu superbohaterów wciąż zasługujących na własny film
Blue Beetle został stworzony w 1939 roku dla wydawnictwa Charton Comics (od dawna własność DC). Tak jak wiele postaci z tej listy, przeżył liczne przemiany i był portretowany na różne sposoby przez lata. Pierwszym Blue Beetle był Dan Garret, który uzyskał swoje moce od mistycznego skarabeusza, którego odnalazł podczas wykopalisk w Egipcie. Po kilku latach, jego tytuł został przejęty przez Teda Korda. I choć temu drugiemu udało się nawet dostać do Ligi sprawiedliwości, nie grał nigdy żadnej znaczącej roli. W wyniku tego, DC postanowiło wcisnąć tajemniczego skarabeusza latynoskiemu nastolatkowi Jamie’mu Reyes. Niestety, fani poprzednich inkarnacji postaci praktycznie zignorowali nową serię i przez to Niebieski żuk jest chyba najmniej znaną postacią z tej listy.
Zakochany bez pamięci - Nieśmiertelny blask czystego umysłu
Każdy z nas przeżywał kiedyś trudne rozstanie. Czy to swoje własne, czy też kogoś bliskiego. Jim Carrey gra Joela – znerwicowanego samotnika, który nie jest w stanie zbudować żadnych trwałych relacji z kobietami. Poznaje Clementine – swoje dokładne przeciwieństwo charakteru. Żywa, energiczna i wyjątkowo otwarta na ludzi . Dziwnym zbiegiem okoliczności ich drogi krzyżują się ze sobą, ale zazdrość, wzajemna nieufność i różnice w stylu życia powodują nieuchronny upadek związku. Zranieni kochankowie, chcąc zapomnieć o wzajemnej krzywdzie, korzystają z usług Firmy Lacuna, specjalizującej się w usuwaniu wspomnień po wyjątkowo ciężkich przeżyciach. Od momentu, kiedy Joel trafia do placówki – obserwujemy całą historię w formie halucynacji w trakcie zabiegu – czy też snów, w których całe wspomnienia znikają z egzystencji. Rzeczywistość snu pozwala reżyserowi na sporą ilość eksperymentów. Zastosowane efekty specjalne przypomina magię wczesnego kina, gdzie ludzie przychodzący ma seans zastanawiali się jak coś podobnego mogło być w ogóle możliwe. I to ważne, gdyż w dzisiejszych czasach większość efektów specjalnych jest wykonywana w programach komputerowych, których magia jest dla widza rozczarowująco przejrzysta.
Kiedyś Alex Kerner był dumny, że pierwszy Niemiec w przestrzeni kosmicznej pochodził z wschodnich Niemiec. Jego ojciec zwiał do zachodnich Niemiec, zostawiając jego matkę samotnie z dziećmi – ona zaś, po tych wydarzeniach stała się zatwardziałą idealistką i zaczęła poświęcać każdą swoją wolną chwilę Partii. Alex jako nastolatek wziął udział w demonstracji przeciwko komunistycznemu rządowi i został za to nawet aresztowany. Christine, jego matka dostaje na wieść o tym ataku serca, co kończy się ciężką śpiączką. Okazuje się, że jedna z pielęgniarek to dziewczyna którą przelotem widział podczas strajków – wkrótce zawiązują bardzo trwałą więź. A mama wciąż śpi. Obserwujemy jak cały świat zmienia się dookoła niej. W międzyczasie pada mur berliński, pojawiają się kolorowe reklamy, program telewizyjny zdaje się być bardziej różnorodny niż wcześniej, a ludzie zaczynają ubierać się kompletnie inaczej. Kiedy Matka powoli zaczyna się budzić, lekarze boją się o jej słabe serce i mówią o tym, że nie powinna przeżywać żadnych intensywnych przeżyć.
W tej wersji, maski pająka nie zakłada zakompleksiony kujon Peter Parker, lecz wysportowany zawodnik motocrossowy imieniem Takuya Yashiro. Aby pomścić śmierć swojego ojca, walczy z wielką tajną i złą organizacją znaną jako Armia Żelaznego Krzyża. Aby utrzymać swoją tajną osobowość, zachowuje się jak kompletny mięczak i łamaga, kiedy nie ma na sobie kostiumu. Przez większość serii walczy z przeciwnikami przypominającymi raczej kitowców z śmiesznymi dziobami niż jakiegokolwiek z jego ikonicznych przeciwników Marvela. Ale najlepszą częścią każdego odcinka jest moment, kiedy Człowiek Pająk wzywa swojego monstrualnego robota i walczy z wielkim potworem wysłanym przez Armie Żelaznego Krzyża. Można łatwo zauważyć, że w istocie jest to mieszanina kilku różnych superbohaterów i poza samym strojem (i zmysłem pająka) – niewiele to ma wszystko wspólnego z czymkolwiek, co stworzył Stan Lee czy Steve Ditko.
Labirynt Fauna - przepiękna i dorosła baśń od twórcy Pacific Rim
Tymczasem, komunistyczni partyzanci wciąż utrzymują swoje pozycje w lesie i stają się coraz to większą solą w oku ciągle słabnących faszystowskich władz. Rzeczywistość hiszpańskiej wojny domowej odbija się również na dziewczynce. Pewnej nocy przychodzi do niej mała wróżka i prowadzi ją do labiryntu, gdzie czeka na nią… prawdziwy Faun. Ma dla niej trzy zadania do wykonania przed pełnią księżyca, żeby mogła stać się pełnoprawną magiczną księżniczką.
Człowiek, który gapił się na kozy, rozbijał chmury i cieszył widza
Zdawałoby się, że romans armii ze światem magii i okultyzmu staje się powoli kliszą, jeśli już od dawna ją nie jest. W “Człowieku, który gapił się na kozy” nie ma jednak żadnej wielkiej tajemnicy stojącej za Jedi. Tak, ich moce działają (jakby), ale ich użyteczność pozostaje raczej wątpliwa. Każdy członek tego oddziału kompletnie nie pasuje do samego konceptu wojska, co jest źródłem dużej ilości humoru w filmie. Ale temu wszystkiemu brak jest prawidłowej struktury. Scenariusz został luźno oparty na książce Jona Ronsona, i z racji tego, że – przyznaję się bez bicia- oryginału nie czytałem: nie jestem pewien, na ile dziwne skoki w narracji są winą pierwowzoru, a na ile dość niezgrabnego scenariusza. Nawet jak na dziewięćdziesiąt minut seansu, bywają momenty lekkiej nudy. Wydaje się wręcz, że nie ma tu na tyle historii, na której można by było oprzeć cały film. Ale na szczęście, humor i naprawdę wyśmienity pokaz aktorstwa ratuje sytuację.
Czas Zemsty, takiej absurdalnej i niepotrzebnie skomplikowanej
Scenariusz jest skomplikowany znacznie ponad miarę, a wyszkolenie i sposoby walki Victora sugerowałyby raczej kogoś pokroju Jamesa Bonda aniżeli prostego inżyniera z Węgier, za jakiego się przedstawia. I ja wiem, że to bardzo okrutny, brudny świat nowojorskiej mafii, ale w tym magicznym uniwersum, policja zdaje się kompletnie nie istnieć. Przestępcy mogą swobodnie chodzić sobie w biały dzień z monstrualnymi karabinami maszynowymi, zabijać na środku drogi i strzelać w niebo, a i tak nigdy nie pojawi się choć jeden radiowóz. To do pewnego stopnia zabawne, jak ten film równocześnie traktuje się ze śmiertelną powagą godną filmu dokumentalnego i jak bardzo oddalony jest od jakiejkolwiek rzeczywistości.
Bo Idy marcowe nie odkrywają Ameryki. Wszyscy wiemy, że świat polityki nie jest miejscem, do którego trafiają wyłącznie ludzie uczciwi i dobrzy. Przedstawiona sytuacja, choć do pewnego stopnia prawdopodobna, jest raczej mało wiarygodna i sprawia wrażenie nadmiar udramatycznionej w taki… typowo filmowy sposób. “Idy…” starają się przekazać wagę wydarzeń i sprawić, że nagle zacznie Ci zależeć na tych wszystkich bohaterach… ale ta sztuka nie udaje się do końca. Kilka nieszczęść napotkanych po drodze (w tym jedna śmierć) wyglądają na wymuszone i kończą jako deus ex machina – nie służą niczemu innemu niż popchnięciu fabuły do przodu. To powiedziawszy, narracja pozwala nam się oswoić z każdą zmianą i w żadnym momencie nie przynudza. To dobrze napisany scenariusz, ale równocześnie może być odrobinę rozczarowujący dla kogokolwiek, kto liczył na coś więcej.
Autor-Widmo w pogoni za prawdą. Polityka i CIA na dalekim tle
Akcja zaczyna się dość powoli – poznajemy bezimiennego pisarza, który został zatrudniony do spisania i zredagowania wspomnień byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa. Z powodów bezpieczeństwa, cały proces twórczy odbywa się na oddzielonej od reszty świata wysepce, na której znajduje się tylko luksusowa rezydencja i kilka wydm z krzaczkami po bokach. Jednakże, autor odkrywa, że historia opowiadana przez jego klienta ma nadzwyczaj dużo luk. Sprawie nie pomaga fakt, że równocześnie polityk zostaje oskarżony o zbrodnie wojenne. Wyjątkowo podejrzany wydaje się też wypadek poprzedniego pisarza pracującego dla Langa, który nieszczęśliwie zatonął… lub ktoś mu w tym pomógł.
Zatoichi - Ślepy mistrz miecza w ujęciu Takeshiego Kitano
Filmowi Takeshiego itano udaje się zarówno uchwycić cały urok oryginalnej serii, jak i dodać nowy, świeży powiew. Film jest trochę jak dramat samurajski, trochę jak komedia, trochę jak musical. I we wszystkim, czego tylko się podejmie- udaje mu się osiągnąć sukces.
Remake z 2007, w przeciwieństwie do wielu innych przeróbek klasyków, nie stawia przed sobą zadania przemodelowania oryginału do tego stopnia, że staje się nierozpoznawalny. W sumie, jedyna poważna zmiana w fabule dotyczy samego zakończenia. Dostajemy… lepszą wersję pierwowzoru. Praca kamery i montaż zostały uaktualnione, a sposób budowania relacji między bohaterami nie jest już tak naiwny, jak było niegdyś. Dzieło nakręcone przez Jamesa Mangolda nie robi nic szczególnie oryginalnego, nie poraża innością, czy też nie odtrąca miłośników oryginału.. Pomyślałbyś, że twórcy próbowaliby zwiększyć przemoc i brutalność w tej – i tak już zaskakująco dorosłej historii. Ale prawda jest taka, że w obliczu wielu innych, współczesnych Westernów, 3:10 do Yumy z 2007 wydaje się odświeżająco lekka.
Prestiż - morderstwo, magia i intryga do zobaczenia na Ipla
I w tym filmie nie mówimy wcale o ulicznych sztukmistrzach, czy ludziach występujących na karnawałach. Mowa o wielkich, podobnych Harry’emu Houdiniemu, iluzjonistach ery wiktoriańskiej, którzy dla swojej zajmowali całe teatry, a każda sztuczka pełna była splendoru i wykwintności. Poznajemy dwóch początkujących magików, Ruperta Angier (Hugh Jackman) i Alfreda Borden (Christian Bale), pracujących w roli lipnych „ochotników” z widowni. Obaj są wyjątkowo utalentowani i marzą o wielkości. Ale Alfred ma coś, czego brak jeszcze jego przyjacielowi – zdolność do poświęceń. Proponuje asystentce iluzjonisty (a prywatnie żonie Ruperta) inny sposób wiązania sznura podczas skomplikowanej sztuczki z kontenerem na wodę. Prowadzi to do śmierci kobiety. Od tego momentu, drogi obydwu panów rozchodzą się, a rywalizacja zmienia się w zaciekłą nienawiść i chęć wzajemnego zniszczenia.
Melodramat z kimono w tle - Wyznania Gejszy do zobaczenia na VOD
Film powstał na podstawie bestsellerowej powieści Artura Goldena. I miłośnicy oryginału na pewno docenią wiele elementów przeniesionych na ekran – świat Gejsz jest nadal pełen baw i uroku. A one nie są wyłącznie damami do towarzystwa – to cała filozofia życia, razem z całym arsenałem rytuałów, akcesoriów i specyficznej dumy. Czytelnicy mogą jednak zauważyć, że brak podstawowych rzeczy, które uczyniły oryginał tak sławnym – o ile książka operuje subtelnością, adaptacja nosi brzemię telenoweli. W książce, powolne tempo i opisy, a także hermetyczność świata może nie przeszkadzać w lekturze. Jednak to samo, co bywa ciekawe i magiczne w powieści, w filmie przekłada się na całe tony nudy i chwile, kiedy po prostu nic się nie dzieje. Bohaterowie nie wydają się być angażujący ani interesujący, i koniec końców, widzowi przestaje zależeć na jakimkolwiek z fabularnych rozwiązań.
Kiedy nie pracuje, spędza cały dzień na oglądaniu porno, seriali w tv, graniu i jedzeniu pizzy. To parodia gatunku superbohaterów wkomponowana w większe uniwersum Marvela. Zdarzało już mu się walczyć z Wolverine’m (kilka razy), Spider-manem, Punisher mu raz wysadził głowę w powietrze (ale spokojnie, odrosła).
Kick-Ass 2 w drodze, Jim Carrey nie chce o nim słyszeć
Już wkrótce premiera dlugo oczekiwanego Kick-Ass 2, sequela ironicznej parodii gatunku kostiumowych superbohaterów. Jim Carrey, który będzie grać tam Colonela Stars and Stripes (dość oczywista aluzja do Kapitana Ameryki), powiedział, że nie będzie brać udziału w promocji filmu, ze względu na jego brutalność.
Człowiek ze stali... bez czerwonych majtek - czyli o tym, jak się film ma do komiksu
Człowiek ze stali pozostaje względnie wierny komiksowym mitom, przynajmniej jeśli chodzi o ogólny zarys historii. Ale jak każda adaptacja – dokonuje wielu zmian i innowacji. Oto najciekawsze z nich.
Zapaśnik - Mickey Rourke jako najbardziej wzruszający z wszystkich starzejących się twardzieli
Zapaśnik opowiada o losach o fikcyjnego profesjonalnego wrestlera, Randy’ego “The Ram” Robinsona. Możesz na początku pomyśleć, że czeka Cię formuła znanego dramatu sportowego, i nic bardziej mylnego. Jest to bardzo ciekawie zrealizowana podróż w poszukiwaniu swojej tożsamości przez osobę, która jest znana wyłącznie ze swojej wymyślonej, scenicznej pozy. Nie jest żadną tajemnicą, że jeśli chodzi o wrestling, walki często są wyreżyserowane i przebiegają wedle określonego scenariusza, a większość ciosów ma bardziej wyglądać na wyjątkowo bolesne… niż naprawdę coś komuś zrobić. To powiedziawszy, zadane ciosy wciąż mogą powodować rany, a wysiłek ciała nie jest wcale mały. Tak po prostu jest, że tu bardziej liczy się spektakl niż właściwa walka.
Nędznicy - filmowa wersja broadwayowej legendy do zobaczenia w Ipla
Wielu już zauważyło: w obecnych czasach niemal każdy tytuł na cotygodniowym box office jest oparty na czymś istniejącym wcześniej. Sztuka remake’u czy adaptacji jest sama z siebie dość trudna – ale Nędznicy mają poprzeczkę postawioną znacznie wyżej. To wcale nie jest film oparty na książce Victora Hugo, jednego z największych klasyków literatury europejskiej. To adaptacja musicalowego spektaklu z Broadwayu. Adaptacja adaptacji – a to może być większym jeszcze większym wyzwaniem.
Wydaje się, że sukces napełnionych nostalgią do kina akcji Niezniszczalnych zrodził więcej powrotów, niż można było się spodziewać. Niedawno mieliśmy okazję obserwować powrót na scenę Arnolda Schwarzeneggera. Tym razem na VOD.pl możemy oglądać Sylvestra Stallone w filmie, który wraca do jeszcze wcześniejszego okresu. I reżyser to nie byle kto, bo to sam Walter Hill, odpowiedzialny za takie legendy lat osiemdziesiątych jak Wojownicy czy 48 godzin. Czego więcej trzeba do absolutnej uczty dla każdego fana intensywnego kina akcji dawnych lat?
Twardziele - trzech dziadków wspomina, mało strzela
Twardziele to udany film na jedno popołudnie – ma swój urok, widzimy też niezły pokaz talentów aktorskich. Ale niestety, brak mu jakiejkolwiek oryginalności.
Człowiek ze stali - przed pójściem do kina, przeczytaj najlepsze komiksy z Supermanem
Superman, Nadczłowiek jutra, Człowiek ze stali. Ikona amerykańskiej popkultury – przed pójściem do kina, warto przypatrzeć się najlepszym komiksom z jego udziałem
Krew: Ostatni Wampir – lipne potworki, lipna krew, lipny film
Film, w reżyserii Chrisa Nahona (którego możesz znać z Imperium Wilków), jest adaptacją anime z 2000r., pod tym samym tytułem. Oryginał miał być trylogią krótkometrażowych wydań znanych jako OVA, ale z powodu ciasnego budżetu i braku czasu – wyprodukowano jedynie część środkową. Animacja zdobyła wystarczającą popularność i uznanie, żeby padła decyzja o nakręceniu wersji aktorskiej.
Dzisiaj można już o tym zapomnieć, ale kiedy Big Brother pojawił się pierwszy raz w Polsce, nie można było otworzyć lodówki bez słuchania opowieści o bohaterach tego reality show. Ten program sam z siebie zrodził kilka garści krótkotrwałych celebrytów i gwiazd – O większości już zapomnieliśmy, ale niektórzy z nich wciąż – niestety – gdzieśtam się przewijają. I nie chce tutaj dać żadnego drętwego tekstu o społecznej potrzebie podglądactwa czy czegoś w tym guście – show był jaki był, był czymś nowym w telewizji i popularność była przez to jakoś uzasadniona. Było to też odrobinę fascynujące, bo Jerzy Gruza postanowił zarobić trochę pieniędzy na tym trendzie i wyprodukować film, który nie ma nic spólnego z samą ideą programu, ale wystąpią w nim wszyscy jego uczestnicy. Czemu nikt nie wpadł na to przy Familiadzie?
Do pełnoprawnego docenienia jego dorobku, trzeba mieć otwarty umysł na więcej sposobów niż jeden. Bo Kevin specjalizuje się w komedii – wyjątkowo wulgarnej, opartej niemal wyłącznie na dialogach, prawie pozbawionej akcji. I przy tym, porusza setki problemów różnego sortu – od pracowników kontraktowych pracujących przy budowie Gwiazdy Śmierci, aż po problemy teologiczne. I Smith nijak nie próbuje uciec od rynsztokowych dowcipów, ale potrafi czasem napisać coś naprawdę poważnego dla odmiany, lub ukryć większą refleksję pod toaletowym humorem. „W Pogoni za Amy” był takim dziełem, które naprawdę pokazywało potencjał twórcy. Quentin Tarantino (zresztą, osobisty przyjaciel Smitha) nazwał to „skokiem kwantowym” w jego karierze.
Film podąża za losami Panny Młodej, która na ślubnym kobiercu zostaje świadkiem masakry dokonanej przez jej dawnych wspólników w zbrodni. Sama, trafia do szpitala w ciężkiej śpiączce. I kiedy budzi się po czterech długich latach, jest zdeterminowana, żeby znaleźć i zabić każdego ze swojego plutonu egzekucyjnego. I każdy z jej przeciwników reprezentuje inny gatunek, podgatunek lub film, któremu Tarantino właśnie planuje oddać hołd. Wbrew popularnej opinii, wymaga to dużo umiejętności, żeby wciąż wyglądać poważnie i groźnie podczas wykonywania groteskowych scen akcji. I Uma Thurman jest bezbłędna – jej rola wypada zupełnie szczerze, bez najmniejszego cienia ironii w emocjonujących scenach, a wystarczająco zabawnie przy mniej poważnych chwilach.
Meksykański handlarz narkotykami Cortez (Eduardo Noriega) ucieka z aresztu i pędzi przez całą Amerykę superszybkim, niezniszczalnym sportowym autem. Wszystko, żeby przedostać się przez granicę i tam zniknąć z zasięgu amerykańskiego prawa. Jego kumple z kartelu wcześniej torują mu drogę – zabijając wszystkich policjantów na blokadach, czy budując most nad wyjątkowo wąską szczeliną kanionu. Wszystko udałoby się im znakomicie gdyby nie fakt, że ów kanion znajduje się zbyt blisko małego miasteczka, w którym szeryfem jest cholerny Terminator. Śledzimy dwa wątki – wysokiego rangą oficera FBI, próbującego wytropić zbiega i Szeryfa maleńkiego miasteczka w Teksasie, który przygotowuje się na przybycie przestępcy.