8 zwiastunów, kóre okazały się być lepsze od filmu
Ze zwiastunami jest jak z długoterminową prognozą pogody, nigdy człowiek nie wie jak to się skończy. Beznadziejny zwiastun może zniechęcać do filmu, ale gdy okaże się na seansie, że sprawy mają się nie najgorzej, wychodzimy z kina zadowoleni. Gdy zwiastun jest tak samo beznadziejny jak film, cóż, sami się na to pisaliśmy. Najlepsza sytuacja jest wtedy, kiedy zwiastun obiecuje świetną rozrywkę i taką właśnie dostajemy, wychodząc z kina uśmiechnięci od ucha do ucha. Najgorzej, gdy wszystkie znaki na niebie świadczą o tym, że film będzie genialny, zwiastun zwala z nóg, a na samym końcu… seans okazuje się być zmarnowanym czasem. Tak, to największy dramat każdego kinomana, który niestety zdarza się całkiem często.
Zgrozo! Nadchodzą następcy Zmierzchu - Intruz i Miasto kości
Ostatnia część sagi Zmierzchu już swoje laury w postaci Złotych Malin zebrała. Kury znoszącej złote jajka (szczególnie w Hollywood) tak łatwo się nie zabija. Producenci poszukują kolejnej młodzieżowej serii z pogranicza fantasy i horroru, mimo iż wszyscy udziecinniania społeczeństwa mają już dosyć. Widząc zwiastuny Intruza lub Miasta kości na usta cisną się niezbyt przyjemne słowa.
Kilkuletni chłopiec imieniem Jens pewnego wrześniowego wieczoru przeskakuje przez mur posiadłości swoich dziadków i znika w gęstej mgle. Od tamtej pory uważa się go za zaginionego, gdyż ciała nigdy nie odnaleziono. Minęło 20 lat od tragicznego wydarzenia, ale matka chłopaka, Julia Davidsson, nadal nie potrafi pogodzić się ze stratą syna. Siedzi pod oknem sama w domu i niecierpliwie oczekuje na powrót dziecka. Nagle otrzymuje telefon od swojego ojca, z którym nie rozmawia od kilkudziesięciu lat. Oświadcza on jej, że otrzymał pocztą sandał zgubiony przez Jensa tego felernego dnia. Czy chłopak żyje? A może but został wysłany przez mordercę? Julia bez wahania pakuje się i jedzie do taty, aby otrzymać odpowiedzi na pytania, które zadawała sobie 20 lat temu.
Zmierzch – czy warto sięgnąć po bestseller Stephenie Meyer?
„Zmierzch” to jedna z tych książek, które budzą skrajne emocje – dla jednych to wciągająca opowieść o miłości i tajemnicy, dla innych schematyczny romans dla nastolatek. Czy jednak warto dać jej szansę, nawet jeśli nie jest się docelowym odbiorcą?