Oglądanie Rectify jak czytanie dobrej książki. Ten miniserial to powiew świeżości wśród superprodukcji
To może zabrzmieć nieco dziwnie, ale właśnie uświadomiłam sobie, czego szukam w filmach i serialach. Od dawna, pewnie już od jakiegoś pół roku, nie obejrzałam filmu. Seriale zaczęły mnie nudzić, ale odkryłam Rectify. I wiem już, że w treściach audiowizualnych szukam… Książkowości. Dobry serial powinien choć trochę być jak dobra książka.
Około roku 2000, czyli bolą mnie uszy, ale i tak zrobiłam dla Was playlistę
Nie było to łatwe. W odróżnieniu od „głębokich” lat 90. (których i tak prawie nie pamiętam), przełom tysiącleci był przedziwnym czasem. Jeśli, tak jak ja, byliście wtedy w podstawówce, to pewnie skojarzycie te pioseneczki, które budzą pewnie do dziś zawstydzenie wykonawców. Takie to były tandetne, popowe czasy.
Płakałam. "Derek" uderza prosto w serce i pyta, czy jesteśmy dobrymi ludźmi?
Jeśli Amerykanie postanowią zrobić własną wersję „Dereka”, to uroczyście obiecuję, że pojadę do Stanów, znajdę tego, kto wpadł na ten pomysł i zrobię mu coś złego. Jeszcze nie wiem co, ale „Derek” nie zasługuje, by potraktowano go plastikowymi aktorami i przewidywalnymi, ckliwymi momentami. „Derek” to jedna z najpiękniejszych serii w ostatnich kilku latach.
Gdy umierają Bogowie Areny - epiccy wojownicy i ich kochankowie
Nieco rozmemłany po podmianie aktora Spartakus (Andy Whitfield, prawdziwy Spartakus – pamiętamy) nie był najciekawszą postacią telewizyjnej serii pełnej krwi, seksu i ideałów. U jego boku stali bracia z areny, prawdziwi wojownicy, a obok nich ich kobiety. Postacie niemal z krwi i kości, barwne i z historiami.
5 dolarów łez i śmiechu, śmierci, raka i stand-upu
Masz wyjść na scenę i rozbawić tłum, który zapłacił za bilety. Wcześniej tego dnia zdiagnozowano u ciebie raka w obu piersiach, a nie tak dawno w wypadku zmarła twoja mama i podczas tego wszystkiego rzucił cię chłopak. Nie rezygnujesz z występu, ale wychodzisz, stajesz przed tłumem i mówisz o tym, co cię boli tak, ze doprowadzasz widownię do łez. Ze śmiechu. To właśnie zrobiła Tig Notaro.
Słuchać sercem, czekać z niecierpliwością. Noah And The Whale
Ani to oryginalne, ani nie piękne, nawet ciężko w tym doszukiwać się jakiejś iskierki geniuszu. Ot, zespół jak zespół taki trochę nie na czasie. Ale jakże wspaniały to zespół, jak cudne, słodkie i bliskie sercu rzeczy wyczynia, i nawet zapowiada kolejne już za miesiąc!
Idealna do pociągu - dlaczego Joanna Chmielewska, a nie ktoś inny!
Nabrałam ochoty na przeczytanie czegoś lekkiego – takiego, by oderwać się trochę od rzeczywistości i nawet pośmiać. Padło na Chmielewską. Zawsze w końcu pada na Chmielewską, bo…
Pomnik Cesarzowej Achai, tom 2 - niedosyt jest, ale żeby spamiętać fabułę do następnej części?
Nie to, żeby „Pomnik Cesarzowej Achai tom 2” czytało się źle. Ziemiański pod względem językowym nie dorównuje autorom, którzy kilkoma dobrze dobranymi zdaniami budują pełnie światy, jednak jest poprawny i ma swój pewien urok. Fabuła „Pomnika Cesarzowej” to oczywiście kontynuacja pierwszego tomu – pojawia się więc wątek czarownicy Kai i żołnierz Shen, pojawia się Tomaszewski, a poza tym Ziemiański dodał postać Randa, spekulanta – wywiadowcy z głuchoniemą towarzyszką Aie. Tu jednak należy się kilka słów wyjaśnienia wszystkim, którzy zaczytywali się w (momentami lepszej, momentami gorszej, ale całościowo wciągającej, lekkiej i przemyślanej) „Achai”.
Niebanalnie o banalnym i niebanalnym. Lou - jeden z najciekawszych niesitcomów ostatnich lat
Chwała Amazonowi I Dostawom Do Polski Jego. Chwała stacji FX I Jej Komediowym Zapędem. Bez Amazona nie mogłabym napisać Wam o „Louie’em”, który wprawdzie emitowany był przez w Polsce przez Fox, ale teraz nie jest. Bez FX nie byłoby „Louiego”, najlepszego serialu ostatniej dekady, który porusza, doprowadza do łez, śmiechu i refleksji nad tym, o co w tym wszystkim chodzi.
Jeśli tak brzmi indie, to brzmi świetnie. Jeśli pop - jeszcze lepiej!
Podobno ich celem jest brzmieć lepiej, niż ktokolwiek inny i tworzyć rzeczy, których jeszcze nie słyszeliśmy. Czy to się udaje każdy oceni indywidualnie, ale wiadomo jedno – „Arc” to arcyciekawy album, który świeci własnym światłem, zwłaszcza na tle muzycznego recyklingu uprawianego przez wiele gwiazd i gwiazdek.
Zejść tak nisko - od prawie-legendy po nudę. Nowy album The Strokes nie powinien się wydarzyć
W wieku nastoletnim podkochiwałam się w Casablancasie. Urzekał mnie jego niewinny wygląd połączony z autodestrukcyjnym charakterem – typowy, rock’n’rollowy styl życia. Dziś po zauroczeniu nie zostało nic, a The Strokes chyba nie znają maksymy „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”.
Bufor do Reznora, czyli przyzwoita płyta z mocnym smaczkiem
Warto było czekać. Chociaż odnośnie How To Destroy Angels pojawiało się wiele wątpliwości, a i Reznor jakiś taki trochę inny, i klimat też, to „Welcome Oblivion” nie rozczarowuje. Przysłowiowego tyłka też nie urywa, ale w pewnych momentach od krążka bije emocjami – takimi, jakie powstać mogą tylko między kochającymi się ludźmi.
Miało być zjawiskowo, wyszło jak zwykle. Woodkid nie podołał
Cóż to miała być za premiera! Oczekiwanie, napięcie sięgające zenitu, podniecenie – w końcu coś świeżego, perfekcyjnego! A potem stało się. Rozczarowanie.