Nie było to łatwe. W odróżnieniu od "głębokich" lat 90. (których i tak prawie nie pamiętam), przełom tysiącleci był przedziwnym czasem. Jeśli, tak jak ja, byliście wtedy w podstawówce, to pewnie skojarzycie te pioseneczki, które budzą pewnie do dziś zawstydzenie wykonawców. Takie to były tandetne, popowe czasy.

Miałam ogromny dylemat co do wyboru utworów, bo rok 2000 i 1-2 lata wstecz i do przodu obfitowały w hity. To były te czasy, kiedy muzyki słuchało się w radiu, nagrywało jeszcze na kasety, a w telewizji oglądało listy przebojów z 30-sekundowymi fragmentami teledysków. To wtedy na rynku masowym schedę po Spice Girls przejęły boysbandy z plastelinowymi chłopaczkami.
Przełom wieków był ciekawy muzycznie, ponieważ wtedy właśnie obok popowego nurtu zaczęły kreować się też klimaty, które trwają do dziś (taki N.E.R.D. czy Gorillaz na przykład), ale z perspektywy dziecka karmionego telewizją (internet? Magia jakaś!) i chodzącego na dyskoteki w szkolnej sali gimnastycznej muzyka była całkiem inna!
Dlatego postanowiłam przypomnieć Wam, ale też i sobie samej, tamte czasy. Uwierzcie, nie było łatwo - przesłuchanie większości z tych pioseneczek wywołało u mnie niemal krwawienie uszu, a nazwanie tego tandetą obrażałoby tandetę:) Celowo nie wybrałam tak zwanych oczywistych oczywistości, starałam się podejść jakoś tak bardziej przekrojowo, a co najmniej część z tych kawałków jest na pewno znana każdemu osobnikowi powyżej 20 roku życia. Na przykład taki "Life" Des'ree - jeju, przecież dziś się o tym nie pamięta, a wtedy było słychać to WSZĘDZIE!
Na playliście (tu "dziurawa" wersja na Deezerze) znalazło się też kilka trochę starszych utworów, ale nie mogłam się powstrzymać;)
Jeśli ktoś przesłucha całość, od początku do końca (a przy Aqua czy Vengaboys będzie ciężko, oj będzie!:)) ma u mnie wielki szacun! Nawet mnie się niestety nie udało...