Rozkosz
Od pewnego czasu dość miałem wszechobecnej, dziecinnej wręcz grzeczności, panującej wśród komiksów. Czemu głównym bohaterem ma być zadbany, przystojny, mający poważny i zdecydowany wyraz twarzy, bogaty, a jak biedny, to chociaż uczciwy i w ogóle przesłodki koleś? Pomijam tu, rzecz jasna, dzieła z góry nastawione na erotykę bądź krwawe sceny i nic poza tym, chociaż i takich coraz mniej. Strasznie się ucieszyłem, gdy w moich dłoniach znalazło się wydawnictwo, które miało wobec mnie jedno tylko zadanie: ukazać, iż plakietka "tylko dla dorosłych" (jaką bym chętnie przypiął na okładkę "Rozkoszy") może pasować do dzieła ambitnego. Wyobraźcie sobie komiks, którego głównym bohaterem, a raczej prowodyrem wszystkich zdarzeń, jest...
