Z tymi hotelami to nigdy nic nie wiadomo - no chyba, że chodzi o horrory. W jednym stróż o twarzy Jacka Nicholsona popadnie w obłęd, inny będzie nosił nazwisko jednego z najsłynniejszych seryjnych morderców, jeszcze kolejny okaże się miejscem, w którym dochodzi do tajemniczych zaginięć. Branża hotelarska, na szczęście dla widza, nie ma spokoju w kinie grozy. Dzięki temu mogą powstawać filmy pokroju "Oni cię zabiją".

Pamiętam, że zwiastun tego filmu zobaczyłem kilka tygodni temu. Czy byłem jakimś wielkim optymistą? Niespecjalnie - raczej czułem, że gdy pójdę do kina, dostanę dość generyczne kino grozy, oparte na prostej i niezbyt wymagającej kreatywności zasadzie "jedna bohaterka vs wszyscy złole". Choć poniekąd ta zasada została wcielona w życie, okazało się, że moje uprzedzenia nie były aż tak konieczne. W dniu seansu chyba naprawdę potrzebowałem czegoś, co nie będzie mnie zmuszać do filozoficzno-psychologicznych rozważań, a zamiast nich postawi na mięsną rozwałkę i silne postacie przyciągające uwagę. To właśnie otrzymałem w "Oni cię zabiją".
Oni cię zabiją - recenzja filmu. Nie ma to jak hotel satanistów
Asia Reeves (Zazie Beetz) ma za sobą trudną przeszłość. Wraz z młodszą siostrą uciekała od przemocowego ojca, a gdy w akcie samoobrony go postrzeliła, uciekła, zostawiając dziewczynkę samą. Po odsiadce kobieta decyduje się podjąć pracę w Hotelu Virgil - wielkim i dość tajemniczym przybytku zarządzanym przez surową i specyficzną gospodynię, Lily (Patricia Arquette). Główna bohaterka dość prędko przekonuje się jednak, że temu miejscu zdecydowanie daleko do przyjaznego środowiska pracy: prawdziwy szef tego przybytku jest (dosłownie) z piekła rodem, a hotelowa obsługa to jego pomagierzy.
Czasami potrzebna jest w kinie odjechana rozrywka, film, który raczej nie podbije "mainstreamu", ale zapewni intensywne wrażenia. Kirill Sokolov, znany m.in. ze "Zdychaj, tatulku" wie z czym się to je, a krwawe kino ma - nomen omen - we krwi. Nie jest zatem wielkim zaskoczeniem, że "Oni cię zabiją" to kontynuacja tego artystycznego kierunku, przedkładającego spektakl ze sporym udziałem mięsa nad fabularne złożoności, choć przyznać trzeba, że tych ostatnich nie jest tak mało, jak mogłoby się wydawać. To przede wszystkim właściwy adres dla sympatyków filmowej rozwałki - główna bohaterka jest bowiem jednoosobowym szwadronem śmierci, który, jak się z czasem przekonamy, nie znalazł się w tym miejscu wyłącznie w celu dopisania pozycji do CV.
Sokolov, będący też współautorem scenariusza, przygotował (i całkiem sprawnie podał) kilka fabularnych twistów i tropów, ubogacających tę, w gruncie rzeczy prostą historię z typowo horrorowym motywem kultu szatana. Choć czasami film sygnalizuje, że ma ambicje do opowiadania o czymś więcej (kwestia "rekrutacji" pracowników, ich koloru skóry oraz kupczenia cudzym życiem w zamian za przedłużenie długości własnego), ostatecznie decyduje się nie udawać ambitnego komentarza społecznego. Widać to również w aspektach technicznych, zbliżeniach, efektownych tańcach kamery - "Oni cię zabiją" to fun rodem z kina klasy B, a nie intelektualne filozofowanie. Większość akcji rozgrywa się w hotelu-pułapce, a twórcy wykorzystują ten koncept, zaglądając w rozmaite przejścia, korytarze, pokoje, aranżując absurdalne, ale cieszące oko choreografie walk.

Trzeba przyznać też, że Sokolov postarał się o ponadprzeciętne światotwórstwo, stopniowo i ciekawie przedstawiając nam zasady rządzące tym, co oglądamy. Choć był moment, że trochę gubiłem się w tym, co jest warunkiem czego i po co, to jednak warto docenić, że "Oni cię zabiją" nie idzie na pełną łatwiznę. Widać tutaj też, że reżyser bardzo lubi kino Tarantino (sama protagonistka jest tu trochę jak ta z Kill Billa), da się odnaleźć inspiracje Johnem Wickiem, gatunkowo też tu jest mocna mieszanka czarnej komedii, satanistycznego horroru, slashera, surviwalowego kina. Żeby jednak nie było, że wyłącznie chwalę - pomimo dość krótkiego metrażu (1,5h z minutami) zdarzają się temu filmowi dłużyzny. Niestety, Sokolov nie wykorzystuje też w pełni potencjału aktorów, których zgromadził - zbyt wielu z nich ma zbyt mało miejsca, by się pokazać z ciekawszej strony.
Skoro o nich mowa, Zazie Beetz. CO TO JEST ZA AKTORSKA BESTIA!
Od dawna śledzę poczynania tej aktorki, w jej dorobku jest znacznie więcej dobrych niż złych tytułów i osobiście czekam, aż dostanie jakąś większą, przełomową rolę. "Oni cię zabiją" to raczej nie ten moment, ale dobrze widzieć Beetz w takiej formie, jak tu. Roztacza wokół siebie aurę ikony kina akcji, ma nieustępliwość oraz siłę wypisaną na twarzy, doskonale odpina wrotki - jest po prostu w swoim żywiole. Drugi plan spełnia się lepiej aktorsko niż scenariuszowo - Patricia Arquette wzbudza respekt w roli Lily, Myha'la ma dobrą chemię z Beetz, Heather Graham też się bawi. Szkoda tu Toma Feltona, bo choć aktorsko wypada dobrze, to mam wrażenie, że jego scenariusz potraktował najbardziej po macoszemu.

"Oni cię zabiją" to film, który nie skłania do wielce intelektualnych rozważań, ale jest w tym uczciwy, bo ich nie obiecuje. Jest idealną pozycją dla tych, którzy po ciężkim dniu, zmęczeni pracą, potrzebują rozrywki, widoku mięsa i pomysłowo nakręconych walk z satanistyczną sektą. Bawiłem się pysznie!
"Oni cię zabiją" w kinach.
Czytaj więcej:



















