Film, który stał się już XXI-wiecznym klasykiem, wpadł na HBO Max - i znów sprawi frajdę wielu subskrybentom. Zgadza się: 22 lata po swojej premierze „Człowiek w ogniu” Tony’ego Scotta - bazujący na motywach powieści A.J. Quinnella thriller - to wciąż gęste, intensywne kino.

Tony Scott już w 1983 r. próbował zekranizować powieść Quinnella. Dziennikarz Paul Davies spekulował później, że producenci mogli wówczas wątpić w jego zdolność do realizacji projektu tej skali, ponieważ jedynym nakręconym przez niego filmem był wtedy horror „Głód” (1983). Ostatecznie powieść adaptował Élie Chouraqui w swym anglojęzycznym debiucie. Ta wersja - podobnie jak książka - była osadzona we Włoszech, które w tamtym czasie były światowym królestwem porwań.
Gdy zaczęto rozważać remake, producent Arnon Milchan początkowo brał pod uwagę reżyserów takich jak Michael Bay czy Antoine Fuqua, zanim ponownie skontaktował się z Tonym Scottem. 20th Century Fox planowało początkowo pozostawić akcję we Włoszech, a wczesna wersja scenariusza rozgrywała się w Neapolu. Scott argumentował jednak, że w takiej sytuacji film musiałby być produkcją kostiumową, ponieważ w latach 2000. tego typu porwania we Włoszech stały się prawdziwą rzadkością. Ostatecznie postawiono zatem na Mexico City, pozmieniano imiona bohaterów, a do głównej roli zatrudniono aktora o innym kolorze skóry niż „oryginał” (cóż, w tamtym czasie takie podmianki nikomu nie przeszkadzały). Poza tym scenarzysta Brian Helgeland, adaptując powieść, zachował dużą część oryginalnych dialogów, co sam Quinnell przyjął z uznaniem.
Film opowiada historię pogrążonego w depresji i alkoholizmie byłego agenta CIA, który podejmuje pracę jako ochroniarz. Gdy Pita, dziewięcioletnia dziewczynka, którą ma chronić, zostaje porwana, bohater rozpoczyna brutalną wendetę.
Człowiek w ogniu - premiera w HBO Max
W momencie premiery film spotkał się z mieszanym przyjęciem. Krytycy doceniali magnetyzm Washingtona i emocjonalny rdzeń historii, ale zarzucali produkcji nadmierną brutalność, moralną ambiwalencję oraz estetyczny chaos. Krytykowano przede wszystkim wydźwięk: obraz zdawał się pochwalać samosądy bohatera. Wspomniany wcześniej dziennikarz podkreślał jednak w swoim omówieniu tego projektu, że Creasy wcale nie czerpie sadystycznej przyjemności z przemocy – jego działania mają na celu zdobycie informacji i ukaranie winnych, przy jednoczesnym unikaniu krzywdzenia niewinnych.
Sam Quinnell pozytywnie ocenił adaptację, chwaląc wierność dialogów i relację między Creasym a Pitą. Początkowo sam był zaskoczony obsadzeniem Denzela Washingtona, ale ostatecznie uznał jego występ za bardzo udany, podkreślając, że gniew i żal bohatera zostały przedstawiony bardzo przekonująco.
Z czasem „Człowiek w ogniu” - bardzo charakterystyczne dla kina sensacyjnego pierwszej dekady XXI w. dzieło - stało się kultową, tragiczną opowieścią o zemście i odkupieniu, do której widzowie chętnie wracają i którą z czasem polubili jeszcze bardziej (to samo tyczy się wielu nieprzekonanych początkowo dziennikarzy z tamtej epoki). W końcu Creasy nie tyle mści się za krzywdę, co próbuje nadać sens własnemu życiu poprzez poświęcenie. A przemoc, której się dopuszcza, nie jest portretowana jako triumf postaci, a raczej jako siła również autodestrukcyjna. Każdy akt odwetu przybliża przecież Creasy’ego do nieuchronnego końca. Warto też zwrócić uwagę na relację antybohatera z Pitą: zbudowana z drobnych gestów, rozmów, wspólnie spędzanego czasu, nadaje drugiej połowie filmu emocjonalny ciężar i wykracza poza klasyczny schemat oldschoolowej sensacji.
A jeśli z perspektywy widza z 2026 r. coś denerwuje, to przede wszystkim montaż i cała ta teledyskowa maniera, która męczy i z całą pewnością nie jest już tak atrakcyjna, jak mogła wydawać się przed laty.
W „Człowieku w ogniu” wciąż bije serce. Dlatego tak chętnie do niego wracamy.
Czytaj więcej:
- Canal+ pokazało nowości na kwiecień 2026. Mają rozmach
- Nowość w świecie Czarnego lustra. Ekstremalne doświadczenie
- HBO Max pokazało nowości na kwiecień 2026. Jest bosko
- Problem zagra z Kultem Kazika. Musiałam sprawdzić, czy to nie Prima Aprilis
- Aż 10 nowości wleciało na Netfliksa. W tym sequel polskiego hitu
Człowiek w ogniu - obsada
- Denzel Washington – John W. Creasy
- Dakota Fanning – Lupita „Pita” Ramos
- Radha Mitchell – Lisa Ramos
- Christopher Walken – Paul Rayburn
- Marc Anthony – Samuel Ramos
- Giancarlo Giannini – Miguel Manzano
- Mickey Rourke – Jordan Kalfus
- Rachel Ticotin – Mariana Garcia Guerrero
- Roberto Sosa – Daniel Sánchez („La Voz”)
- Jesús Ochoa – Victor Fuentes
- Gero Camilo – Aurelio Sánchez



















