"Władca Pierścieni" jest serialem skrojonym pod fanów epickiego fantasy. Tylko streaming na to stać
Serialowy „Władca Pierścieni” to powrót do idei epickiego fantasy rodem z „Powrotu króla”. Od niemal dwóch dekad nie było produkcji, która mogłaby w podobny sposób zachwycić nas rozmachem inscenizacyjnym. „Pierścienie Władzy” swoje w końcu kosztowały. Rzecz w tym, że dzisiaj na takie zabawy stać już tylko platformy streamingowe.
Lepszy niż "Władca Pierścieni" Amazona czy klon MCU? Skrajne opinie o filmie "Dungeons & Dragons"
Fani fantastyki teoretycznie nie mają powodów do narzekań na swoją obecną sytuacją. Na VOD zmierzają „Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy”, „Ród Smoka”, 2. sezon „Koła czasu” i prequel „Wiedźmina”, a w kinach zadebiutuje „Dungeons & Dragons: Złodziejski honor”. Premierowy trailer produkcji zadebiutował na San Diego Comic Con i wywołał delikatny entuzjazm. Są powody do zadowolenia, ale też dostrzegalna chęć kopiowania stylu Marvel Cinematic Universe.
Maja Lidia Kossakowska nie żyje. Pierwsza dama polskiej fantastyki miała 50 lat
Maja Lidia Kossakowska nie żyje. Pisarka fantasy zginęła tragicznie w wieku 50 lat. Według informacji przekazanych przez dziennikarza Łukasza M. Wiśniewskiego autorka zmarła w wyniku pożaru domku na działce. Jej mąż Jarosław Grzędowicz próbował ją ratować.
"Wiedźmin" to serial gorszy niż "Xena - Wojownicza księżniczka". Nigdy nie będzie "Grą o tron"
„Wiedźmin” czy „Władca Pierścieni” od Amazona? Jeszcze jakiś czas temu można było zadawać sobie pytanie, która z tych produkcji zastąpi „Grę o tron” na mapie najlepszych seriali fantasy. Niestety, „Wiedźmin” sam wypisał się z tego wyścigu fatalnym scenariuszem, drewnianym aktorstwem i ambicjami na poziomie serii „Xena – Wojowniczka księżniczka”.
"Chąśba" to nowe słowiańskie fantasy prosto z Polski, nie tylko dla fanów Wiedźmina-Polaka
W polskich księgarniach pojawiła się „Chąśba”. To nowa książka Katarzyny Puzyńskiej, którą można byłoby określić jako „słowiańskie fantasy”. Czy fani „Wiedźmina” właśnie doczekali się godnej następczyni?
Bez niego nie byłoby Gimliego, ale gdy upomniał się o swoje, dostał od producentów z buta
Po latach od premiery legendarnej adaptacji „Władcy Pierścieni”, swoim żalem do członków ekipy produkcyjnej podzielił się z mediami aktor, bez którego nie zobaczylibyśmy Gimliego w akcji. I ciężko mu nie współczuć, bo zważywszy na cały ten spędzony na planie czas i ciężką pracę włożoną we współtworzenie filmowej inkarnacji krasnoluda, potraktowano go, kolokwialnie pisząc, z buta. „Władca Pierścieni” Petera Jacksona zakorzenił się w świadomości konsumentów kina i kultury popularnej jako wzorowa adaptacja i najlepszy film (a nawet trzy!) fantasy w historii. Ciężko się nie zgodzić, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że po dwóch dekadach ta blisko dwunastogodzinna (jeśli podliczymy wersje reżyserskie) epopeja wciąż prezentuje się wspaniale. Myśląc o członkach Drużyny Pierścienia, widzimy twarze Viggo Mortensena czy Elijaha Wooda, słysząc o Legolasie i Gimlim, od razu wizualizujemy sobie twarze Orlando Blooma i Jonathana Rhysa-Daviesa. Nie ma nic dziwnego w tym, że dla większości widzów dublerzy czy kaskaderzy pozostają anonimowi; tak się już utarło, że postać należy do aktora, który użycza jej swojej twarzy. Zdarza się jednak, że dubler daje filmowemu bohaterowi znacznie więcej, niż można było przypuszczać. Tak było w przypadku Bretta Beattiego, którego w roli wspomnianego Gimliego widzimy na ekranie przez naprawdę długi czas i w zadziwiająco wielu scenach. Beatti w ostatnim czasie ujawnił szczegóły swojego występu i pożalił się na ekipę produkcyjną, która odmówiła uwzględnienia jego nazwiska w kluczowej części napisów końcowych.