Już w lipcu w Disney+ pojawi się 2. sezon animacji „X-Men ’97”, w którym powrócą mutanci z kultowej animacji od Fox Kids. Tylko dzieciom go nie puszczajcie, bo to animacja dla staruchów! A tych Marvel znów dopieścił.

„X-Men: The Animated Series” z lat 90., które za dzieciaka oglądałem na Fox Kids, to po dziś dzień jedna z najlepszych ekranizacji komiksów Marvela. Disney wykupił zaś kilka lat temu wytwórnię Fox i odzyskał prawa do mutantów, a ci wrócili w glorii i chwale na ekrany. Z jednej strony zaliczają cameo w kolejnych produkcjach z cyklu MCU, a z drugiej doczekali się nowej animacji. W starym stylu.
„X-Men ’97”, bo o niej mowa, jest bezpośrednią kontynuacją opowieści sprzed trzech dekad. Wydany w ubiegłym roku 1. sezon był strzałem w dziesiątkę, bił rekordy i zostawił nas z olbrzymim cliffhangerem, ale na szczęście nie musieliśmy, jak na dzisiejsze standardy, czekać zbyt długo na dalszy ciąg historii. Pierwszy epizod 2. serii pojawi się ok. rok po premierze finału poprzedniego.
Recenzja 2. sezonu „X-Men ’97”
Miałem możliwość obejrzeć już 4 z 9 odcinków, które będą składały się na 2. serię i jestem niezwykle ukontentowany tym, co zobaczyłem. Ostatnim razem pożegnaliśmy bohaterów po tym, jak dwie grupy mimowolnie odbyły podróż w czasie. Część zespołu trafiła do starożytnego Egiptu, inni do odległej, mrocznej przyszłości, a niektórzy zostali w teraźniejszości jak Himilsbach z angielskim.
Nowy sezon zalicza też mały przeskok w nomen omen czasie. We współczesności mutantom nie wiedzie się zbyt dobrze, a po tym, jak X-Meni zniknęli, rząd Stanów Zjednoczonych zaczął znów polować na posiadaczy Genu X pod pretekstem udzielania im pomocy. Politykom pomagają mutanci ze znanej z komiksów grupy X-Factor. Kolaboranci, na czele z Havokiem i Polaris, myślą, iż postępują słusznie.
A co na to X-Meni? Otóż nic, bo zniknęli!
Na przestrzeni 5. sezonów „X-Men: The Animated Series” wielokrotnie odwiedzaliśmy zarówno przeszłość, jak i potencjalne przyszłości, a bohaterowie starali się zapobiec kolejnym apokalipsom i podobnie jest tym razem. Teraz ponownie ich przeciwnikiem jest pierwszy mutant, czyli En Sabah Nur, zwany Apokalipsem, ale na horyzoncie jawi się ktoś jeszcze groźniejszy, potężniejszy…
Z początku byłem ciut rozczarowany tym, iż powracają złoczyńcy, których już dobrze znamy, ale na szczęście przedstawieni zostali tutaj w nowy sposób. Zmiana perspektywy, zwłaszcza w przypadku En Sabah Nura, którego poznajemy w czasach jego młodości, jest odświeżająca. Do tego relacje pomiędzy bohaterami ewoluują, co świetnie pokazują dialogi pomiędzy Profesorem X oraz Magneto.
X-Men ’97 to animacja dla dorosłych!
Już w przypadku 1. sezonu poruszane były trudne tematy, w tym motyw ludobójstwa, a serial był pełen niepokojących scen; masakra Genoshy, gdzie trup ścięła się gęsto, powodowała ciary, a do tego dostaliśmy pięciokąt miłosny. W kolejnym sezonie twórcy idą o krok dalej, dokładając do tego dywagacje na temat tego, czy superbohater, który pojmał złoczyńcę, może być zarówno sędzią, jak i katem.
To wszystko sprawia, iż nie sposób polecić „X-Men ’97” jako produkcji do oglądania z małymi dzieciakami - bo krew może i nie leje się strumieniami, ale pojawiają się tutaj niepokojące sceny. Disney postanowił po raz kolejny stworzyć coś przede wszystkim dla tych dojrzalszych widzów, którzy na oryginale się wychowali i to się korporacji zdecydowanie chwali.
No i dostaliśmy masę nowych zmutowanych twarzy.
Tak jak w przypadku złoczyńców wracamy do korzeni, a do tego powrócili wszyscy bohaterowie, których znamy i lubimy, tak scenarzyści pozwalają tu błyszczeń również postaciom, których nie było w oryginalnym „X-Men: The Animated Series”. Pojawiają się one zaś nie jedynie gdzieś w tle, ale i na pierwszym planie, co jest naprawdę odświeżające. Czuć tutaj ogromną skalę nowego-starego konfliktu.
Jakby tego było mało, to pod względem realizacji nie ma tu się do czegokolwiek przyczepić. Animatorzy wykonali kawał dobrej roboty - serial jest dynamiczny, żywy i dokładnie taki, jak bym oczekiwał po ekranizacji komiksów z końcówki lat 90. Z jednej strony utrzymuje spójność stylistyczną z oryginałem inspirowanem stylem Chrisa Claremonta, a z drugiej garściami czerpie też z ery Granta Morrisona.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone grupie X-Men:
Na tym etapie pozostaje jedynie mieć nadzieję, że kolejne pięć odcinków 2. serii „X-Men 97” utrzymają dotychczasowy wysoki poziom, a serial będzie cieszył się na tyle dużą oglądalnością, iż otrzyma zamówienie na kolejne sezony. Nie obraziłbym się zaś, jakby te wychodziły do końca świata i jeden dzień dłużej, bo moja ocena czterech nowych epizodów to solidne i w pełni zasłużone 18+ na 10.
PS Jak będziecie oglądać 2. sezon „X-Men 97”, to nie pomijajcie wstępu. Tak jak w 1. serii to kultowe intro „X-Men: The Animated Series” z lat 90. doczekało się liftingu, tak teraz twórcy naprawdę zabawili się formą!
Dziennikarz działu technologie. W Grupie Spider’s Web od 2012 r. W swoich tekstach skupia się na Apple’u, telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą Rozrywka.Blog, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.