Gra jest bardzo dynamiczna i wymaga dużego skupienia, mimo że poszczególne zadania są banalnie łatwe. Możemy zostać poproszeni o to, by dotknąć ekranu, w momencie, w którym zobaczymy białe tło, trzy elementy w linii, pięć takich samych obiektów lub smutną buzię w otoczeniu kilkudziesięciu wesołych. Aplikacja sprawdzi, czy studenckie czasy nie wybiły nam z głowy poprawnej kolejności alfabetu oraz czy pamiętamy, czym są liczby pierwsze. Nieco bardziej skomplikowane jest skojarzenie stolicy z odpowiednim państwem, oraz określenie, który kraj może poszczycić się większą liczbą mieszkańców. Jednakże nie o poziom trudności tu chodzi, a o chwilę uciechy!
100 Doors - wdrap się na 100 piętro siłą logicznego myślenia
Ciężko poprzestać na pojedynczej, wybranej grze z omawianej serii. W końcu skoro zainteresowała nas jedna, dlaczego by nie ściągnąć pięciu innych? One aż się proszą, by umożliwić im pochłanianie naszego cennego czasu. Sto pięter (albo tyle, ile dotychczas zostało udostępnione) mija nadzwyczaj szybko, jeśli nie możemy się oderwać od urządzenia mobilnego. A o to nietrudno, szczególnie przy dobrej passie. Jeśli jednak któryś z tytułów miałby zostać wyróżniony, bez wątpienia padłoby na 100 Drzwi: Time Machine. W tym wypadku twórcy zadali sobie odrobinę więcej trudu. Nie dość, że mamy możliwość podróżowania w czasie, to dodatkowo stajemy przed koniecznością zbierania przedmiotów. Nie tracimy ich po przejściu przez drzwi – znaleziska zostają w wyposażeniu i mogą okazać się przydatne w kolejnych etapach. To bezsprzecznie najbardziej rozbudowana i najciekawsza gra spośród wszystkich tego typu.
Beahm w hołdzie dla Steve’a Jobsa postanowił w jednym miejscu zebrać wszystkie interesujące cytaty i złote myśli, jakie kiedykolwiek opuściły usta współzałożyciela Apple. Efekt nie zachwyca.
Tablica - aplikacja, która zawstydziła mobilne Allegro
Tablica umożliwia zdefiniowanie minimalnej i maksymalnej ceny, sposobu sortowania (najnowsze, najdroższe, najtańsze) oraz preferowanego sprzedawcy (firmy, osoby prywatne). Możemy zdecydować, że chcemy oglądać wyłącznie produkty ze zdjęciem, nowe lub używane, a także przeznaczone dla kobiet bądź mężczyzn (dotyczy wybranych kategorii). Transakcja nie zawsze musi przebiegać w konwencjonalny sposób: płacę – dostaję. Użytkownicy mogą zamieniać się produktami a także, dawać i otrzymywać niechciane przez innych przedmioty za darmo. Tablica to także szansa dla zwierząt na znalezienie nowego właściciela. Czworonogi zostały podzielone według ras. Nie sprawia to, że ich widok staje się mniej przygnębiający, jednak jeśli szukacie lojalnego przyjaciela i wiecie jak powinien wyglądać, z tą aplikacją odnajdziecie go bez trudu.
Po serii nokautów The Voice of Poland kończy z bitwami na ringu!
Tak właśnie było w przypadku Piotra Salaty. Słysząc, że za krótką chwilę zostanie zaśpiewana piosenka Czesława Niemena, z trudem stłumiłam chęć zatkania uszu. Jeśli przyjąć, że istnieją utwory, których ruszać nie należy, bo zostały stworzone jako idealne i takie powinny pozostać, należałoby do nich zaliczyć dużą część repertuaru zmarłego w 2004 roku muzyka. Szczęśliwie, Piekarczyk nie poczynił takich założeń i jeden z duetów postawił przed wyzwaniem poradzenia sobie ze Wspomnieniem. Efekt był przepiękny. Bałam się tego, co usłyszę, a kiedy już usłyszałam, nie chciałam, żeby to się kończyło. Bezsprzecznie był to najlepszy występ ze wszystkich trzech odcinków, w których rozgrywały się bitwy. Ciężko będzie go przebić. Salata wygrał walkę na ringu, odsyłając Karolinę Żuk do domu. A potem sam został „znokautowany” i musiał odejść. Dlaczego? Dlatego, ze jest ukształtowanym artystą, który sobie poradzi. Wielka szkoda, bo słuchanie go było przyjemnością.
Chudnięcie jest zbyt uciążliwe? Nie z aplikacją Caynax A6W!
Weider ze swoją regularnością i stopniowo zwiększającą się liczbą serii zawsze wydawał mi się rozsądnym wyborem. Przygoda z nim za każdym razem zaczyna się tak samo: niewinnie, od kilku powtórzeń. Pierwszy tydzień jest całkiem przyjemny, wysoka motywacja, brak bólu związanego z wytężonym wysiłkiem fizycznym i zadowolenie z siebie, że w końcu robi się coś, by poprawić swoją kondycję. W drugim tygodniu nad wszelkimi pozytywami zaczyna dominować nuda, mimo że efekty pracy bardzo powoli stają się widoczne. Ile razy można wykonywać te same sześć ćwiczeń, bez żadnej odmiany, bez dnia wytchnienia, szansy na urozmaicenie? Jak dla mnie nie dłużej, niż przez czternaście dni. Nie pytajcie, jak zmieniają się odczucia w tygodniach od trzeciego do szóstego – nigdy do nich nie dotrwałam.
Książka My, dzieci z dworca ZOO kończy się dobrze, bo trzeźwością, jednak to tylko pozory. Christiane nie bierze, ale nie przestaje marzyć o ucieczce. Pozostaje niepogodzona ze światem, niezrozumiana, tak jakby ciągle robiła coś źle, mając najlepsze intencje, jakby podła rzeczywistość była wymierzona tylko w nią. Dziewczyna jest nieprzystosowana, tłumi swój bunt, swój sprzeciw i odwraca się od prawdziwego życia, wynikających z jej przeszłości problemów, oddając się fantazjom o tym, że nie musi brać w tym udziału. W świetle takiego zakończenia, fakt że już jako dorosła kobieta znów sięgnęła po jeden z najbardziej uzależniających narkotyków, heroinę, nie dziwi. Ucieczka trwa, uzależnienie nie pozwalając na znalezienie konstruktywnych na nią sposobów, zmusza do skorzystania ze sprawdzonych metod.
Sceny łóżkowe, pełna krwi wanna i taniec na rurze, czyli Top Model w wersji tylko dla dorosłych, a jednak bez czerwonego, wiele mówiącego znaku w górnym rogu ekranu. Przed Wami efekty wampirzej sesji.
A Ty? Jesteś wystarczająco bystry, żeby pracować w Google?
Pytania zadawane przez rekruterów Google są na tyle niekonwencjonalne, że zdążyły już obrosnąć legendą. W sieci wciąż pojawiają się kolejne, pozornie absurdalne zagadnienia, które na starcie wyeliminowały nie jednego, a setki kandydatów i jednocześnie pozwoliły na wytypowanie tych pasujących do profilu firmy. William Poundstone wykroczył nieco poza dzielenie się z internautami pojedynczymi pytaniami, które i tak zostałyby zakazane mniej więcej w momencie, w którym stałyby się dostępne dla użytkowników na całym świecie. William Poundstone napisał książkę o wiele mówiącym tytule: Czy jesteś wystarczająco bystry, żeby pracować w Google?
The Voice of Poland nabiera tempa. Dreszczy nie ma, ale też jest... świetnie.
Jednak to nie koniec pozytywów. Wszystko działo się znacznie szybciej, niż poprzednio. Nie obeszło się bez zbędnych wypowiedzi, jednak było ich zdecowanie mniej. Tomasz Kammel wzbogacił swój wykorzystywany na scenie słownik i większość walk zapowiadał po polsku. Ba! Posunął się nawet do zabawy intonacją – bardzo miła odmiana. Jury stłumiło swoją tendencję do użalania się nad uczestnikami. Ci, którzy wypadli słabiej byli odrzucani z większym przekonaniem, szybciej, bez niepotrzebnego przeciągania – mimo to, odchodzili wśród braw, docenieni przez publiczność. The Voice of Poland nabrało tempa i nie straciło przy tym uroku.
Bitwa o dom - żenujące show na miarę Ukrytej prawdy
TVN postanowił poszerzyć obszar zainteresowań wiernych widzów o projektowanie wnętrz. Niestety, najnowszemu reality show, Bitwie o dom, bliżej jest do Ukrytej prawdy, niż do programu umożliwiającego uczestnikom popisanie się swoją kreatywnością. Jest łzawo.
Książka twarzy - ciekawszych znajomych nie znajdziecie nigdzie
Co ma wspólnego Facebook z Książką twarzy Bieńczyka? Na szczęście bardzo niewiele. O ile z poziomem wypowiedzi na portalu bywa różnie, publikacja polskiego tłumacza przez wszystkie eseje trzyma poziom. A jest to poziom wysoki!
Za tym, jak świetne są gry z serii o Dizzym przemawia wiele kwestii, jednakże jedną z tych, które rozumie się same przez się, jest zaangażowanie fanów w tworzenie kolejnych, nieoficjalnych części. To nie tak, że przypadkowy entuzjasta pewnego dnia wpadł na pomysł, znalazł czas i chęci, a w efekcie powstało kilka bonusowych przygód. Na polskiej stronie poświęconej niepospolitemu jajku dotrzeć można do blisko osiemdziesięciu nieoficjalnych dodatków. To robi wrażenie i cieszy, wszak jest to sposób na przedłużenie wojażu z Dizzym. Co zaś tyczy się części znanych szerszej publiczności, tworzonych na przestrzeni lat przez braci Oliver – było ich kilkanaście i były rewelacyjne.
The Voice of Poland - walki w ringu i kradzież na scenie
Czwórka jurorów The Voice of Poland rozpoczęła wytężoną pracę ze swoimi drużynami. Niektórym wyszło świetnie, większości raczej przeciętnie. I nie pomogły nawet ring, czy klimat bokserskiej walki.
Jakub Wędrowycz - ten pijaczyna nie jest wart naszej uwagi
Z pewnością nie w sposób, w jaki życzyłby sobie tego autor, jednak najbardziej z całej lektury rozbawiły mnie wstawki pomiędzy opowiadaniami. Jakie wstawki? Otóż kiedy odbiorca ma dość znoszenie braku humoru podczas czytania fragmentów z założenia humorem przesyconych, Pilipiuk proponuje małą odskocznię, odpoczynek – trochę jeszcze mniej (o ile to możliwe) pobudzającego do śmiechu tekstu. Dzięki temu miałam nieszczęście zapoznać się z przepisem na Hot Doga – w wolnym tłumaczeniu szaszłyki z psa. Szaszłyki z psiego mięsa nadzianego na szprychy rowerowe. Co warto podkreślić, psa należy wcześniej oblać spirytusem i podpalić „dla usunięcia sierści”. Doprawdy, smakowicie. Kiedy już skończę zanosić się niekontrolowanym śmiechem, pobiegnę po linkę hamulcową, by złapać jakiegoś czworonoga – niech zabawa trwa. Jest jeszcze horoskop i fartownie na tym tego typu atrakcje się kończą. Odpowiedź na pytanie „po co to?” pozostanie słodką tajemnicą pisarza.
Nieco bardziej burzliwa atmosfera towarzyszyła metamorfozom. Nie wszystkie kobiety były w stanie zaakceptować zmiany zaproponowane przez stylistkę. Na widok przejściowej fazy tworzenia nowej fryzury, Justyna Pawlicka popisała się słownictwem rodem z rynsztoka. To zrozumiałe, że żadna z nich pretendując do tytułu najpiękniejszej, nie chciałaby wyglądać źle, nawet wyłącznie w swoim własnym odczuciu. Jednakże niezadowolona uczestniczka swojej kobiecości prawdopodobnie nie mogła zaprzeczyć bardziej, niż otwierając usta po to, by kląć jak szewc – nieelegancko i niesmacznie. Niektóre narzekały, inne były zachwycone, a mnie w związku z ich przemianami niezmiennie najbardziej zadziwia magia makijażu.
„Przez całe igrzyska [trener Bob Bowman] nie pozwolił mi się zatrzymać i spojrzeć wstecz. Więc zrobię to teraz” – tak kończy się pierwszy rozdział Autobiografii Phelpsa. Reszta książki jest realizacją tej obietnicy. Pływakowi niekiedy z trudem udawało się zdążyć z koronacji, na której odbierał złoty medal, na kolejny wyścig. Nie miał czasu, by napawać się zwycięstwem – gdy tylko odnosił sukces, szykował się do kolejnego. Mógł liczyć jedynie na chwilę wyciszenia (także w basenie) przed kolejnym wyzwaniem. Jego autobiografia to świadectwo tego, że teraz nigdzie się nie spieszy, może ze spokojem i dumą patrzeć wstecz i opowiadać historię, w moim przekonaniu, nietuzinkową.
"Życie" Richardsa - esencja rockowej rzeczywistości
Nie jest tak, że całe Życie, na które składa się grubo ponad 500 stron, zapełnionych wspomnieniami Keitha Richardsa czyta się z zapartym tchem. Spore fragmenty, większość zebranych przez artystę treści, sprawiły, że znalazłam się w egzotycznej, pełnej używek i doskonałej muzyki rzeczywistości. Jednakże nie brakowało też akapitów, podczas których czytania musiałam tłumić przemożną chęć przeskoczenia choć trochę dalej, na powrót do tych elementów, które pochłania się w sposób niekontrolowany. Chwilami za zmiennością dynamiki książki ciężko było nadążyć. Ledwo współtwórca Stonesów zdążył zanurzyć się w tych nieco mniej interesujących faktach, ledwo zdążyłam się znudzić jego trwającą przez wiele zdań dygresją, a znów pojawiło się coś, co spowodowało szybsze bicie serca. I w drugą stronę: czytam stronę za stroną z nieskrywaną fascynacją, gdy nagle wątek się urywa a Richards przechodzi do snucia opowieści bliskiej zaangażowanym w nią osobom, odbiorcom mniej. Mimo to autor i tak mnie oczarował, lekturze bez wahania oddałabym się znowu.
Zostań przy mnie - Coben po raz 23, wciąż w formie
Najnowsza, przetłumaczona na nasz rodzimy język książka jest dowodem na to, że Coben ma się bardzo dobrze, a tworzony przez niego literacki urodzaj trwa i trwał będzie. Zostań przy mnie wciąga, jednak stwierdzenie, że na długie godziny, byłoby mocno nietrafione. Autorowi pisało się lekko i szybko, więc i odbiorcy lekko i szybko się czyta. Dzięki amerykańskiemu pisarzowi mamy szansę na poświęcenie dwóch, w porywach trzech wieczorów splatającym się losom trójki bohaterów. Po książce należy oczekiwać tego, czego zwykle oczekuje się od Cobena: owianej tajemnicą historii, demonów przeszłości decydujących o bieżących wydarzeniach, pełnego dynamiki dochodzenia do prawdy i zakończenia, którego nie do końca można się spodziewać.
Gra o tron - zaczęło się od książki, na czym się skończy?
Zaszczytne miejsce na tej nie aż tak długiej liście bezsprzecznie należy się George’owi R. R. Martinowi, autorowi Pieśni Lodu i Ognia. Jego polot nie przestaje mnie zdumiewać, podobnie jak niezmiennie zaskakuje, że pisarz zdaje się sprawować pełną kontrolę nad setkami wątków i bohaterów. Nie sposób zliczyć ile postaci przewija się przez samą Grę o tron, pierwszy tom siedmioczęściowej sagi, o pozostałych dostępnych częściach nie wspominając. Szczególnie cieszy fakt, że pomimo wspomnianej wielości, podczas lektury nie miałam do czynienia z bezbarwną masą. Niemal każda wykreowana przez amerykańskiego pisarza jednostka ma osobowość, własną historię, motywy i co najważniejsze – zarówno pozytywne jak i negaywne cechy. Jego świat nie jest czarno-biały, za to mieni się nie tyle różnymi odcieniami szarości, co setkami kolorów. Dzięki temu fascynuje i przyciąga na długie godziny.
12 czerwca będzie miała miejsce polska premiera najnowszego thrillera medycznego Tess Gerritsen. Ostatni, który umrze jest dziesiątą z kolei książką z powstającego od 2001 roku cyklu. Zamiast biernie czekać na nowość od amerykańskiej pisarki, postanowiłam sięgnąć po Chirurga, od którego cała seria się zaczęła. Było warto!
Stereotypy jak wyjątkowo znoszony i godzący w poczucie estetyki płaszcz otulają każdą narodowość. Zweryfikowanie obiegowych opinii dotyczących krajów, do których łatwo dotrzeć, nie stanowi większego problemu. Krótka podróż, wnikliwa obserwacja i staje się jasne, jak gorąca jest hiszpańska krew, jak flegmatyczni potrafią być Anglicy, jaką urodą mogą poszczycić się niemieckie kobiety. A Ameryka? W tym wypadku wielu entuzjastów obcych kultur musi zdać się na relacje tych, którym dane było dotrzeć na odległy kontynent. Niezaprzeczalnie wycieczka po Stanach i stworzenie własnego reportażu jest bardzo atrakcyjną perspektywą. Jednakże w razie wystąpienia pieniężno-wizowej niemocy, książka Wałkuskiego jawi się jako bardzo dobra rekompensata.
Potęga podświadomości nie ma nic wspólnego z naukowością. Jest to napisana prostym, przystępnym językiem książka, skierowana do wszystkich, którzy pragną zmian. Od pierwszego zdania Murphy mami i nęci w odrzucającym stylu. Jego teoria nosi znamiona cudu, niezwykłości, nieco pokrętnie nawiązuje nawet do Boga – autor nie stroni od cytatów z Biblii, odnosi się do wiary, a swoje pseudopsychologiczne dywagacje rozpoczyna od ukucia terminu „modlitwa naukowa”. Przy całej tej pozbawionej realizmu otoczce słowem-kluczem pozostaje niepoznana, tajemnicza podświadomość oraz możliwość oddziaływania na nią poprzez wyobrażenia. Murphy przekonuje, że długotrwałe i plastyczne wizualizowanie sobie sukcesu, jest owego sukcesu gwarantem.
Groteskowe jest, że ów trudny do zdefiniowania wdzięk głównego bohatera, Pata, nierozerwalnie wiąże się z faktem, że jest on zaburzony. Choroba psychiczna sprawia, że trafia do „niedobrego miejsca”, bo tak postrzega szpital psychiatryczny. Tam go poznajemy. Niedługo potem, niewyleczony, wychodzi. Nie wie, jak długo przebywał w odosobnieniu, nie wie co wydarzyło się, nim tam trafił i ze swoją niewiedzą pozostaje sam. Jego bliscy nie mają pojęcia, jak go traktować, jak otoczyć opieką, ile z prawdy ujawnić, by nie zaatakować zbyt mocno nierealistycznych przekonań. Sposób, w jaki autor przedstawił skomplikowane relacje rodzinne, trudności z jakimi musi mierzyć się zarówno chory, jak i ci, którzy towarzyszą mu w niełatwym procesie zdrowienia to największa zaleta książki. Wspaniała perspektywa Pata zestawiona została z nieempatycznym stosunkiem ojca i wrażliwością matki, która na własną bezradność reagowała płaczem. Bohater doświadczył niezrozumienia, wstydu, odrzucenia i kłamstw, a wszystkiego od osób, które były dla niego szczególnie znaczące.
Dlaczego? Powodem jest fakt, że Nergal nie jawi się jako narwaniec, który trafił na scenę i nie do końca wie, co zrobić, bo tyle tam ludzi, trema narasta, więc zaczyna szokować: trochę bluźnierstw, trochę drwin, trochę zniewag i jakiś dramatyczny gest, a na koniec jeszcze więcej bluźnierstw. Nie. Gdy tylko zejdzie ze sceny, skończy swój performance i ma okazję zaprezentować siebie, wypowiadając słowa, które dla odmiany da się zrozumieć, okazuje się mężczyzną dojrzałym, z ugruntowanymi poglądami i konkretnym pomysłem na życie. Takim właśnie porzuceniem performance’u, wyjściem ze światła reflektorów, w którym niezmiennie trwa prowokacja jest autobiografia Nergala: Spowiedź heretyka.
Entuzjaści kultowej sagi Andrzeja Sapkowskiego, oczekując na cyfrowe wersje swoich ulubionych książek musieli uzbroić się w cierpliwość. Trochę to potrwało, lecz w końcu jest: Wiedźmin w formie e-booków.
Kinowy hit nigdy by nie powstał, gdyby nie książka Macieja Pisuka: Paktofonika – Przewodnik Krytyki Politycznej. Pozycja wydana w 2008 roku nie zdobyła przychylności szerokiego grona odbiorców, jednak od tego czasu trochę się pozmieniało – nie w książce, a w gustach publiczności. Reedycja zatytułowana Jesteś Bogiem, wzbogacona o zdjęcia z planu filmowego zyskała znacznie większą popularność, niż jej poprzedniczka. Reklama dźwignią handlu?
Życie Pi - w dzisiejszych czasach łatwiej o Oscara niż o dobrą książkę...
Pamiętacie zakład Pascala – ten, z którego wynika, że wiara w Boga opłaca się znacznie bardziej, niż niewiara? Piscine Patel, główny bohater Życia Pi też pamiętał i nieco przesadził z interpretacją, albo po prostu był wyjątkowo niezdecydowanym młodzieńcem. Zamiast do jednego Boga, modlił się do trzech. Byłby to zabieg całkiem zrozumiały biorąc pod uwagę konieczność prowadzenia walki o przetrwanie na środku oceanu przez kilka miesięcy. Jednakże Piscine pociąg do wielobóstwa odkrył w sobie znacznie wcześniej, jeszcze zanim choćby pomyślał o podróży feralnym statkiem. Brzmi zachęcająco? A to zaledwie jeden ze smaczków zaserwowanych przez Yanna Martela.
Książka jest bezkompromisowym wywiadem-rzeką. Magda Żakowska zadawała pytania, Raczkowski na nie odpowiadał. Tak zrodziła się całość stanowiąca doskonałe w odbiorze odbicie osobowości satyryka. Jeśli lubicie jego rysunki, pokochacie tę pozycję. Lektura niemal nieustannie prowokuje do zadawania pytania, czy choć niektóre z padających podczas wywiadu zdań są prawdziwe. Brutalna szczerość, czy kreacja, rodzaj teatru kontrowersji? Prawdy poznać nie sposób – nawet jeśli to rola, Raczkowski nie zamierza wychodzić z niej w najbliższym czasie.