Człowiek, który gapił się na kozy, rozbijał chmury i cieszył widza
“Człowiek, który gapił się na kozy” może być małym bałaganem, jeśli chodzi o fabułe i scenariusz, ale wciąż jest całkiem poprawnie zrobioną, przyjemną komedią.
"Człowiek, który gapił się na kozy" zaczyna się, kiedy porzucony przez swoją żonę reporter Bob Wilton (Ewan McGregor) postanawia z rozpaczy i beznadziei wyruszyć jako korespondent Iraku. Nie może dostać się do samego samego serca kraju, ale w międzyczasie poznaje oficera Lyn'a Cassidy'ego (George Clooney). Kilka miesięcy wcześniej, dziennikarz słyszał to nazwisko, kiedy robił wywiad z domorosłym telepatą mieszkającym ze swoją mamą. Tak się szczęśliwie złożyło, że Lyn spędził kilkanaście lat w Armi Nowej Ziemi - plutonu szkolonego w naukach New Age, którego zadaniem nie było prowadzenie walki, lecz szkolenie swojego umysłu tak, by pokonywać przeciwników bez konieczności uciekania się do przemocy. Wszyscy kadeci nazywali siebie "Jedi", a oddziałem dowodził ekscentryczny oficer Bill Django (Jeff Bridges), który swoją przemianę zawdzięczał doświadczeniom w Wietnamie. Teraz Bill ma tajną misję w Iraku i Lyn jest w drodze by się z nim spotkać. Bob czuje, że być może uda mu się z tego zrobić naprawdę interesujący reportaż. Starszy wojskowy pozwala młodemu reporterowi na przyłączenie się do wyprawy i długie dyskusje o historii swojej formacji, jej naukach i o tym, jak raz zabił kozę wzrokiem. Precedens, który jego zdaniem - zniszczył Armię Nowej Ziemi.
