Z czasem ich wiedza robi się większa – zabijają ostatni płomyk nadziei na to, że widziany grzyb nuklearny to tylko wynik jakichś testów, dowiadując się, że takich wybuchów było w całych Stanach Zjednoczonych kilkanaście. Wciąż jednak nie wiedzą czy panuje wojna, które miasta zostały zniszczone i czy w ogóle nadejdzie pomoc. Jericho to nie jest serial akcji. Mamy do czynienia z dramatem, z pokazaniem życia społeczeństwa, tak dobrze do tej funkcjonującego, w postnuklearnym świecie. Ich głównym celem będzie przeżycie i próby normalnego życia, choć wszystkie wydarzenia rozgrywające się naokoło konsekwentnie będą im to utrudniać.
Nad jego przypadkiem każdemu trudno byłoby przejść do porządku dziennego. Chłopak obudził się nagi w lesie i nie wie absolutnie nic. Odbywa wielce zadziwiającą dla niego wędrówkę, trafia do miasta i tam już trafia w odpowiednie miejsce. Po zbadaniu go, okazuje się, że ma około 15 lat, a stan jego zębów sprawia wrażenie, jakby ich nigdy nie używał. No i nie ma pępka. Dopatrzył się ktoś tu czegoś normalnego? Chłopiec trafia do rodziny Tragerów, jako podopieczny Nicole, psychoterapeutki, która zdecydowała się nim zająć – jako że nie ustalono jego tożsamości, a sam wydaje się być ograniczony, bo nie odpowiada na pytania, nadano mu imię Kyle. Później w jeden dzień uczy się mówić, ale dalej nie jest w stanie powiedzieć co się z nim działo przed leśną pobudką – jedyne co może w tym kierunku zrobić, to rysować tajemnicze obrazki. Kim jest? Skąd się wziął? Wraz z rozwijaniem się fabuły, poznamy jeszcze więcej dowodów na absolutną wyjątkowość Kyle’a.
Jakkolwiek może wydawać się to dziwne, po zapoznaniu się z sytuacją i osobą Shawna Spencera, powinniśmy to prędko zrozumieć. Główny bohater opisywanego serialu, syn zasłużonego policjanta-detektywa, obdarzony jest niezwykłymi umiejętnościami, związanymi z jego nad wyraz rozwiniętym zmysłem obserwacji, zapamiętywania oraz dedukcji. Co w tym dziwnego, zapytacie, przecież to niezbędne cechy dobrego detektywa. Zgadzam się, ale uwierzcie mi – Shawn Spencer bije pod tym względem wszystko, co do tej pory widzieliście. Sam Hercules Poirot pozazdrościłby mu autentycznie fotograficznej pamięci oraz tego szczególnego daru kojarzenia faktów i uzyskiwania szeregu informacji za pomocą jednego spojrzenia. Pielęgnowany w dzieciństwie przez ojca talent, potem zaczął zdawać się być marnowany, gdy okazało się, że Shawn nie pali się do zostania oficerem śledczym, na dodatek raczej nie propaguje zbyt poważnego podejścia do życia. Jak więc doszło do tego, że został detektywem?
Niestety, popularny niegdyś gatunek, z dekady na dekadę podupadał. Zainteresowanie branży filmowej malało, a także i spadała liczba odbiorców. Pozostało jednak grono fanów, którzy przekazują swoją miłość kolejnym pokoleniom i do dziś zarażają nią nowe osoby. Dla nich właśnie powstały ostatnio filmy, takie jak świetny 3:10 do Yumy, a także nie do końca udany, acz nieco powyżej przeciętnej – Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda. Lecz parę lat wcześniej powstała prawdziwa perełka, western na miarę naszych czasów. Serial Deadwood, bo o nim tu mowa, nie ma nic wspólnego z ugrzecznionymi produkcjami z lat naszej młodości (tudzież młodości naszych ojców). Twórcy z HBO po raz kolejny nie bali się kontrowersji i przedstawili nam naprawdę brudny Dziki Zachód… Bez cenzury! Widziałeś Rodzinę Soprano i Rzym? To już wiesz, czego możesz się spodziewać.
Do podobnego wniosku doszła główna bohaterka Weeds, komedii telewizji Showtime, Nancy Botwin. Po nagłej śmierci męża, decyduje się zacząć zarabiać pieniądze na życie oraz utrzymanie siebie i dwóch synów, poprzez rozprowadzanie marihuany po okolicach swojego miasta. Jeżeli ktoś oczekuje po tym serialu czegoś w stylu How High, mocno się przeliczy. Tu postawiono na nieco inny rodzaj humoru.
Wyobraź sobie, że prowadzisz spokojne życie, masz pewną pracę, rodzinę, na którą możesz liczyć oraz wiernego przyjaciela. Co prawda nie spełniłeś swoich marzeń o milionach, które snułeś na studiach, widząc siebie w przyszłości jako programistę, bo wrobił cię twój najlepszy przyjaciel z tamtego okresu, przez co owe studia musiałeś opuścić. Z kobietą również ci nie wyszło, mieszkasz z siostrą i zazdrośnie patrzysz na nią, gdy spędza szczęśliwie czas ze swoim chłopakiem. Wiadomo, nie zawsze wszystko się udaje. Przynajmniej robisz to, co umiesz, na dodatek wizja awansu w pracy staje się coraz wyraźniejsza. Twoje życie nieodwracalnie zmienia jeden e-mail.
Polską rządzi partia PBC (Polski Blok Centrum), a premierem jest Henryk Nowasz. Komuś jednak zależy, by Nowasz przestał pełnić tę funkcję. Wkrótce odnajduje się jego teczka SB, z której wynika, że był tajnym współpracownikiem Służb w 1968 roku. Nowasz podaje się do dymisji, a jego miejsce zajmuje debiutujący w świecie politycznym – chociaż mający już twardo sprecyzowane poglądy na temat państwa – profesor akademicki Konstanty Turski. Wraz z aktualną ekipą rządową stara się wypełniać swoją pracę. Mając świadomość, że jest odpowiedzialny za cały kraj, Turski rozpoczyna niekonwencjonalne i momentami ekstrawaganckie rządy.
Najwyższy czas, kończyć jednak ten dosyć pesymistyczny wstęp, bo chociaż, iż nadal jesteśmy w lesie, to gdzieś na jego granicach majaczy światełko nadziei dla nas. Także i temat tej recenzji wypadałoby przenieść z filmów na seriale telewizyjne. Ostatnio coraz więcej i coraz częściej na kanałach analogowej telewizji mamy szansę oglądać wielkie hity zza oceanu. I bardzo dobrze, bo rodzime produkty stoją poniżej przyzwoitego poziomu i gdyby nie towary importowe, to telewizor wyleciałby na skrzydłach z mego domu. Jednak nie zostawajmy tylko przy telewizji, ponieważ wydawcy nie zaniedbują także rynku „płytowego”, zasypując nas ostatnio serialami na DVD. Co ciekawe, często są to tytuły jeszcze nie pokazywane u nas, ale co nie znaczy, że gorsze. Takim serialem jest między innymi omawiany tutaj Invasion. Serial spod znaku stacji ABC, która wyprodukowała także między innymi znanych u nas Zagubionych, Gotowe na wszystko, Chirurgów czy dosyć popularny show Taniec z Gwiazdami, na którego licencji powstała polska wersja. Widać, więc, że po Inwazję warto sięgnąć, a ja mogę to potwierdzić, ale po kolei…
W moim przypadku zaczęło się od „Zagubionych„. Ciekawa fabuła, co prawda drugi sezon ciut nudził, ale trzeci to powrót do dobrej formy. Potem nastał wielki „bum” na „Skazanego na śmierć” (do dziś coś mnie trafia jak widzę tę nazwę zamiast „Prison Break”). Pierwszy sezon to było naprawdę mistrzostwo wśród seriali – ciekawe zwroty akcji, klimat i napięcie. Dalej to już niestety odcinanie kuponów, o czym zresztą możecie przeczytać w artykule „Prison Break III” w tym numerze Playbacku.
Tym razem ja scharakteryzuję Wam inny serial, który jeszcze nie tak dawno od Prison Break był popularniejszy, dziś widzowie plasują go na drugiej pozycji. I teraz uważajcie – w tym artykule nie będzie o tym dlaczego jedno od drugiego jest lepsze. Na forach internetowych wciąż toczą się o tym dysputy. Osobiście uważam, że nie ma podstaw, aby oba seriale porównywać, bo każdy z nich traktuje zgoła o czym innym. Jeśli mamy je ze sobą konfrontować tylko dlatego, że to seriale, to dajmy sobie lepiej spokój. Od razu też zaznaczam, że jestem fanem Lost. Prison Break zupełnie mnie nie wciągnął, ale nie zamierzam rzucać w jego kierunku mięchem.
Wszyscy bohaterowie uciekają kierowani indywidualnymi pobudkami, celem nadrzędnym jest jednak Meksyk i Panama, gdzie będą w miarę bezpieczni, ze względu na brak prawa o ekstradycji. W międzyczasie jednak większość planuje udać się po łup ukryty poprzez D.B. Coopera, który wyjawił Michaelowi jego lokalizację w ostatnich chwilach życia. Rozpoczyna się szaleńczy wyścig nie tylko ze ścigającymi, ale także między skazanymi.
Serial ten jest dostępny już parę lat i sam śledziłem losy bohaterów z zapartym tchem czekając co tydzień, a czasem nawet dłużej na kolejne części ich przygód. Stałem się niejako fanem tej wykreowanej przez Paula Scheuringa historii i dlatego mocno się zdenerwowałem gdy usłyszałem pod jakim tytułem ma się ona ukazać w naszej rodzimej telewizji, ale może od początku… W pierwszym odcinku poznajemy sprawę Lincolna Burrowsa – został on skazany po bardzo szybkim procesie na karę śmierci za zabójstwo brata wiceprezydenta. On sam twierdzi uparcie, że jest niewinny, ale przeciwko temu stoją niezbite dowody. W dziwny sposób, wszyscy, którzy mogliby zaświadczyć o tym, że zbrodni dokonał ktoś inny, giną w niewyjaśnionych okolicznościach, a we wszystkim zdają się maczać palce agenci Tajnych Służb. Dwiema osobami, które jeszcze wierzą w niewinność Lincolna są – jego była dziewczyna, a obecnie adwokat – Veronica Donovan i brat Michael Scofield. To właśnie dzięki niemu egzekucja może nie dojść do skutku bowiem jest on architektem, który miał wgląd do planów więzienia Fox River, w którym dzieje się większość akcji pierwszego sezonu serialu. Układa on więc misterny plan ucieczki z ciupy, tatuuje sobie na ciele plan zakładu i napada na bank dając się tym samym zapuszkować. Jednak genialne, zdawałoby się przemyślenie przebiegu ucieczki obejmuje wszystko (razem ze zniknięciem będąc już poza murami), oprócz jednej istotnej rzeczy – ludzi. To właśnie oni będą na zmianę pomagać i przeszkadzać, zdradzać i podjudzać. Taką wesołą gromadkę tworzą tacy skazańcy, jak m.in. John Abruzzi – szef rodziny mafijnej oraz Theodor „T-Bag” Bagwell skazany za wielokrotne morderstwa i gwałty. Dodając do tego jeszcze wrednego strażnika Brada Bellicka i starających się uśmiercić Lincolna wspomnianych już agentów tajnych służb, robi się naprawdę ciekawie.
Te arcydzieło, którego powstały już trzy sezony, opowiada o losach dwóch braci. Dean jest wyluzowany jak cała pierwsza seria, nigdy nie przejmuje się robotą do zrobienia, najchętniej spiłby się tanim alkoholem, rozwalił butelkę z piwem na głowie jakiegoś kolesia, po czym przespał się z dwoma dziewczynami (Dean, nie koleś z głową oblaną piwem). Z drugiej strony, Sam zawsze marzył o stabilnej pracy i dobrej edukacji, przez co ma zamiar skończyć porządny uniwersytet i znaleźć sobie dziewczynę, z którą byłby przez całe życie. Widząc różnice w charakterach, jest oczywiste, że bracia często się kłócą i zwykle mieszkają jak najdalej od siebie. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy Dean odwiedza Sama na samym początku pierwszego sezonu, mówiąc że ich ojciec zapewne jest w niebezpieczeństwie. Biorąc pod uwagę jego profesję, tatuś ma spory problem. Otóż rodzina specjalizuje się w szukaniu i eliminowaniu różnych demonów, wilkołaków i wkurzonych dusz. Biedne siły zła muszą cierpieć tylko przez to, że paręnaście lat wcześniej jeden demon spalił dom Winchesterów… razem z ich matką.
„Kochanic króla” i tak w końcu nie obejrzałem, ale po dwóch sezonach serialu stacji Showtime, jestem pewien, że jeśli film ten nie zasługuje choćby na kilka oscarów, to nie jest lepszy od „Tudorów”. Takie stwierdzenie, rodem z reklamówek, może razić, ale biorę za nie pełną odpowiedzialność. Szczególnie, że głównym atutem hollywoodzkiej produkcji ma być pojedynek „najseksowniejszych” gwiazd kinematografii. Cóż, dość podobny zabieg zastosowano przy Catwoman, chcąc ukryć wady filmu.
Klan opowiada o losach warszawskiej rodziny Lubiczów, a także osób z nimi zaprzyjaźnionych lub spowinowaconych. W ciągu jedenastu lat zmieniali się scenarzyści, niemniej historia serialowych bohaterów cały czas utrzymuje ciągłość fabularną i choć niektóre osoby odchodzą, na ich miejsce przychodzą zupełnie nowe – twórcy cały czas prezentują nam życie tej biednej rodziny. Naturalnie biednej, ale nie od strony materialnej. W końcu dom na Sadybie, mieszkania w lepszych dzielnicach Warszawy, własne firmy – to wszystko jest oznaką sukcesów finansowych. Niemniej, rodzina Lubiczów ma wyjątkowego pecha do nieszczęść, które notorycznie rozgrywają się w ich otoczeniu. Autorzy scenariusza sumiennie dbają o to, by główni bohaterowie cierpieli na wszystkie powszechnie znane choroby, by dotknął ich problem ubóstwa, emigracji, kradzieży, Urzędu Skarbowego, gwałtu, napaści, rabunku, przemocy w rodzinie… Długo by wymieniać. W każdym razie – wszystkiego co najgorsze.
Seriale medyczne cieszą się wielką popularnością w USA. Każdy sezon przynosi nową pozycję – mniej lub bardziej udaną. Dr House to zdobywca kilkunastu nagród krytyków i publiczności, co jednoznacznie wskazuje, że dobrze się przyjął. A jak wiadomo, co się podoba gdzie indziej, do Polski przywędruje prędzej czy później. Drugi oddział telewizji publicznej zdecydował się wyemitować serial w najlepszym czasie antenowym (20:10) od początku, więc ci, którzy jeszcze nie zdołali się zapoznać z tą produkcją, mają znakomitą ku temu okazję. To tyle gwoli wyjaśnienia.
Pierwszy sezon, zawierający 9 epizodów, został wyświetlony na kanale E4 na początku 2007 roku. Nie zyskał od razu dużej popularności w Polsce, jednak wraz z rosnącą popularnością seriali w naszym kraju oraz wejściem drugiego sezonu na początku tego roku, Skins prędko znalazł swoich fanów. Natrafiłem nawet w Internecie na określenie „American Pie w odcinkach” – niezbyt trafne zresztą moim zdaniem, ale porównywanie do tak popularnej i rozpoznawalnej produkcji mówi samo za siebie. Jednak podobieństw do amerykańskiej komedii, można w ogóle nie zauważyć, jeżeli nie ma się takiego zamiaru – nie znajdziemy tu aż tyle niesmacznych (dla niektórych) żartów, ponadto nie wszystkie wątki poprowadzone są na pełnym luzie. Rozterki i problemy głównych bohaterów, czasem tak podobne do naszych, mogą być naprawdę poważne, jednak z drugiej strony nie należy oczekiwać nudnego ciągnięcia fabuły, w której roi się od moralizatorskich przesłanek.
Californication, serial wyświetlany w amerykańskiej telewizji Showtime, ujmuje ten temat w trochę podobny sposób – bohater jest pisarzem, na dodatek cierpiącym na brak weny, wynikający również z jego kłopotów z samym sobą i własnym życiem. Jednak, gdy dodamy do tego rozbudowaną, serialową fabułę i dużo naprawdę ciekawych postaci, już będziemy wiedzieli, czym ta produkcja, o tytule przywołującym skojarzenia z Red Hot Chili Peppers, różni się od innych, podobnych do niej tematycznie.
Świetny klimat, fascynujący, inteligentny scenariusz poparty odpowiednio zarysowanymi postaciami głównych bohaterów (T-Bag, Abruzzi, Kellerman etc.) dostarczały kina akcji na najwyższym poziomie. Co w takiej sytuacji można zrobić? Oczywiście wypuścić kolejny sezon, a najlepiej dwa. I do tego zapowiedzieć spin-off w wersji żeńskiej.
Ned już jako dziecko miał kontakt ze śmiercią. Jego ukochany pies został śmiertelnie potrącony przez samochód. Chłopak odkrył wtedy, że każdy jego dotyk potrafi przywracać do życia tych, którzy kopnęli w kalendarz. Dopiero metodą prób i błędów dowie się też, że jeśli utrzyma kogoś w nowym bycie na dłużej niż minutę, najbliżej stojąca osoba wyzionie ducha. Jeśli choćby muśnie delikwenta jeszcze raz po wskrzeszeniu, ten zapadnie w wieczny sen już na zawsze i bez odwrotu. Zdolność tą wykorzystuje przy dwóch „pracach”. Oficjalnie jest cukiernikiem i po kryjomu sprawia, że zgniłe owoce, którymi nadziewa swoje ciasta, odzyskują dawną świeżość. Gdy jednak los styka go z detektywem Emersonem, zyskuje kolejne, nieco bardziej zakręcone zajęcie. Odwiedzają kostnicę i na sześćdziesiąt sekund ożywiają „pacjentów”, żeby dowiedzieć się, kto i w jaki sposób ich zabił. Posiadając te informacje zbierają nagrody za wskazanie sprawcy. Wszystko zaczyna się komplikować w momencie, kiedy Ned znajduje w trumnie niewidzianą od wielu lat miłość z dziecięcych lat. Postanawia zatrzymać ją przy sobie. Kłopot tylko w tym, że raz wskrzeszonej nie może ponownie ruszyć.