REKLAMA

Berlin chce ukraść Damę z gronostajem. A mnie ukradł czas

Ulubiony zwyrodnialec subskrybentów Netfliksa powrócił w 2. sezonie prequelowego spin-offu „Domu z papieru”.  Poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko, odpowiedzmy sobie zatem na pytanie: czy „Berlin - Dama z gronostajem” to sezon lepszy od poprzedniego?

berlin dama z gronostajem sezon 2 serial netflix opinia
REKLAMA

Uwielbienie, jakie postać Berlina wzbudziła w fanach „Domu z papieru”, pozostaje dla mnie zagadką. Romantyzowanie postaci nie tyle moralnie dwuznacznych, co po prostu odrażających - narcystycznych, manipulacyjnych, zdolnych do największych okrucieństw i przemocy - to dość problematyczne zagadnienie. Domyślam się, że fenomen Andresa de Fonollosy opiera się na archetypie eleganckiego złoczyńcy, łączącego w sobie brutalność z wyrafinowaniem i, nie ukrywajmy, fizyczną atrakcyjnością. To przede wszystkim kreacja Pedro Alonso działa tak hipnotyzująco i magnetycznie, to dzięki niemu ten wyprany z empatii megaloman, traktujący ludzi co najwyżej jak kukiełki w starannie wyreżyserowanym spektaklu, rozkochał w sobie publiczność.

Oczywiście w swoim serialu jest bardziej przystępny niż w „Domu z papieru”. Twórcy skupili się bardziej na jego romantycznej naturze, poczuciu humoru i fantazji o perfekcyjnie zaplanowanym skoku niż na najbardziej niepokojących cechach charakteru. Dzięki temu serial mógł wydobyć z Berlina to, co publiczność kocha najbardziej: styl, charyzmę i przekonanie, że życie należy przeżyć z rozmachem. I być może ułatwić jej wyparcie z pamięci faktu, że ta sama postać w oryginalnym serialu dopuszcza się jednej z najobrzydliwszych zbrodni, jakie człowiek może wyrządzić bliźniemu. Szkoda tylko, że kolejny raz tej postaci, w której rzeczywiście drzemie pewien potencjał, nie prowadzi dobry scenariusz.

2. sezon spin-offu, zatytułowany „Berlin i Dama z gronostajem”, przenosi akcję do Sewilli. Rabuś ponownie zbiera swoją ekipę - Damiána, Keilę, Camerón, Bruce’a i Roi - by tym razem dokonać brawurowej kradzieży bezcennego dzieła sztuki przypisywanego Leonardowi da Vinci. Oficjalnym celem jest tytułowa „Dama z gronostajem”, ale szybko okazuje się, że sam obraz jest jedynie elementem bardziej złożonej intrygi. W centrum opowieści znajdują się wpływowy książę Malagi oraz jego żona Genoveva, których Berlin planuje wykorzystać i dokonać zemsty.

REKLAMA

Berlin i Dama z Gronostajem - opinia o serialu Netfliksa

Nowy „Berlin” to w istocie więcej tego samego - co, zapewne, zadowoli fanów. 2. sezon łączy zatem klasyczne elementy heist movie z melodramatem (a raczej: z telenowelą), przy czym tego drugiego jest tu znacznie więcej, co odbija się na napięciu i poczuciu stawki. 

Oprócz misternie zaplanowanej kradzieży twórcy rozwijają wątek zemsty i przypominają, że dla Berlina celem nie są wyłącznie pieniądze czy dzieła sztuki, lecz również satysfakcja z upokorzenia ludzi, którzy odważyli się go zlekceważyć. Sam koncept brzmi jednak bardziej elektryzująco niż okazuje się w praktyce.

Największą zaletą serialu pozostaje Pedro Alonso. Aktor z urokiem i swobodą balansuje między komizmem, narcyzmem i tą specyficzną melancholią. Jego Berlin nadal jest aroganckim estetą, romantykiem i, cóż, zwykłym przestępcą, który potrafi mówić o miłości z takim samym namaszczeniem, z jakim planuje skok stulecia. Jest tu zdecydowanie bardziej ludzki niż w oryginale, dlatego też trochę łatwiej mu kibicować bez poczucia niesmaku. Osobiście nie potrafię jednak zapomnieć, że za całą tą atrakcyjną fasadą kryje się zwykły gwałciciel (!), co skutecznie utrudnia mi kibicowanie postaci, nie wspominając o jakimkolwiek sympatyzowaniu z nią.

Atutem są też niewątpliwie andaluzyjskie plenery, cała ta luksusowa oprawa wizualna i - momentami - bardzo atrakcyjny sposób emocjonalnego ilustrowania samego skoku. Serial ma w sobie coś z fantazji o życiu przeżywanym bez hamulców: z rozmachem, stylem i absolutną pewnością siebie. Nie sposób odmówić jej wielkiej mocy oddziaływania na widza. 

Poza tym jednak fabuła jest raczej przewidywalna, tempo regularnie siada, podobnie zresztą jak stopniowanie napięcia, a lwia część telenowelowych wątków jest przeciągnięta do bólu i niepotrzebnie odwraca uwagę od samego skoku. Przyznaję: początkowo scenariusz rozwija fabułę sprawnie i bez większych dygresji, ale gdy tylko ruszają przygotowania do kradzieży dzieła Leonarda, zaczynają się problemy - podobnie jak wiele innych współczesnych seriali streamingowych, tak i „Berlin” wpada w pułapkę serwowania widzowi zbędnych szczegółów i rozbudowanych wątków pobocznych, które nie są zbyt interesujące, ba, sprawiają wrażenie doklejonych tylko po to, by sezon obejmował osiem epizodów.

Tam, gdzie „Dom z papieru” potrafił budować autentyczne poczucie zagrożenia, „Berlin” wybiera kokieterię - dlatego też osiem nowych odcinków ani przez chwilę nie zbliża się do emocji, które oferował oryginał (będący przecież opowieścią świadomie kiczowatą, absurdalną i logicznie dziurawą). Moim zdaniem: nic ciekawego.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-17T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T15:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T14:33:39+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T13:58:32+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T11:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T10:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T01:04:05+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA