REKLAMA
  1. Rozrywka
  2. Dzieje się
  3. Dramy

Lil Masti pozywa Gimpera. Poszło o zarabianie na dzieciach

Tomasz „Gimper” Działowy jest chyba magnesem na konflikty. Ledwo wytłumaczy się z jednego dziwnego i kontrowersyjnego przemyślenia, a za chwilę spada na niego nowa fala krytyki. Tym razem jednak nie chodzi o to, że Gimper powiedział cokolwiek, co wiele osób uznało za nieodpowiednie. Z przytupem powraca temat obszernego materiału youtubera dotyczącego zjawiska sharentingu. Kolejna drama powstała z inicjatywy Lil Masti i chociaż dowiadujemy się o niej dopiero teraz, to trwa z pewnością już od dłuższego czasu.

20.02.2024
10:30
gimper kolejna drama pozew lil masti
REKLAMA

Niedawno mogliśmy usłyszeć, jak Gimper cieszy się, że okres bez afer z nim związanych trwa wyjątkowo długo. Coś się stać musiało. Kilka miesięcy temu youtubowy twórca stworzył film, w którym głęboko analizuje temat sharentingu, czyli udostępniania, a przede wszystkim zarabiania na wizerunku swoich dzieci przez mniejszych lub większych influencerów. Dotyczy to zarówno nowonarodzonych maluchów, jak i tych, które nie opuściły jeszcze brzucha mamy. Tak, to można monetyzować już od początku ciąży. Nie każdemu przypadł do gustu materiał Tomasza „Gimpera” Działowego, czego widzimy już pierwsze konsekwencje.

REKLAMA

Więcej na temat tego, co dzieje się na YouTubie, czytaj na łamach Spider's Web:

Lil Masti staje przeciwko Gimperowi. O co chodzi?

We wspomnianym wyżej filmie Gimper szeroko omawia poczynania Lil Masti, prywatnie Anieli Bogusz – dawnej SexMasterki, influencerki oraz  freak fighterki (obecnie poświęcającej się głównie macierzyństwu). Wspomina w nim wielokrotnie m.in. o kontrowersyjnych ruchach kobiety w sieci. Publicznie relacjonowała ona każdy najmniejszy szczegół związany z ciążą, stworzyła film z porodu, a później od początku pokazywała twarz swojego nowonarodzonego dziecka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, przynajmniej w świecie influencerów, gdyby nie fakt, że przez cały czas jej działaniom towarzyszyły liczne współprace z różnymi markami. O skrajnym monetyzowaniu przez nią tematu macierzyństwa mówiło się w social mediach głośno i bardzo dużo. Lil Masti jednak pozostawała na to, przynajmniej z pozoru, obojętna i nie widziała w tym niczego złego, co sama zaznaczała w swoich wypowiedziach.

Okazuje się, że zarzut o wręcz szkodliwym sharenting był dla niej posunięciem o krok za daleko. W opublikowanym wczoraj najnowszym odcinku Zgrzytu – podcastu commentary prowadzonego przez Gimpera oraz Revo – youtubowi twórcy postanowili wyjaśnić, dlaczego zarówno materiał Tomka, jak i jedna z odsłon Zgrzytu, zostały na ten moment ukryte.

REKLAMA

Lil Masti stwierdziła, że na tyle jej się nie podoba krytyka, która została wystosowana w jej kierunku, że to jest sprawa, którą należy skierować do sądu. W związku z tym pojawiło się najpierw wezwanie do usunięcia, na które ja pozwoliłem sobie bardzo szeroko odpowiedzieć, dlaczego się z tym nie zgadzam i dlaczego te materiały nie zostaną usunięte. I tutaj sprawa jest o tyle ciekawa, że teoretycznie to ja jestem odbiorcą tego pisma, natomiast ono dotyczy i materiału, który zrobiłem osobiście, tego o sharentingu, jak i materiału na Zgrzycie. […] Natomiast w związku z tym sprawa została skierowana do sądu i sąd, po zapoznaniu się z wnioskami wystosowanymi przez drugą stronę, podjął decyzję o tzw. zabezpieczeniu materiałów.

mówi Gimper w odniesieniu do dramy

Czy to kolejna sprawa sądowa Tomka, która będzie ciągnąć się latami? Nie wiadomo, ale na to wygląda, biorąc pod uwagę, że widzowie dowiadują się o powodach ukrycia materiałów po tak długim czasie od ich pierwotnej publikacji. Gimper w obliczu kolejnej dramy wydaje się być jak na razie dość spokojny. Z pewnością zależy mu na filmie o sharentingu i, jak sam twierdzi, nie było tam nic, co mogło kogokolwiek skrzywdzić, jedynie analiza potencjalnych ogromnych zagrożeń wynikających z tego zjawiska. Mamy nadzieję, że materiał zostanie przywrócony jak najszybciej, ponieważ trzeba przyznać, że jest on zrealizowany bardzo dobrze i zawiera wiele merytorycznych informacji. Szkoda, że szerzej mówi się o nim przy okazji dramy, a nie wtedy, gdy powstawał, a zbiegł się wtedy dość niefortunnie z nadchodzącą głośną aferą Pandora Gate.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA