Meryl Streep twierdzi, że współczesne Hollywood jest nudne. Wszystko przez „marvelizację”
Meryl Streep dołączyła do pęczniejącego grona uznanych aktorów, którzy zdecydowali się krytycznie ocenić kondycję współczesnego kina. I choć jej opinia jest sporym uproszczeniem, nie sposób jej kategorycznie zaprzeczyć.

Krytyka współczesnego kina i obwinianie o wszystko filmów Marvela (czy też - szerzej i jeszcze bardziej niesprawiedliwie - całego nurtu superbohaterskiego) przez legendy kinematografii to już standard. Niestety, często są to opinie upraszczające temat, rozmijające się z sednem problemu lub najzwyczajniej w świecie nieprzemyślane - choć zazwyczaj tkwi w nich ziarno prawdy. Tak też jest w tym przypadku.
Tym razem to Meryl Streep przekonuje, że dominacja narracji superbohaterskich doprowadziła do zubożenia scenopisarskiej pracy nad postaciami w całej branży. Jak ujęłaby to Miranda Priestly: dziś brakuje „wizjonerów”, bo ich miejsce zajęli „dostawcy”.
Meryl Streep krytykuje Hollywood
W niedawnym wywiadzie dla programu Hits Radio Breakfast Show, w którym wystąpiła obok Anne Hathaway i Emily Blunt podczas trasy promocyjnej filmu „Diabeł ubiera się u Prady 2”, Streep skrytykowała „rosnące uzależnienie kina” od wyraźnych podziałów na bohaterów i złoczyńców.
Mam wrażenie, że dziś filmy są „zmarvelizowane”. Mamy złych i dobrych, i to jest po prostu nudne
- powiedziała, dodając, że najbardziej angażujące historie opierają się na postaciach wymykających się prostym klasyfikacjom.
To, co w życiu jest naprawdę interesujące, to fakt, że niektórzy bohaterowie mają wady, a niektórzy złoczyńcy są ludzcy, ciekawi i mają swoje dobre strony. Dlatego właśnie podoba mi się ten film. Jest bardziej nieuporządkowany.
To prawda, że część kina uległa „marvelizacji” - cała masa blockbusterów pisana jest od jednej sztancy i nietrudno przewidzieć, jak rozwinie się i zamknie fabuła. Trudno jednak zgodzić się z zarzutem o brak niejednoznacznych bohaterów: przecież w ostatnich latach kino forsuje odcienie szarości, niejednoznaczność i antybohaterów na wszelkie możliwe sposoby. Doszło do tego, że poczciwi, idealistyczni, dobroduszni protagoniści stali się rzadkością. Dlatego też serial „Rycerz Siedmiu Królestw” był takim powiewem świeżości - nie tylko w telewizyjnym uniwersum „Gry o tron”, ale i w znacznie szerszej skali.
Wróćmy jednak do Streep. Aktorka niedawno opowiedziała również o renegocjacji swojego wynagrodzenia za film z 2006 r., ujawniając, że początkowo odrzuciła ofertę.
Powiedziałam: Nie, nie zrobię tego’” - dodając, że ostatecznie zgodziła się na udział po tym, jak studio zaakceptowało jej stawkę, podwajając pierwotne wynagrodzenie. „Od razu powiedzieli: ‘Pewnie’. (...) A byłam gotowa przejść na emeryturę. To była dla mnie lekcja.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kogo zobaczymy na Met Gali 2026? Nie zabraknie wielkich gwiazd
- O co chodzi z krukami w serialu Stamtąd? Nie chodzi tylko o strach
- Będzie 2. sezon Człowieka w ogniu? Serial Netfliksa rozbił bank
- Kiedy Met Gala 2026? Wielkie wydarzenie lada moment
- Co obsada Harry’ego Pottera w ogóle robi w tym miejscu? Wyciekły zdjęcia



















