W sam raz na majówkę na Netfliksie zadebiutował nowy serial akcji. Dla fanów gatunku jego tytuł na pewno brzmi znajomo. Bo przecież powieść A.J. Quinnella już wcześniej dostała dwie adaptacje. Najsłynniejszym "Człowiekiem w ogniu" pozostaje film z Denzelem Washingtonem, ale parę dekad wcześniejsza produkcja też jest niczego sobie.

Bo "Człowiek w ogniu" A.J. Quinnella sam w sobie świetnie się broni. To pulpowa powieść sensacyjna, grająca na najniższych instynktach czytelnika - poczuciu krzywdy i palącej potrzebie wymierzenia sprawiedliwości. Głównym bohaterem jest były żołnierz i najemnik. Creasy to istna maszyna do zabijania. Teraz jednak sięga dna. Między jednym drinkiem a drugim łapie fuchę niańki, a raczej ochroniarza młodej dziewczyny. Wbrew sobie zaprzyjaźnia się z nastolatką, dlatego gdy ktoś ją porywa, a on sam zostaje postrzelony, postanawia jak najszybciej wrócić do formy i za wszelką cenę ją uratować. Nie zamierza przy tym próbować przemówić przestępcom do rozsądku. Jest przecież typem, który do gadatliwych nie należy. Językiem przemocy posługuje się za to jak nikt inny.
I można w "Człowieku w ogniu" dostrzec materiał na może nie tyle widowiskowy, ale na pewno bombastyczny film akcji, jak to zrobił Tony Scott. Reżyser prowadzi opowieść w sposób przesadzony, wręcz ekstrawagancki. Teledyskowo-szarpanym montażem oddaje chaos, w jakim funkcjonuje grany przez Denzela Washingtona bohater, rozsmakowując się przy tym w przemocy. Jako zaktualizowana wersja tej samej historii serial Netfliksa jest już bardziej konwencjonalny, stonowany i bardziej skupiony na sensacyjnych atrakcjach. A jak do literackiego oryginału podchodzi pierwsza adatpacja?
Człowiek w ogniu - film akcji na weekend
Oczywiście, że w "Człowieku w ogniu" z 1984 roku akcja też musi być. Ona jest przecież wpisana w DNA literackiego oryginału. W końcu Creasy jest jednym z ogniw ewolucji archetypu wędrownego egzekutora sprawiedliwości - znajduje się gdzieś między figurą jeźdźca znikąd a Jackiem Reacherem. Musi więc umieć w rozróbę. W tym wypadku robi ją po prostu na mniejszą skalę, niż jesteśmy do tego dzisiaj przyzwyczajeni. O ile film Tony'ego Scotta czy serial Netfliksa płoną, o tyle on się jedynie tli. Oferując oczywiście coś w zamian.
Pierwsza adaptacja "Człowieka w ogniu" rozpoczyna się od śmierci głównego bohatera. Creasy umiera, a my cofamy się w czasie, żeby zobaczyć jak do tego doszło. Stojący za kamerą Elie Chouraquai trzyma widzów za gardło, każąc kibicować bohaterowi naznaczonemu fatalizmem swojego losu. Robi to utrzymując swoją opowieść w stylu noir, wplatając w nią nawet oldschoolowe motywy narracyjne. Pokazuje gazety, których nagłówki wypełniają fabularne luki między kolejnymi scenami. W międzyczasie pozwala byłemu żołnierzowi, snuć się po Włoszech, szukając porywaczy. Creasy chodzi od jednego przestępcy do drugiego, każdego torturując i wyciągając z niego potrzebne informacje.
Wcielający się w główną rolę Scott Glenn nie jest twardym Denzelem Washingtonem, który z zaciętą miną rozprawia się z kolejnymi porywaczami. Nie ma nawet na tyle brawury, żeby wsadzić jednemu ładunek wybuchowy w odbyt. Jest jednak zdeterminowany i pewny swego, ale jednocześnie bije od niego niewysłowiony ból. Rusza do walki nie będąc nawet w pełni sprawnym po postrzale, przec co zmienia się z zimnego zawodowca w człowieka rozpalonego emocjami. Dokonując zemsty musi pokonywać ograniczenia swego ciała, co kosztuje go mnóstwo widocznego na twarzy aktora wysiłku. To bohater wciąż całkiem prosty, ale już znacznie bardziej ludzki i bardziej zniuansowany od swoich późniejszych ekranowych reinkarnacji.
Jest wybuch, jest strzelanina, jest walka - sensacyjnych atrakcji nie brakuje, ale jednak pierwszy "Człowiek w ogniu" okazuje się bardziej refleksyjny od późniejszych adaptacji powieści Quinnella. Zahacza wręcz o melancholię i nie stroni od melodramatyzmu. Na koniec osładza nieco swój wydźwięk, ale wcześniej rozsmakowuje się w mroku. Sprawdza się przez to całkiem nieźle. Nie przekonacie się jednak o tym na Netfliksie. W przeciwieństwie do wersji z Denzelem Washingtonem i serialu, film z 1987 roku nie jest dostępny w ofercie streamingowego giganta. Za dodatkową opłatą możecie go jednak obejrzeć na Apple TV.
Więcej o filmach akcji poczytasz na Spider's Web:
- Użytkownicy Prime Video oglądają wybuchowe kino akcji. Choć nic z niego nie rozumieją
- Bob Odenkirk nie chce, ale musi skopać wam tyłki. "Normal" wymiata
- HBO Max nie ma obecnie lepszego lepszego filmu akcji. Drugi raz stał się hitem
- W 2026 roku Netflix nie miał lepszego filmu akcji. Wpadł po cichu, a robi głośną rozpierduchę
- Nowy film akcji z Jasonem Stathamem dokopał się na VOD. Przed chwilą leciał w kinach



















