Fikcyjne uniwersa kręcą kółkami w miejscu i nie inaczej jest w przypadku „The Boys”. Szkoda, że nieźle zapowiadający się cykl kończy jak „Gra o tron” i „Gwiezdne wojny”.

„Chłopaki” dostępni w Prime Video rozbijają bank za bankiem. Ekranizacja komiksu Gartha Ennisa i Daricka Robertsona o tym samym tytule, wydawanego w latach 2006-2012 i będącego celną satyrą na superbohaterów, trafiła na podatny grunt, czyli widzów zmęczonych klepanymi na jedno kopyto produkcjami ze stajni Marvela i DC. Przez lata bawiliśmy się przy niej świetnie, a teraz zmierza ku końcowi.
„The Boys”, którego 5. sezon lada moment się skończy, równie celnie punktuje zarówno fikcyjne postaci, co kultowi „Watchmeni” z lat 80. Problem w tym, że tak jak twórcy ekranizacji, która jednocześnie bez ogródek komentuje wydarzenia z tego naszego prawdziwego świata, zaczęli z wysokiego „C”, ale kolejne odcinki szokują mnie coraz mniej. No i rzeczywistość zaczęła przeganiać fikcję.
To już koniec i to nie tylko „Chłopaków”.
Do serwisu Prime Video trafią jeszcze trzy odcinki „The Boys”, a jako że to finałowy sezon, to wszystko może się w nich wydarzyć. Twórcy i aktorzy od miesięcy puszczają do widzów oko, sugerując nam, iż pod sam koniec trup może padać gęsto, ale jak na razie główni bohaterowie się trzymają i mają się dobrze. Oby to nie była tylko zmyłka, bo ja to mam już dość ich fabularnego pancerza!
Martwi mnie przy tym fakt, iż w serialu nadal nie pojawili się bohaterowie pierwszego spin-offa, który został niespodziewanie… skasowany. Myślałem, iż plan zakłada, że 5. sezon „Chłopaków” zakończy historię starej gwardii, która albo wyzionie ducha, albo uda się na zasłużoną emeryturę, a z 3. sezonu „Gen V” dowiemy się, jakie ich ostatnie decyzje miały reperkusje.
Wszystko wskazuje jednak na to, że ostatni odcinek „The Boys” będzie naszym pożegnaniem zarówno z tym uniwersum, jak i z bohaterami „Gen V”. Prime Video zdaje sobie przy tym sprawę, że „Chłopaki” to nadal silna marka i będzie próbowało przyciągnąć fanów pod ekrany ponownie, ale po linii najmniejszego oporu i w najgorszy możliwy sposób.
Ależ jestem zły na „Vought Rising”!
Chłopaki i ich adwersarze zbyt mocno żyją przeszłością i za mało skupiają się na teraźniejszości. Co rusz odkrywają kolejne poziomy spisku Vought. W spin-offie głównym antagonistą okazał się powracający po latach Godolkin, a w „The Boys” dostaliśmy typowego MacGuffina w postaci Związku V 1. generacji, którego teraz szukają zarówno nasi bohaterowie, jak i złoczyńcy z Soldier Boyem na czele.
Obecność ojca Homelandera w serialu nie jest przy tym przypadkiem, gdyż grający go aktor ma być gwiazdą kolejnego spin-offa w postaci „Vought Rising”. Niestety w tym przypadku nie ma mowy o kontynuacji. Zamiast tego dostaniemy prequel, który już dwiema nogami wkroczy w przeszłość. Cofniemy się w nim w czasie, by śledzić poczynania Soldier Boya i innych bohaterów, co dostali V-jedynkę.
Twórcy serialu uderzają przy tym w kolejne nostalgiczne struny, gdyż ostatni odcinek był tak naprawdę listem miłosnym Erica Kripke do jego poprzedniej produkcji, „Supernatural” z lat 2005-2020. Pierwsze skrzypce grał w nim w końcu Jensen Ackles portretujący Soldier Boya, który w 5. epizodzie 5. sezonu spotkał się ponownie na ekranie z Jaredem Padaleckim i Mischą Collinsem.
„The Boys” jak „Gra o tron” i „Gwiezdne wojny”
Amazon robi tym samym ten sam błąd, co HBO i Lucasfilm, które skrewiły zakończenia odpowiednio „Gry o tron” i „Skywalker. Odrodzenie” zapędzając się w fabularny kozi róg. Mam już serdecznie dosyć tych fikcyjnych uniwersów, które skupiają się tylko na tym, co już było, bo może i ukazują znane nam wydarzenia z innej perspektywy, ale stawki nigdy nie mogą być w nich tak naprawdę wysokie.
„Gra o tron” skończyła się pokonaniem Targaryenów, a kolejne seriale z tego uniwersum opowiadają nam o ich genezie - ale trudno drżeć o los ekranowych postaci, skoro wiemy, iż przeżyją, bo mają do wypełnienia przeznaczenie. To samo tyczy się „Gwiezdnych wojen”! Tak jak powrót Maula w nowej animacji wypadł super, tak niestety od dawna już wiemy, jak jego historia się zakończy.
W przypadku „Chłopaków” idziemy tym samym torem, a tak jak chętnie dowiem się, o tam Soldier Boy porabiał, zanim go zamrozili, tak wiemy, jaki będzie, gdy już go po latach odmrożą. Finałowy sezon „The Boys” niby stara się tej postaci nadal głębi, ale widzowie przecież wiedzą, że to nieokrzesany, uprzywilejowany głąb, którego przyszłość jest zapisana w kamieniu tak jak i Jajka oraz Maula.
Chłopaki, mnie ciekawi: co dalej!
Zdecydowanie bardziej wolałbym, gdyby wszelkie materiały dotyczące prequela w postaci „Vought Rising” okazało się zmyłką, a Amazon po finale „The Boys” ogłosił, iż nowy serial tak naprawdę będzie kontynuacją z Soldier Boyem w roli głównej. Coś jednak czuję, że pociąg do odcinania kuponów za pośrednictwem prequeli w Hollywoodzie jest zbyt silny, by to było możliwe.
No ale kto wie, może doczekamy się po latach nowej produkcji z uniwersum „The Boys” osadzonej fabularnie po zakończeniu 5. sezonu, w której powrócą niektórzy bohaterowie? W przypadku wspomnianych na wstępie „Strażników” takowa się pojawiła w formie serialu HBO o tytule „Watchmen”, który był luźną kontynuacją zarówno oryginalnego komiksu, jak i jego pierwszej ekranizacji.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone Prime Video:
Oczywiście istnieje też ryzyko, że w przypadku ekranizacji „The Boys”, w kontraście do komiksowego pierwowzoru, świat się skończy i wszyscy poza jedną postacią zginą, bo masterplan Siostry Sage się powiedzie. Byłoby to z pewnością niezłym zwrotem akcji - bo jak na razie widzowie czekają już tylko na to, aż Chłopaki, dzięki sile przyjaźni czy coś, pokonają w końcu Homelandera…
Trzymam jednak kciuki, by szumne obietnice twórców, iż „Chłopaki” nie skończą jak „Gra o tron”, której fatalne zakończenie może rywalizować tylko z „Deuterem”, to nie słowa rzucane na wiatr. Przekonamy się o tym już niedługo, gdyż nowe odcinki finałowej, 5. serii „The Boys” trafiają do serwisu Prime Video co środę, a finałowy wedle planu ma pojawić się w VOD od Amazonu już 20 maja 2026 r.
PS Tyle dobrego, że w przypadku „Niezwyciężonego” od Prime Video mamy szansę na jeszcze wiele kolejnych sezonów, gdyż jak na razie twórcy animacji zekranizowali dopiero połowę komiksów z serii „Invincible”.



















