REKLAMA

Panna Młoda! to czyste szaleństwo. Właśnie po to płacę za kino

Drugi napisany i wyreżyserowany przez Maggie Gyllenhaal obraz pełnometrażowy - „Panna młoda!” - to projekt dziki, szalony, pozszywany, niczym potwór Frankensteina, z różnorodnych, pozornie niepasujących do siebie komponentów. Pomysłów, konwencji, tropów, komentarzy, manifestów, hołdów jest tu, uff, naprawdę sporo. I choć nie wszystkie się sprawdzają, całość i tak okazuje się fantastycznym, momentami wręcz ekstatycznym kinowym doświadczeniem.

OCENA :
8/10
panna młoda recenzja film bride 2026
REKLAMA

Cóż to był za seans. Mógłbym tu wypisać rzędem kilkanaście epitetów diametralnie różniących się od siebie tonem - pomyślelibyście zapewne, że coś mi się pomyliło, ale po seansie zapewne przyznalibyście, że każdy z nich jest równie adekwatny. „Panna Młoda!” nie jest filmem doskonałym, ale z całą pewnością unikalnym i satysfakcjonującym.

Mamy lata 30. XX wieku (a raczej ich alternatywną wersję). Potwór Franeknsteina (cudownie groteskowy, a zarazem pobudzający empatię Christian Bale) - nazywany tu po prostu Frankiem - w filmie Gyllenhaal mierzy się z tą samą bolączką, która przysparzała ogrom cierpienia jego poprzednim inkarnacjom: z bezbrzeżną samotnością. Przybywa zatem do Chicago, by tam ubłagać słynącą z kontrowersyjnych tez i przełomowych odkryć naukowczynię, doktor Euphronius (Anette Bening), o stworzenie mu towarzyszki życia - dokładnie tą samą metodą, jaką stworzono jego samego. Gdy wreszcie badaczka wskrzesi pewną kobietę (wybitna, zjawiskowa Jesse Buckley), rozpocznie się nieoczekiwana sekwencja wydarzeń, których nie dało się przewidzieć: zbrodnie, pościgi i romans rodem z „Dzikości serca”, kulturowy przewrót, chaos na ulicach, gangsterskie porachunki... Próba ocalenia Franka przed samotnością przekształciła się w gwałtowną, nieprzewidywalną, krwawą historię miłosno-rewolucyjną. Między innymi. 

REKLAMA

Panna Młoda! - recenzja filmu

Inspiracją dla filmu był, rzecz jasna, przede wszystkim klasyk „Narzeczona Frankensteina” - film z 1935 r. z Elsą Lanchester w tytułowej roli (i podobnie jak Lanchester w tamtym obrazie, Buckley też portretuje tu Mary Shelley). Po seansie filmu Gyllenhaal miał uderzyć fakt, że Oblubienica, choć pojawia się na ekranie zaledwie na kilka minut i nie wypowiada ani słowa, i tak wywiera olbrzymie wrażenie. Budzi się i „mówi” stanowcze: nie.

To „nie” - kwestia zgody w kontekście płci, w sferze seksualnej i kulturowej - odgrywa zresztą w tej dekonstrukcji patriarchalnych ram materiału źródłowego kluczową rolę. „Wolałabym nie” to słowa, które przewijają się przez nią bodaj najczęściej, podkreślając wizję Gyllenhaal. Reżyserka zapragnęła, by sprzeciw Pany Młodej wybrzmiał, by postać - stworzona w tylko jednym celu: by ulżyć innemu stworzeniu - zyskała głos, a nawet sprawczość. Tę Gyllenhaal przywraca jej krok po kroku na różne sposoby, począwszy od najdrobniejszych szczegółów (to ona siada za kierownicą kolejnych samochodów, którymi para podróżuje po USA; nie jest już pasażerką, a kimś, kto prowadzi tę opowieść).

Z drugiej strony: nie prowadzi relacji Franka i antybohaterki w przewidywalny sposób. Frank, choć chce Panny Młodej tylko dla siebie (zresztą: sprowadza ją przecież na ten świat właśnie wyłącznie z myślą o sobie) i początkowo ją okłamuje, wielokrotnie udowadnia, że darzy ją prawdziwą miłością: troszczy się, jest gotów do największych poświęceń; okazuje szacunek i podziw, uwielbia ciało i mózg. Panna Młoda odwzajemni uczucie, ale na swoich warunkach. Nie będzie „Narzeczoną Frankensteina”, jego Oblubienicą. Nie będzie należeć do nikogo. To piękne rozwinięcie tego romansu, który krytykuje motyw bezwzględnego poświęcenia się drugiej stronie, a raczej oparciu miłości wyłącznie na nim. Tu prawdziwa miłość polega też na uznaniu siebie w pełni i równie pełnym zaakceptowaniu tej drugiej połówki; odnalezieniu sensu zarówno z osobna, jak i wspólnego.

Jasne, że feministyczna warstwa filmu wali po łbie z subtelnością Franka, jest jednak wyrażona w sposób tak szalony i pełen uroku, uwzględniający przestrzeń dla zabawnej i poruszającej historii miłosnej, że nie sposób potraktować to jako wadę. Zresztą - warstw jest tu przecież znacznie więcej. 

Wrzucając do tego tygla subwersję konwencji „Dzikości serca”, grozę, kino noir, wątek gangsterski, taniec, ekspresjonizm i wiele, wiele innych, Gyllenhaal wyraża w absolutnie bezpretensjonalny sposób ogrom miłości do kina. Ewidentnie nie zamierza się nikomu przymilać i nie obchodzi jej, czy szeroka publiczność to kupi. Kino koresponduje tu z kinem, bawi się nim, naginając konwencje i zasady czasem w służbie własnego kaprysu, a najczęściej po to, by ubogacić filmowe doświadczenie, uczynić je jeszcze bardziej elektryzującym, sprawić, by widz po seansie pomyślał: dawno już nie widziałem niczego takiego. Już po pierwszym kwadransie nikogo nie powinno dziwić, że estetycznie całość to, powiedzmy, lata 30. widziane przez pryzmat nowojorskiego downtown z początku lat 80. - z wyraźnym wpływem punkowej kontrkultury. Przeciwnie: rozsiadamy się wygodnie i przyjmujemy te fascynujące mariaże z uśmiechem na ustach.

Wątków jest tu sporo: nie wszystkie dobrze się splatają lub w ogóle usprawiedliwiają sens swojej obecności, ale też niczemu nie szkodzą - i jedynie podkręcają wrażenie obcowania z unikatem. Zresztą, bezkompromisowość to fundament „Panny Młodej!” - filmu intensywnego i chaotycznego, ale też pięknego, angażującego uwagę i emocje, zabawnego, poruszającego i... po prostu cool. Obłędnej metafory rewolucji kulturowej, emancypacji ludzi odrzuconych przez społeczeństwo, gdzie tytułowa postać urasta do symbolu siły, podmiotowości, nieokiełznania i zmiany - zarówno wewnętrznej, jak i społecznej. Właśnie takich filmów poszukuję w ciemnościach kinowych sal. Więcej!

Panna Młoda! - w kinach od 6 marca 2026 r.

REKLAMA

Czytaj więcej:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-04T18:47:55+01:00
Aktualizacja: 2026-03-04T13:59:17+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T18:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T16:55:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T16:01:41+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T13:02:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T11:53:10+01:00
Aktualizacja: 2026-03-03T10:44:43+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA