Brzmi to może jak kiepski żart, ale w sumie, czy w rzeczywistości, w której Brad Pitt nie jest już z Angeliną, Kim Kardashian odnosi sukcesy w biznesie, a Donald Trump został prezydentem Ameryki, cokolwiek powinno nas już dziwić?

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że Shia LaBeouf, znany masowej publiczności głównie z trzech pierwszych przebojowych części megahitu "Transformers", naprawdę nieźle sobie radzi jako MC. W ostatnich latach kariera LaBeoufa natrafiła na sporo dość ostrych zakrętów, a on sam zaczął coraz bardziej eksperymentować z szeroko pojętą sztuką. Najpierw uciekł od wielich hollywoodzkich superprodukcji na rzecz kina niszowego, z finałem w postaci roli w "Nimfomance" Larsa von Triera. Następnie miała miejsce seria jego dziwnych performance’ów, m.in. z noszeniem papierowej torby na głowie, wyzywającym występem prawie nago u boku nieletniej w klipie Sii czy oglądaniem swoich własnych filmów w ponad 10-godzinnym nagraniu, jakie mogliśmy zobaczyć na YouTubie.
W jednym programie radiowym w Sirius XM, prowadzący zauważył, że aktor ma na ciele tatuaże gwiazd hip hopu, m.in. Tupaca, Missy Elliot czy Biggie’ego. Shia nie czekał długo z odpowiedzią, tylko od razu przystąpił do imponujacego freestyle’u zatytułowanego "5 Fingers of Death", w którym to w iście imponującym stylu przez ładnych parę minut serwuje słuchaczom wiązankę rymów na niespodziewanie dobrym poziomie. Sami posłuchajcie:
Nie wiem jak wy, ale nie obraziłbym się, gdyby następną fazą performance’u LaBeoufa było wydanie hip-hopowego albumu.