Asterix i Wikingowie
Przyznam się wam, że mam zupełnego świra na punkcie wszystkiego co z dwójką Galów związane. Może nie należę na tych, co to wydają ostatni grosz na breloczek z podobizną Idefixa i mają po trzy te same albumy, w tym wersję oryginalną z autografami twórców, ale, fakt, trudno mi się opanować widząc na sklepowych półkach produkt z parą pociesznych wąsaczy na okładce, zaś wszelkie filmy, czy to animowane, od Wielkiej Bitwy Asterixa, która plasuje się w moim rankingu gdzieś na poziomie kurzu zdobiącego podłogę, po zabawną i groteskową parodię ukazującą naszych braci z Wysp Brytyjskich w krzywym zwierciadle, a więc Asterixa w Brytanii, oglądałem z zapartym tchem. Śliniłem się na wieść o filmach fabularnych i obydwa dzieła oglądałem po kilka razy, choć może określając Asterix i Obelix Kontra Cezar mianem "dzieła" przesadzam o kilka długości, lecz cóż... Po nocach śni mi się zapowiadany na 2007 rok Asterix na Igrzyskach Olimpijskich. Nie da się ukryć, że z większą, lub mniejszą przyjemnością grałem w gry i czytałem kolejne albumy. Nic więc dziwnego, że gdy tylko podczas jednej z przechadzek do zaprzyjaźnionego kina ujrzałem trailer Asterixa i Wikingów, byłem pewien, że prędzej czy później nie opanuje się i rozbiję skarbonkę. Dobrze wiedzieć, że znam siebie aż tak dobrze…




















