REKLAMA

Sekciarski thriller Netfliksa podbija platformę. O co tyle krzyku?

Na Netfliksie zadebiutował nowy thriller psychologiczny z udziałem Asy Butterfielda, Molly Windsor i Fra Fee. To brytyjska próba zmierzenia się z problematyką sekt religijnych - choć „Niewybrani” nie bazują na konkretnej historii (jak choćby polskie „Niebo” od HBO Max), w istocie czerpią z rzeczywistych wydarzeń dotyczących prawdziwych religijnych wspólnot o wysokim stopniu kontroli. 

niewybrani netflix serial opinie
REKLAMA

Akcja „Niewybranych” skupia się na zamkniętej, fundamentalistycznej wspólnocie religijnej zwanej Fellowship of the Divine. Główna bohaterka, Rosie (Windsor), jest jej częścią - to posłuszna żona i matka, podporządkowana surowym zasadom i patriarchalnej hierarchii.

Przypadkowe spotkanie z Samem (Fee) - tajemniczym uciekinierem - wywróci jej codzienność do góry nogami. To właśnie on stanie się katalizatorem przemiany bohaterki: za jego sprawą Rosie zaczynie kwestionować sens życia w sekcie, swoje małżeństwo z Adamem (Butterfield) i narzucone społeczne role.

„Niewybrani” inspirują się przede wszystkim działalnością Plymouth Brethren oraz innych ultrakonserwatywnych grup, które posłużyły jako punkt odniesienia przy tworzeniu fikcyjnej społeczności. Ekipa realizowała kluczowe sceny zgromadzeń w dawnej hali zebrań jednej z sekciarskich organizacji, a twórcy scenariusza opierali się na relacjach byłych członków podobnych wspólnot, starając się jak najwierniej oddać ich doświadczenia (a jednocześnie, rzecz jasna, zadbać o anonimowość źródeł).

REKLAMA

Niewybrani - opinia o serialu Netfliksa

Jeśli zatem chodzi o wiarygodne sportretowanie sekty, jej wewnętrznej organizacji i sposobów działania (w tym przede wszystkim programowania i manipulacji), „Niewybrani” dają radę. Rzecz w tym, że przed nimi zrobiło to już skutecznie kilka produkcji, a dzieło Julie Gearey nie ma absolutnie nic do dodania w tej sferze, nie proponuje też żadnych świeżych czy choćby ciekawych komentarzy dotyczących pokrewnej problematyki.

W warstwie fabularnej miniseria buduje napięcie wokół klasycznego konfliktu: jednostka kontra system (w tym wypadku: mikrosystem). Punktem wyjścia jest pojawienie się outsidera, które destabilizuje hermetyczny porządek sekty i odsłania jej mechanizmy kontroli, przemocy i manipulacji. Śledząc proces uświadamiania protagonistki, serial próbuje dotknąć również bardziej uniwersalnych tematów - religijnej indoktrynacji, hipokryzji moralnej, tłumionej seksualności i potrzeby wolności. I znów: nie ma w żadnym z tych przypadków absolutnie nic ciekawego do powiedzenia.

To podręcznikowy przykład zmarnowanego potencjału: scenariusz to zlepek schematów, a postacie są psychologicznie płytkie (mimo sześciu blisko pięćdziesięciominutowych odcinków, podczas których można by je istotnie rozwinąć). Wiele wątków pojawiało się już w innych poświęconych podobnej tematyce tekstach kultury i choć początek jest obiecujący, to produkcja z czasem przekształca się w przewidywalny, dość konwencjonalny thriller. Bardzo, bardzo brakuje mu subtelności: nawet ta bądź co bądź autentyczna ilustracja sekciarstwa okazuje się zbyt jednoznaczna i uproszczona.

Niewątpliwie największym atutem pozostaje aktorstwo (i aż go szkoda na tego przeciętniaka): Windsor wnosi do postaci Rosie emocjonalną wiarygodność, a Christopher Eccleston jako lider sekty tworzy figurę jednocześnie charyzmatyczną i niepokojącą. To właśnie dzięki nim serial momentami wykracza ponad gatunkowy produkcyjniak.

Nie mogę też zaprzeczyć: mimo wtórności, „Niewybrani” nie zabijają nudą. Twórcy dość skutecznie zagęszczają atmosferę, zwodząc widza i sugerując, że mają jeszcze kilka asów (poza tym z obsady - przepraszam, sam znajdę drogę do drzwi) ukrytych w rękawach - i więcej do powiedzenia niż w rzeczywistości. Koniec końców okazuje się to nieprawdą, a jednak jako psychologiczny, slow-burnowy dreszczowiec tytuł potrafi zaangażować. Przynajmniej przez około dwie trzecie czasu trwania.

Trochę szkoda. Z jednej strony mamy tu wiele komponentów, dzięki którym obraz mógłby stać się bardziej przenikliwym studium kontroli i wiary. Z drugiej - twórcy zbyt często wybierają najprostsze rozwiązania narracyjne, redukując złożone problemy do czytelnych, ale powierzchownych schematów, a zatem i takich samych wniosków. „Niewybrani” to produkcja, która potrafi utrzymać uwagę odbiorcy, ale nie ma szans, by została z nim po seansie. Zapomnicie o niej po kwadransie.

REKLAMA

Czytaj więcej:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-22T09:37:25+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T17:08:27+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T13:25:25+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T11:13:39+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T09:52:08+02:00
Aktualizacja: 2026-04-21T09:11:33+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA