REKLAMA

Dobry chłopiec to kandydat na thriller roku. Najlepszy film w karierze Polaka

Drugi anglojęzyczny projekt Jana Komasy - tym razem nie Hollywoodzki, realizowany w Wielkiej Brytanii - okazał się nie tylko znacznie lepszy od poprzedniego. „Dobry chłopiec” to wręcz najlepszy obraz w portfolio reżysera. I znakomite kino.

OCENA :
8/10
dobry chłopiec 2026 recenzja opinie film thriller jan komasa
REKLAMA

To Jerzy Skolimowski zaproponował Komasie ten scenariusz - a było to wówczas, gdy ten promował jeszcze „Boże Ciało” z 2019 r. Skrypt do „Dobrego chłopca”, pierwotnie napisany po polsku i osadzony w realiach Warszawy, został wreszcie przekształcony na wersję angielską, a akcję przeniesiono do Yorkshire, aby zwiększyć jego atrakcyjność dla szerszej, międzynarodowej publiczności. Miejmy nadzieję, że entuzjazm recenzentów również przykuje jej uwagę. Trzymam kciuki.

Obraz otwiera transgresywna bomba: esktatyczno-trance’owy montaż, będący jedną z najlepszych kinowych ilustracji nocnego eskapizmu ostatecznego, to znaczy - rzucenia się w wir miejskich, neonowych doznań. Klub, drink, kreska, seks w toalecie, wróć, powtórz; każde kolejne ujęcie to kolejny zastrzyk łatwej dopaminy. Czysty hedonizm i autodestrukcja. Tu nie ma miejsca na umiar, liczy się więcej i bardziej - ta estetyka podkreśla niemal obłąkańcze nieokiełznanie Tommy’ego (fascynujący Anson Boon), dla którego nie ma żadnych świętości, którego nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać. No, prawie nikt. Gdy wreszcie odurzony dziewiętnastolatek zostaje sam późną nocą na jednej z ulic, ktoś pozbawia go przytomności, zaciąga do samochodu i uprowadza.

Następny raz zobaczymy go jakiś czas później oczami Riny (Monika Frajczyk), kobiety, która pod wpływem szantażu zatrudnia się jako gosposia u zamożnego właściciela oddalonej od miasta posiadłości (Stephen Graham), w której ten żyje wraz z małomówną żoną Kathryn (Andrea Riseborough) i synem Jonathanem (Kit Rakusen). Rodzina przetrzymuje Tommy’ego w piwnicy, przykutego do sufitu łańcuchem. Posilając się wątpliwymi moralnie metodami (wśród których, obok przemocy i specyficznego systemu nagród, nie zabraknie tych przywołujących na myśl „Mechaniczną pomarańczę” Kubricka), para stara się za wszelką cenę zresocjalizować chłopaka.

REKLAMA

Dobry chłopiec - recenzja filmu Jana Komasy

„Dobry chłopiec” wygrywa właściwie już samym pomysłem, którego egzekwowanie robi połowę roboty - jest dziwaczny, niepokojący i niezmiernie fascynujący. Komasa stawia na oszczędną ekspozycję; dzięki temu, że poznajemy świat rodziny Chrisa z perspektywy Riny, przez długi czas wraz z nią głowimy się nad przyczyną uwięzienia Tommy’ego. Nawet to, kim właściwie chłopak jest dla pozornie łagodnych Chrisa i Kathryn, długo pozostaje niejasne. Pewne jest tylko jedno: ich cel to złamać chłopaka, aż stanie się „grzeczny”. Gdy zauważają postępy i wierzą w nie, dosłownie wydłużają bohaterowi jego smycz i oferują mu więcej „przywilejów”.

Nawet pozornie okiełznany Tommy pozostaje wściekle żywiołowy, elektryzujący (angaż Boona do tej roli to strzał w dziesiątkę) - jego energia działa nie tylko na widza, lecz także na postacie. Budzi w nich coś dawno uśpionego, wydobywa na wierzch zapomniane radości czy ciekawość. Zgadza się: z czasem relacja między bohaterami też zacznie stawać się coraz dziwniejsza.

Im dalej w las, tym bardziej staje się jasne, że - na szczęście - nie mamy do czynienia z jednowymiarową gatunkową opowiastką. Nie chodzi nawet o bezbłędnie zagrane postacie, w których czai się znacznie więcej, niż można przypuszczać czy o przyjemne zaskakiwanie sposobem, w jaki twórcy rozwinęli kolejne wątki fabularne. Bo w tym wszystkim kryje się też między innymi opowieść o tym, że pragnienie dobra często skutkuje niegodziwością; refleksja nad granicą między wychowaniem a tresurą i skutkach tejże, nad mechanizmami współzależności, a przy okazji nieco bardziej wyszukany komentarz na temat, pisząc kolokwialnie, a precyzyjnie, odklejki sfer wyższych. Wreszcie: ponura satyra na obsesję społecznej kontroli (uosabianej przez małżeństwo), wychowania i moralnej „naprawy” (a w istocie tresury) drugiego człowieka.

Gdy ktoś wam powie, że rozwój wypadków i finał da się łatwo przewidzieć, nie wierzcie. Komasa podrzuca wskazówki na tyle subtelne, by czasem zasugerowały jakiś trop, nie rujnując przy tym napięcia (permanentnie pulsującego w tle) i nie wywołując poczucia przedwczesnego odkrycia kart. Tu nie ma miejsca na klisze i wtórność; thriller Polaka to prawdziwy unikat, rzecz niepokojąca, a zarazem niestroniąca od dziwacznego, mrocznego humoru. Pokręcona, głęboko angażująca i skutecznie podtrzymująca zainteresowanie widza.

Największym problemem filmu może być jego zakończenie (którego, spokojnie, nie zdradzę) - wydaje mi się ono bardziej skrótowe niż przewrotne. Nie szkodzi. Czego by o finale nie mówić, „Dobry chłopiec” to hipnotyzujący tytuł, który lubi wiercić się w myślach jeszcze długo po seansie; prowokacyjny, stawiający niewygodne pytania i unikający udzielania trywialnych, jednoznacznych odpowiedzi. To tak, gdyby ktoś pytał, czy aby na pewno warto.

Dobry chłopiec - w kinach od 6 marca.

REKLAMA

Czytaj więcej:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-05T18:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-05T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-05T12:58:10+01:00
Aktualizacja: 2026-03-05T12:03:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-05T10:26:05+01:00
Aktualizacja: 2026-03-04T18:47:55+01:00
Aktualizacja: 2026-03-04T13:59:17+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA