Podczas gdy w Dubaju słychać huki przechwytywanych rakiet, a w mieście dochodzi do incydentów wywołanych odłamkami spadających pocisków, influencerzy próbują ocieplić wizerunek Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Widać to szczególnie na TikToku - to właśnie tam publikowane są filmy, które zapewniają, że pobytu w Dubaju wcale nie należy się obawiać.

Dubaj już podczas pandemii był mekką influencerów. Obecnie dla wielu twórców, również tych polskich, miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest jak drugi dom. Andziaks (Angelika Trochonowicz) regularnie odwiedza Dubaj wraz z rodziną, z kolei Lil Masti (Aniela Woźniakowska) już jakiś czas temu poinformowała, że wraz z mężem odebrali Emirates ID oraz rezydencję w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i niebawem przeprowadzają się do Dubaju. Nic dziwnego - życie w luksusie i korzystne warunki finansowe dla influencerów, na które stawiają ZEA, zachęcają ich do częstych wizyt w tym kraju.
Wszystko zmieniło się, kiedy Izrael i USA rozpoczęły naloty na Iran. W odpowiedzi na atak, Iran uderzył w amerykańskie bazy w Izraelu, obejmując za cel także sojuszników Waszyngtonu i Tel Awiwu, w tym również Zjednoczone Emiraty Arabskie z Dubajem. Od tej pory "najbezpieczniejsze miasto na świecie" przestało być już takie bezpieczne. Mimo to życie w Dubaju toczy się swoim rytmem, to w tle sporadycznie słuchać huki przechwytywanych pocisków, o czym w artykule wspominała reporterka PAP Joanna Baczała.
Choć w sieci pojawiły się doniesienia na temat incydentów w Dubaju (jeden z nich dotyczył pożaru w ekskluzywnym, "siedmiogwiazdkowym" hotelu Burdż al-Arab, do którego doszło wskutek spadających odłamków drona), władze ostrzegają, by nie publikować "niezweryfikowanych" nagrań, chcąc najpewniej zminimalizować ilość wideo dotyczących konfliktu. Tymczasem wśród filmów dokumentujących sytuację w Dubaju pojawiają się również materiały, na których influencerzy starają się ocieplić wizerunek ZEA.
Influencerzy ocieplają wizerunek Dubaju. Wrzucają filmy na TikToka
Na TikToku coraz częściej można trafić na bliźniaczo podobne filmy, które stały się częścią trendu. Są one skonstruowane tak: w pierwszych sekundach na ekranie widać influencerkę oraz pytanie: "Żyjesz w Dubaju, nie boisz się?", a w kolejnej scenie pojawia się ujęcie władcy Dubaju, szejka Mohammeda bin Rashida al-Maktuma, kroczącego naprzód w rytm wzniosłej muzyki oraz odpowiedź: "Nie, ponieważ wiem, kto mnie chroni".
W mediach społecznościowych jest już tego całe mnóstwo i trudno nie podejść do tych nagrań podejrzliwie - wyglądają one bowiem jak część zmasowanej akcji propagandowej, aby ocieplić wizerunek Dubaju. Bo nawet jeśli nad głowami mieszkańców latają drony, to władze zadbają o bezpieczeństwo swoich obywateli, a miasto na powrót stanie się oazą spokoju. Czy jednak te filmy rzeczywiście miały na celu sianie propagandy? Sprawę dla Financial Times skomentowała Katja Muñoz, starsza pracownica naukowa Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych:
To nie do końca propaganda, ale ma w sobie coś z propagandy. To operacja wpływu i ciekawe, że po zaledwie 60 godzinach [wojny] to widzimy. Oczywiście, częściowo to po prostu kopiowanie i monetyzacja treści, ale z pewnością zaczęło się to w sposób negocjowany i sponsorowany. To mówi mi, że [ZEA] mają już ugruntowane struktury, jeśli chodzi o relacje z influencerami, które bardzo szybko wykorzystały.
Serwis przytoczył również sytuację z szejkiem Mohamed bin Zayed al-Nahyan, prezydentem ZEA, który wraz z ministrem obrony pojawili się na początku tygodnia w zwyczajnej kawiarni pośrodku ogromnego centrum handlowego Dubai Mall, aby wypić kawę w miejscu publicznym, wśród kupujących i przechodniów. Prezydent ZEA chciał najpewniej pokazać tym gestem to, co próbują osiągnąć influencerzy - że w Dubaju wszyscy są bezpieczni.
Czytaj więcej w Spider's Web:



















